Peptydowe szaleństwo: skąd popularność 'cudownych' zastrzyków niedopuszczonych do użytku przez ludzi?

Źródło zdjęcia, Katie
- Autor, Ruth Clegg
- Stanowisko, Reporterka ds. zdrowia i dobrostanu
- Czas czytania: 7 min
Katie ostrożnie wyjmuje z opakowania strzykawkę. Nakłuwa górną część słoiczka z niebieskim płynem i pociąga za tłok.
Następnie odwraca się, wbija igłę w pośladek i pokazuje do kamery kciuk w górę.
Katie od kilku tygodni stosuje peptyd miedziowy GHK-Cu w zastrzykach. Jest przekonana, że mają pozytywny wpływ na jej skórę. Twierdzi, że dzięki nim prawie całkowicie pozbyła się rozstępów.
Jest jednak jedna niepokojąca rzecz.
Na etykiecie widnieje wyraźny napis: „wyłącznie do celów badawczych". Środek nie jest przeznaczony do stosowania przez ludzi.
Coraz więcej osób, jak Katie, filmuje się podczas wstrzykiwania nieuregulowanych peptydów i publikuje nagrania w mediach społecznościowych.
Katie wydaje się nie przejmować ostrzeżeniem na etykiecie. Uważa, że zastrzyki są bezpieczne.
„Bardzo dużo o nich czytałam i zachowuję ostrożność," mówi.
„Zaczęłam od bardzo małych dawek, żeby upewnić się, że nie zauważę niczego dziwnego," kontynuuje.
Według Katie dzięki zastrzykom jej włosy stały się gęstsze, a tekstura skóry uległa poprawie.
GHK-Cu, peptyd wytwarzany przez ludzki organizm, to składnik kremów do skóry służących do redukcji drobnych zmarszczek. Jednak wstrzykiwanie nie zostało uznane za bezpieczne. To ze względu na brak badań naukowych na ten temat, a także ryzyko, że zastrzyki mogą wywołać potencjalnie niebezpieczną reakcję immunologiczną.

Źródło zdjęcia, Huang Zhigang/VCG via Getty Images
Peptydy to krótkie łańcuchy aminokwasów - mikrostruktur tworzących białko - wytwarzane naturalnie przez ludzki organizm. Działają jak przekaźniki dostarczające do komórek ciała polecenia. Są kluczowe dla zdrowia skóry, funkcjonowania układu odpornościowego i gospodarki hormonalnej.
Od ponad wieku mają zastosowanie lecznicze. Insulina, pierwszy z peptydów odkrytych przez naukowców, pomaga osobom z cukrzycą typu 1 - i niektórym z cukrzycą typu 2 - kontrolować poziom cukru we krwi.
Jednak dziś peptydy niepodlegające regulacjom prawnym zyskują ogromną popularność na rynku produktów prozdrowotnych. Dzieje się tak od czasu, gdy powszechne stało się stosowanie zastrzyków odchudzających zawierających analogi GLP-1.
Naśladują one działanie peptydu glukagonopodobnego 1 - hormonu naturalnie wytwarzanego w naszym organizmie, który pomaga regulować poziom głodu.
Analogi GLP-1 przeszły szereg badań na ludziach i zostały dopuszczone do obrotu przez organy nadzorcze, w tym w Wielkiej Brytanii i w Polsce. Jednak z czasem pojawił się „szary rynek" innych peptydów.
Te środki znajdują się w szarej strefie prawnej i regulacyjnej. Ich zakup i posiadanie nie są nielegalne. Jednak nie zostały zatwierdzone do stosowania u ludzi - dlatego nie podlegają kontroli jakości, której poddawane są środki farmaceutyczne.

Źródło zdjęcia, Huang Zhigang/VCG via Getty Images
„Na niebezpieczeństwo składa się wiele czynników," wyjaśnia dr Mike Mrozinski, lekarz rodzinny. „Sukces regulowanych środków GLP-1 'znormalizował' stosowanie igieł, obniżając psychologiczną barierę przed samodzielnym wykonywaniem zastrzyków."
„Ludzie patrzą na przełomowe wyniki [terapii] peptydami klasy farmaceutycznej i błędnie zakładają, że wszystkie peptydy są z natury bezpieczne".
Media społecznościowe są pełne reklam i nagrań influencerów, którzy wstrzykują sobie mieszanki peptydów sprzedawane wyłącznie do celów badawczych.
Chcesz zwiększyć masę mięśniową i przyspieszyć regenerację?
Niektórzy twierdzą, że pomoże w tym BPC 157. To syntetyczny peptyd pochodzący z ludzkich białek żołądkowych. Wstępne badania na zwierzętach sugerują, że może odgrywać rolę w gojeniu ran i ochronie jelit.
Chcesz zmniejszyć stan zapalny organizmu i poprawić zdrowie metaboliczne? Internet radzi, że warto spróbować TB 500.
„Osoby stosujące te produkty stają się w zasadzie królikami doświadczalnymi," tłumaczy Adam Taylor, profesor anatomii na brytyjskim Lancaster University.
„Istnieją pewne dane [na temat nieuregulowanych peptydów], ale pochodzą one z badań przedklinicznych. Krótko mówiąc, środki te zostały przetestowane na zwierzętach, ale nie na ludziach".
Prof. Taylor od ponad roku obserwuje rozwój rynku nieuregulowanych peptydów. Rozmawiał z osobami, które doświadczyły skutków ubocznych - w tym zawrotów głowy, biegunki, wysypek i obrzęków nóg. Martwi się, że w dłuższej perspektywie narażają zdrowie i życie.
Brak rzetelnych badań nad tymi peptydami to jeden problem. Niedawne analizy niektórych produktów sugerują ponadto, że około 8% z nich może być zanieczyszczonych endotoksynami bakteryjnymi.
Jak mówi prof. Taylor, endotoksyny bakteryjne mogą wyrządzić „poważne szkody". W niewielkich dawkach powodują gorączkę, zmęczenie i bóle. W większych ilościach mogą wywołać stany zagrażające życiu, w tym wstrząs septyczny.

Jack Sarginson postanowił spróbować peptydów, gdy starał się wrócić do zdrowia po kontuzji pleców.
W grudniu ubiegłego roku 24-latek zaczął wstrzykiwać sobie mieszankę peptydów o nazwie Wolverine. Podobnie jak postać z komiksów Marvela, której imię noszą, zastrzyki mają mieć właściwości regeneracyjne godne superbohatera.
W ciągu dwóch tygodni Jack zauważył „znaczną poprawę" bez „żadnych skutków ubocznych". Mówi, że po niespełna pięciu tygodniach ból „praktycznie ustał", a on mógł wykonywać czynności, które „od dłuższego czasu" wydawały mu się niemożliwe.
Przed wypróbowaniem peptydów Jack odwiedził lekarza rodzinnego i otrzymał skierowanie na fizjoterapię. Mówi, że mimo konsekwentnego wykonywania zaleconych ćwiczeń nie odczuł żadnej poprawy.
Dodaje, że kontuzja zaczęła utrudniać mu codzienne życie, przez co czuł się „naprawdę przygnębiony".
„Wiem, że są dwie strony medalu," mówi Jack. „Niektórym robienie zastrzyków może wydawać się dość ekstremalne, ale myślę, że od czasu pandemii ludzie szukają sposobów, by przejąć kontrolę nad własnym zdrowiem".
„Uważam, że peptydy mogą być pożyteczne, jeśli stosujemy je odpowiedzialnie."
'Tajemnicze choroby przewlekłe'
Na tym etapie stosowanie nieuregulowanych peptydów to nie „biohacking", lecz biologiczna gra w ruletkę, ostrzega dr Mrozinski.
„Jeśli ta kultura 'królików doświadczalnych' będzie się rozprzestrzeniać, grozi nam kryzys zdrowia publicznego związany z 'tajemniczymi' chorobami przewlekłymi, jakie wywołują te nieuregulowane peptydy. Tradycyjny system opieki zdrowia nie jest jeszcze w stanie ich wyleczyć".
Mimo to coraz więcej placówek oferuje terapię peptydową.
Należy do nich prywatna klinika w angielskim Leicester kierowana przez dr Syeda Omara Babara, konsultanta medycyny ratunkowej. W jej ofercie znajdziemy terapię wykorzystującą nieuregulowane peptydy, w tym BPC-157 i TB-500.
Dr Babar uważa, że rozpoczęła się „złota era" peptydów. Mówi, że odegrają one wielką rolę w kształtowaniu przyszłości medycyny.
Zadaję mu pytanie: dlaczego wciąż brakuje badań klinicznych na ludziach, które spełniałyby najwyższe branżowe standardy? Jeśli peptydy są tak bezpieczne i skuteczne, dlaczego nie zostały dopuszczone do obrotu jako leki?
Według dr Babara problemem są pieniądze. Przejście od badań na zwierzętach do tych na ludziach - a następnie uzyskanie pełnej licencji na lek - zajmuje lata i kosztuje miliardy dolarów.
Dr Babar mówi, że finansowanie tego procesu nie leży w interesie dużych firm farmaceutycznych.
„Wiele peptydów, o których mówimy, jest całkowicie naturalnych – wytwarza je nasz organizm. Dlatego trudno je opatentować," tłumaczy.
Patentowane leki „muszą wyraźnie różnić się od swojej naturalnej postaci, co w przypadku peptydów jest trudne".
Firmy wahają się przed inwestowaniem dużych kwot w nieopatentowany produkt, który nie przyniesie im pewnych przychodów, dodaje dr Babar.
Mówi, że terapie peptydowe oferowane w jego klinice nadzoruje lekarz licencjonowany przez brytyjskiego regulatora.
Jednak same peptydy nie są licencjonowane; nie ma też ogólnie przyjętych zasad co do ich stosowania. Dlatego wszystko sprowadza się do doświadczenia i wzajemnej wymiany wiedzy między lekarzami, kontynuuje dr Babar.
Mówi, że jako lekarz nie może sugerować, iż nieuregulowane peptydy są w stanie leczyć określone schorzenia. Dodaje, że mimo tego może wskazać pacjentom dostępne produkty. Następnie - za pełną zgodą pacjentów i przy ich pełnej świadomości, że środków nie zatwierdzono do stosowania u ludzi - może zalecić terapię peptydową.
Na gwałtowny wzrost popularności peptydów zareagowała też MHRA, brytyjski organ licencjonujący leki i nadzorujący ich stosowanie. Oświadczyła, że „nie akceptuje prób obejścia przepisów dotyczących leków" - w tym rzekomej sprzedaży peptydów do celów badawczych, przy istnieniu dowodów wskazujących na ich stosowanie przez ludzi.
MHRA zapowiada, że wycofa z rynku nielicencjonowane produkty, których producenci twierdzą, że leczą lub zmieniają funkcjonowanie organizmu. Zdecydowanie odradza też kupno i stosowanie nieuregulowanych produktów leczniczych, „szczególnie tych promowanych w mediach społecznościowych".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska














