Recenzja albumu Harry'ego Stylesa: Najbardziej funkowy kryzys egzystencjalny w popie

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Mark Savage
- Stanowisko, Korespondent ds. muzyki
- Czas czytania: 5 min
Kiedy Harry Styles zakończył swoje koncerty Love On Tour latem 2023 r., był w trasie od 22 miesięcy. A może — w pewnym sensie — od 13 lat?
Artysta właściwie nie zwalniał tempa od momentu powstania zespołu One Direction w 2010 r. W 2017 r. rozpoczął karierę solową, wydając trzy albumy w ciągu pięciu lat. Najnowszy z nich, Harry's House, zdobył tytuł albumu roku zarówno na Grammy, jak i Brit Awards.
„Musiałem na chwilę przystopować i poświęcić trochę uwagi innym częściom mojego życia," powiedział ostatnio w rozmowie z brytyjską gazetą The Times.
„Zawsze myślałem — albo miałem nadzieję — że jestem typem człowieka, który nie potrzebuje tych dopaminowych zastrzyków, jakie daje ta praca. Ale nigdy tak naprawdę się od niej nie odciąłem i trudno mi było pozbyć się wątpliwości, że gdyby to wszystko zniknęło, bardzo by mi tego brakowało''.
Dlatego tuż przed 30. urodzinami wyjechał do Włoch, uporządkował swoje życie i zaczął startować w maratonach.
Przyznał wtedy, że musiał „ponownie zakochać się w muzyce", kiedy patrzył z perspektywy fana — z widowni.
„Byłem kilka razy na koncertach LCD Soundsystem… i to było po prostu tak radosne, kiedy obserwujesz, jak są całkowicie zanurzeni w tym, co robią," powiedział Gregowi Jamesowi z BBC Radio 1.
„Myślę, że inspiracja, jaką od nich zaczerpnąłem, polegała na tym: 'O, właśnie tak chcę się czuć na scenie'. I to z kolei wpłynęło na muzykę, którą tworzyłem."
Jak więc te doświadczenia wpłynęły na jego nowy album Kiss All The Time, Disco Occasionally?

Źródło zdjęcia, Reuters
Cóż, zacznijmy od najbardziej oczywistej kwestii. Na tym albumie prawie nie ma całowania, a disco jest dalekie od hedonistycznego blasku legendarnego Studio 54 (nowojorski klub z końca lat 70., symbol epoki disco i imprezowego przepychu).
Zamiast tego otrzymujemy taneczną muzykę opartą na ciężkim basie, pełną funkowej synkopacji i nerwowych, poszatkowanych partii perkusji — często granych przez Toma Skinnera z jazzowego zespołu Sons Of Kemet.
LCD Soundsystem to oczywisty punkt odniesienia, ale w miksie pojawiają się również elementy twórców eksperymentalnych z lat 80., takich jak Tom Tom Club, Art of Noise czy nawet Gang Of Four.
Styles nawiązuje również do manchesterskiego projektu Durutti Column, znanego raczej z instrumentalnej muzyki gitarowej niż z przebojów podbijających stadiony. (Było to sporą niespodzianką dla lidera zespołu, Vini'ego Reilly'ego, który skomentował to słowami: „Nie wiem, kim jest Harry Styles, ale to sprawdzę.")

Źródło zdjęcia, Berlin Marathon
Mocne groovy splatają się z wokalami artysty. Jego mgławicowe harmonie często odrywają się od rytmu, unosząc się nad utworami niczym dmuchawce na wietrze.
To osobliwe niedopasowanie potęgują teksty, ukazujące twórcę w stanie niepokoju.
Styles śpiewa o relacjach nieustannie wytrąconych z równowagi. Podważa intencje innych — ale też własne motywacje — rozpaczliwie niepewny, gdzie właściwie stoi.
„Czekam / Czy kochasz mnie teraz? / Naprawdę?" — błaga w The Waiting Game, przy nerwowym, pospiesznym rytmie perkusji.
Nawet romantyczna ballada Coming Up Roses pozostawia po sobie nutę niepokoju.
„Czy to wszystko naprawdę zbliża nas do siebie / Czy może wtłaczam się na tył twojego życia / Oceniając, gdy prowadzisz?"

Źródło zdjęcia, Sony Music
Kryzys egzystencjalny nie ogranicza się jednak tylko do życia uczuciowego.
W trafnie zatytułowanym Pop artysta odrzuca „nieskazitelną fantazję" z czasów One Direction, posługując się niejednoznacznymi wersami, które zdają się nawiązywać do mroczniejszych pragnień.
„Chciałem zachowywać się dobrze" – wyznaje – „ale wiem, że zrobię to znowu."
Do tego tematu wraca w Paint By Numbers, delikatnie zagranej akustycznej piosence, w której mówi o tym, jak „utknął" w narzuconym mu wizerunku, dźwigając „ciężar amerykańskich dzieci, których serca łamiesz".
Innymi słowy: dzieje się tu naprawdę dużo. Na swoim czwartym albumie Styles wyraźnie przepracowuje poważne tematy.
I trudno mu się dziwić. Jest w centrum uwagi od 16 lat, a tragiczna śmierć jego byłego kolegi z zespołu, Liama Payne'a, zapewne zmusiła go do skonfrontowania się z trudniejszymi aspektami tej rzeczywistości.

Źródło zdjęcia, Getty Images
W związku z tym trudno tu znaleźć coś na miarę prostej radości Watermelon Sugar czy namiętnego As It Was — ale Styles nie jest na tyle nierozsądny, by całkowicie zrazić swoją publiczność.
Powoli narastające Aperture podkreśla jego przekaz, że warto czekać na prawdziwą miłość.
American Girls ma figlarny, pewny siebie puls, który z pewnością wybrzmi potężnie podczas jego rekordowej rezydencji na Wembley tego lata.
A zwariowanie urocze Dance No More pędzi na nieodpartym groove, gdy wokalista wznnosi okrzyk: „szanuj swoją matkę".
W innych momentach Styles wydaje się być jednak zdystansowany — jakby nie znalazł jeszcze odpowiedzi na długie, mroczne popołudnia jego duszy.
To niezwykłe miejsce dla gwiazdy stadionów — i trzeba docenić jego odwagę, by przez cały album pozostać w takim zawieszeniu.
Jako portret artysty na rozdrożu to fascynująco złożone dzieło.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Julita Waleskiewicz










