Kulisy rosyjskiego spisku polegającego na wysyłaniu paczek z materiałami wybuchowymi

Źródło zdjęcia, Matthew Goddard / BBC
- Autor, Sarah Rainsford
- Stanowisko, Korespondent w Europie Południowej i Wschodniej
- Relacja z, Wilno, Litwa
- Czas czytania: 9 min
Zabawki erotyczne, balsam do ciała i poduszki masujące nie były typem przesyłek, które Aleksandr Suranovas zwykle obsługiwał.
„Co?" napisał w wiadomości, gdy wysłano mu zdjęcie przedmiotów, które miał nadać w czterech paczkach z Litwy do Wielkiej Brytanii i Polski.
„Tego potrzebują i oferują stałą pracę," brzmiała odpowiedź w komunikatorze Telegram.
Wynagrodzenie było przyzwoite: 150 euro (ok. 638 złotych) za kilka godzin pracy, więc Suranovas się zgodził. „Jeśli tego potrzeba, to w porządku," odpisał.
Ale każda z paczek zawierała zaawansowane urządzenie zapalające. Tubki kosmetyków zostały napełnione ciekłym materiałem wybuchowym, a mechanizmy zapłonowe ukryto w innych przedmiotach. Suranovas utrzymuje, że nie miał o tym pojęcia.

Kiedy w lipcu 2024 roku przekazano mu przedmioty w parku w Wilnie, zegary wewnątrz urządzeń już odliczały czas. W ciągu następnych dwóch dni trzy z paczek stanęły w płomieniach, jedna tuż przed załadowaniem na samolot transportowy lecący do Londynu. Gdyby zapaliła się później, skutki mogłyby być katastrofalne.
W sierpniu Suranovas został aresztowany i oskarżony o przeprowadzenie aktu terroryzmu w imieniu rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.
W wyniku międzynarodowego śledztwa z udziałem brytyjskich służb antyterrorystycznych w areszcie przebywają obecnie 22 osoby na Litwie i w Polsce. Dochodzenie wykazało, że operacją kierowała Rosja – zarzut ten Moskwa konsekwentnie odrzuca. To pierwszy raz, gdy ktoś zamieszany w spisek z paczkami publicznie zabrał głos.
W ubiegłym roku napisałam do kilku podejrzanych przebywających w więzieniu w ramach własnego śledztwa dotyczącego fali sabotażu w Europie po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Obejmowała ona podpalenia, wykolejenia pociągów oraz właśnie sprawę paczek. Suranovas odpowiedział obszernie, a gdy niedawno wyszedł z aresztu za kaucją, zgodził się na spotkanie.

Źródło zdjęcia, Police handout
Jego relacja, wraz z dokumentami sprawy, które widziałam, oraz innymi źródłami daje wyjątkowy wgląd w niezwykły spisek wymierzony w Wielką Brytanię i kilka innych krajów – prawdopodobnie w celu osłabienia poparcia dla Kijowa. Pokazuje też, jak Rosja aktywnie rekrutuje ludzi w Europie do coraz poważniejszych ataków.
„Nie nazwałbym tego wojną w cieniu. To aktywna agresja przeciwko naszym państwom," ostrzega Vilmantas Vitkauskas, szef litewskiego Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysowego.
„To jasny sygnał, że ci, którzy wspierają Ukrainę, będą uderzani przez Rosjan. To bardzo niebezpieczne i jesteśmy blisko sytuacji, w których wielu ludzi mogłoby ucierpieć."
Za pierwszym razem, gdy Suranovas próbował odebrać paczki z mieszkania wynajętego przez Airbnb w Wilnie, nie znalazł właściwego lokalu. Jak tłumaczy były europejski dyplomata w Rosji, korzystanie z niewyszkolonych pośredników dodaje „warstwę nieprzewidywalności – i niekompetencji". Jednak trzy tygodnie później zadanie do niego wróciło.

Suranovas powiedział mi, że zatrudnił go jego dawny znajomy z Rosji znany jako HK, który kontaktował się z nim przez Telegram.
Zgodnie z instrukcjami, z których wiele udało mi się zobaczyć, miał odebrać pudełka i wysłać je na adresy w Londynie, Birmingham i Warszawie za pośrednictwem firm kurierskich DHL i DPD.
Policyjne śledztwo wykazało, że był ostatnim ogniwem długiego łańcucha koordynowanego zdalnie z Rosji. Każda osoba miała określone zadanie – od przeniesienia zapalników do UE po dostarczanie samochodów. Niektórzy najwyraźniej nie znali pełnego planu.
Była minister obrony Litwy Dovilė Šakalienė twierdzi, że to charakterystyczny styl Rosji, który zapewnia możliwość zaprzeczania.
„Im dalej wykonawcy są od inicjatorów… i im więcej osób bierze udział nie mając pojęcia o całości, tym trudniej przeprowadzić skuteczne śledztwo."
Mimo to śledczy zidentyfikowali kilku domniemanych koordynatorów z Rosji. Jeden z nich, znany jako „Warrior", miał także zorganizować podpalenie sklepu Ikea w Wilnie w maju 2024 roku.
W dniu przełożonej dostawy HK przywitał ciepło Suranovasa w wiadomości tekstowej i poinformował, że przelewa około 500 euro (około 2,130 złotych) na koszty wysyłki – w kryptowalucie. Następnie przesłał zdjęcie placu w centrum Wilna.
„Mężczyzna" miał się tam z nim spotkać by odebrać paczki. Suranovas brzmiał niepewnie.
„Następnym razem niech użyją poczty. Takie spotkania nie są dla mnie," napisał.
„Facet jest neutralny. To nic nielegalnego," zapewnił HK.
Tymczasem po drugiej stronie miasta młody Ukrainiec, Vladislav Derkavets, już aktywował cztery urządzenia zapalające, paląc papierosa za papierosem, by uspokoić nerwy. Został później aresztowany. Dokumenty sprawy pokazują, że jego własny opiekun, Warrior, wysyłał mu instrukcje przez Telegram.
Po ustawieniu timerów Derkavets otrzymał polecenie dokładnego wyczyszczenia wszystkiego, czego dotykał. Następnie zapakował poduszki masujące do pudełek razem z tubkami płynnego materiału wybuchowego, a także rajstopami uciskowymi i wibratorami – prawdopodobnie jako elementem odwracającym uwagę. Paczki były gotowe do przekazania Suranovasowi.
Suranovas przyszedł na nasze spotkanie w centrum Wilna z elektroniczną bransoletą na nodze. Po 18 miesiącach w areszcie jest obecnie objęty „intensywnym nadzorem" i może opuszczać dom tylko na kilka godzin dziennie do czasu procesu.
Urodzony w czasach sowieckiej Litwy 53-latek – wysoki, krępy i rozmowny – określa się jako etniczny Rosjanin. Rozmawialiśmy po rosyjsku, jego pierwszym języku.
Przyznaje, że wysłał paczki – został nagrany przez kamery CCTV w biurach DHL i DPD – ale twierdzi, że nie miał pojęcia o urządzeniach ukrytych w środku.
„Nigdy bym się na to nie zgodził, bo uważam, że to okropne," powiedział.
„Zostałem wykorzystany."

W chwili aresztowania przez uzbrojoną policję Suranovas był oficjalnie bezrobotny. Twierdzi jednak, że od lat sprzedaje samochody klientom w Białorusi i Rosji oraz dorabia na różnych dostawach.
„Ludzie mnie znali," mówi. „Więc im pomagałem. Za opłatą." Wspomniał o ubraniach i elektronice, ale nie podał szczegółów.
Tak – jak twierdzi – poznał HK w internecie, choć mówi, że nie zna jego prawdziwego nazwiska.
„Mówimy do siebie 'bracie' albo 'kolego,'" to wszystko, co powiedział. Suranovas sprawiał wrażenie zdenerwowanego. „Wiem, że wie, gdzie mieszkam," wspomniał w pewnym momencie.
Śledczy uważają, że HK jest Mołdawianinem mieszkającym w Krasnodarze w południowej Rosji, choć jego tożsamość nie została ujawniona. To to samo miasto, w którym – według doniesień – przebywa Warrior.
Zapytana o zarzuty rosyjska ambasada w Londynie stwierdziła, że nie ma „niczego, co przypominałoby wiarygodne dowody" na udział Moskwy w operacjach sabotażowych, i odrzuciła te twierdzenia jako „antyrosyjską narrację".
Suranovas nazywa wojnę przeciwko Ukrainie „idiotyczną" i mówi, że nie lubi Putina.
Najbardziej zależy mu jednak na podkreśleniu, że nigdy świadomie nie transportowałby materiałów wybuchowych.
„Nawet za milion dolarów," powiedział. „Żadna suma nie jest warta utraty wolności."
Bliski krewny wspomina, że gdy dowiedzieli się o oskarżeniach o terroryzm, ich pierwszą reakcją był „histeryczny śmiech". Potem przyszło przerażenie.
„On jest spekulantem, kupuje i sprzedaje," powiedzieli mi. „To naprawdę straszne."
Suranovas ma jednak wcześniejsze wyroki – sam o tym wspomniał – choć konsekwentnie umniejsza swoją rolę.
Od 2022 roku jest na wolności za kaucją w sprawie oszustwa związanego z piramidą finansową w Polsce powiązaną z Rosją. W 2016 roku został też skazany w Danii za próbę zdobycia biżuterii przy użyciu skradzionych kart kredytowych. Twierdzi, że był tylko kierowcą, lecz sędzia mu nie uwierzył. Otrzymał 18 miesięcy więzienia.
Zasugerowałem, że jego działalność w półświatku oraz problemy finansowe czyniły go idealnym sabotażystą do wynajęcia dla Rosji.
„Nie byłem tego częścią, nie pracuję dla GRU," odparł. „Nie jestem szpiegiem."

Był gorący letni dzień, gdy Suranovas przyjechał z żoną do Wilna po paczki. Zatrzymała samochód przy placu, a on poszedł na ławkę pod drzewami, by czekać na kuriera. HK nadal wysyłał instrukcje.
„Będzie w szortach," napisał. „Z czterema pudełkami."
Mężczyzna się spóźnił, pomylił hasło i zrobił zdjęcie Suranovasowi, gdy odchodził.
„To jakieś podejrzane g****," napisał Suranovas do HK.
Twierdzi, że wielokrotnie upewniał się, że w przesyłce nie ma „nic nielegalnego, nic zakazanego". W rozmowie z HK, którą widziałem, pyta o to wprost raz. Otrzymuje też radę, by nie zadawać zbyt wielu pytań: „wtedy wszystko pójdzie gładko".
Suranovas spędził około 40 minut w biurze DHL niedaleko lotniska w Wilnie, gdzie pracownica sprawdziła każdy przedmiot w paczkach. Jedna z tubek kremu pękła i została przez nią zaklejona – nie wiedziała, że wyciekający płyn to materiał wybuchowy.
„Nie było nic niezwykłego. Żadnych wystających kabelków czy czegokolwiek takiego," mówi Suranovas.
Jego żona zawiozła go następnie do DPD, aby wysłać dwie pozostałe paczki do Warszawy.
„Wszędzie są kamery. Czy nie powinienem przyjechać wynajętym samochodem? Albo z jakąś brodą?," argumentuje.
Użył fałszywego nazwiska nadawcy – twierdzi, że aby uniknąć spamu – ale podkreśla, że zapłacił własną kartą debetową. Nie ma jednak dostępu do konta, aby to udowodnić.
Tego wieczoru HK poinformował go, że dostanie premię. Łącznie miał otrzymać 280 euro (około 1,200 złotych).

Suranovas powiedział mi, że grupa planowała więcej paczek.
„Pytali, czy mógłbym wysyłać trzy albo cztery miesięcznie," mówi. Kolejną dostawę miał wykonać w tygodniu, w którym został aresztowany.
Możliwość wysyłania przez Moskwę pełnoprawnych agentów wywiadu w teren została poważnie ograniczona po otruciu w Salisbury w 2018 roku, gdy Rosja użyła środka paralityczno-drgawkowego. Wielka Brytania, UE i USA wydaliły wtedy tak wielu rosyjskich agentów, że – jak twierdzi były europejski dyplomata – wyrządziło to „systematyczne szkody" w zdolnościach szpiegowskich Rosji.
Wtedy Moskwa zaczęła rekrutować ludzi w Europie do wykonywania „brudnej roboty". Widziałem przypadki, gdy byli werbowani przez pozornie niewinne oferty pracy na Telegramie. W spisku z paczkami wielu zostało jednak wciągniętych przez znajomych z kręgów przestępczych.
„Rosja zwiększa skalę operacji, więc sięga po model zlecania zadań zorganizowanej przestępczości. W samej Rosji robią to od lat," mówi Elijah Glantz z think tanku bezpieczeństwa RUSI.
Człowiek, który przekazał paczki Suranovasowi, ma wyrok za oszustwo w Polsce. Inny podejrzany, który dostarczał samochody, jest badany w sprawie kradzieży aut w całej Europie. Trzeci, który obsługiwał materiały wybuchowe, odbywał karę więzienia za gwałt.
„Istnieje mnóstwo grup w internecie gotowych zrobić prawie wszystko za odpowiednią cenę – i to właśnie widzimy," mówi Glantz. W operacjach przestępczych nie ujawnia się pełnych szczegółów zadania, a wynajęci ludzie „bardzo często" mają ograniczone informacje.
„Jedno pytanie, którego przemytnicy nigdy nie zadają, brzmi: 'Co jest w ciężarówce?' Tak to po prostu działa," dodaje Glantz.

Źródło zdjęcia, Police handout
20 lipca pierwsza paczka wysłana przez Suranovasa zapaliła się na lotnisku w Lipsku w Niemczech. Była to przesyłka przeznaczona do Londynu, która miała trafić na samolot transportowy DHL. Drugie urządzenie eksplodowało przed świtem następnego dnia w ciężarówce DPD pod Warszawą, a trzecie nie zadziałało. Ostatnie zapaliło się w magazynie DHL w Birmingham.
Nikt nie ucierpiał, ale zniszczenia były poważne.
Na początku incydenty nie zostały ujawnione publicznie, gdy śledczy w całej Europie zaczęli dochodzenie. Z rozmów na Telegramie wynika, że rosyjscy organizatorzy nie byli pewni, co się stało. HK chciał, aby Suranovas zadzwonił do DHL i zapytał, dlaczego paczka zatrzymała się w Lipsku.
W międzyczasie wysyłano kolejne przesyłki. Dwie podejrzane paczki trafiły z Warszawy do USA i Kanady, potem kolejne dwie z Amsterdamu na te same adresy. Tym razem nie było w nich materiałów wybuchowych – uważa się, że grupa testowała nowe trasy.
Śledczy nie są pewni, czy ostatecznym celem Rosji było zestrzelenie samolotu, czy raczej zastraszenie państw wspierających Ukrainę. Biały Dom był jednak tak zaniepokojony, że – jak powiedział BBC były wysoki urzędnik z czasów prezydentury Bidena – skontaktowano się z Rosją „na wysokim szczeblu". Przekaz brzmiał: „przestańcie albo poniesiecie konsekwencje".
Dovilė Šakalienė wspomina, że spisek z paczkami był sygnałem ostrzegawczym dla sojuszników Litwy.
„Bo nie wszyscy rozumieli poziom zagrożenia, z jakim mamy do czynienia w ramach ataków hybrydowych."
Kiedy litewska policja zaczęła zatrzymywać uczestników spisku, odkryto także dodatkowy zapas materiałów wybuchowych zakopanych na cmentarzu w puszkach po żywności. Były tam również części dronów, w tym uchwyty, do których można było zamocować te puszki.
Pod koniec naszej rozmowy zapytałem Suranovasa, co jego zdaniem Rosja chciała osiągnąć. Zastanowił się chwilę.
„Myślę… że to był test czegoś; że przygotowywali coś większego," powiedział.
„Chcieli pokazać, że ich macki mogą sięgać bardzo daleko. Że mogą zrobić wiele rzeczy, a wy nawet nie będziecie o tym wiedzieć."
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska




