Tabliczki czekolady i pranie: jak wenezuelscy więźniowie przemycali wiadomości

Dłoń trzymająca papierek po czekoladzie. Na papierku krótka wiadomość napisana niebieskim tuszem
Podpis zdjęcia, Rodzina Ángela Godoya ukryła wiadomość do niego wewnątrz opakowania czekolady
    • Autor, Norberto Paredes
    • Stanowisko, BBC News Mundo, Caracas, Wenezuela
  • Czas czytania: 8 min

W małym lokalu w kompleksie mieszkań socjalnych blisko Caracas Adriana Briceño pokazuje mi coś, co wygląda jak śmieć. Jednak stary papierek po batoniku skrywa wiadomość.

„Tato, weź to, żeby trochę osłodzić sytuację," napisano niebieskim atramentem. „Kochamy cię".

To wiadomość od syna Briceño do jej męża i ojca chłopca, Ángela Godoya. Pochodzi z czasów, gdy Godoy był przetrzymywany w znanym wenezuelskim więzieniu El Helicoide.

Kompleks El Helicoide zbudowano pierwotnie w latach 50. XX wieku. Miał być luksusowym centrum handlowym, ale nigdy nie został ukończony. Później przejęły go budzące postrach służby wywiadowcze Wenezueli.

Wkrótce stał się symbolem represji rządowych. Według dochodzenia ONZ zabierano tam osoby poddane arbitralnemu aresztowi lub uprowadzone siłą. Niektóre z nich były torturowane.

Godoy i inne zwolnione niedawno osoby opowiedziały BBC o brutalnych warunkach panujących w więzieniu.

Godoy jest jednym z setek więźniów politycznych aresztowanych za prezydentury Nicolása Maduro i przetrzymywanych w wenezuelskich więzieniach - czasem przez wiele lat.

Jest też jedną ze zwolnionych niedawno osób, które opowiedziały BBC o brutalnych warunkach w kompleksie El Helicoide.

Od czasu zatrzymania Maduro podczas amerykańskiej operacji wojskowej na początku stycznia zwolniono ponad 600 osób. Jednak według organizacji Foro Penal, zajmującej się prawami więźniów, setki innych pozostają za kratami.

W rozmowach z BBC Godoy i drugi więzień opisywali cele karne, przymusową izolację i groźby wobec członków rodziny, z jakimi mieli do czynienia przed zwolnieniem.

Jak karano więźniów?

Javier Tarazona - mężczyzna w średnim wieku z krótkimi czarnymi włosami - siedzi w ogrodzie z poważnym wyrazem twarzy. Ma na sobie różową koszulę w drobną białą kratę
Podpis zdjęcia, Javier Tarazona, działacz na rzecz praw człowieka, był przetrzymywany 1 675 dni

„Skuli mnie kajdankami, pobili i obrzucili wyzwiskami. Założyli mi kominiarkę, gdy wsadzali do radiowozu". Tak Javier Tarazona, działacz na rzecz praw człowieka, opisuje moment aresztowania w lipcu 2021 roku.

Tarazona wiedział, że jest na celowniku wenezuelskich służb bezpieczeństwa - ale nadal z trudem rozumiał, co się dzieje.

„Pierwsze kilka godzin było straszne," opowiada. Był to jedynie początek ciężkich przejść, które miały trwać ponad cztery i pół roku.

Po aresztowaniu umieszczono go w niewielkiej celi karnej, do której trafiali wszyscy nowi więźniowie. Była pełna szczurów i karaluchów, a panujący w niej zapach „przyprawiał o mdłości".

Tarazona jest szefem Fundaredes, organizacji pozarządowej zajmującej się prawami człowieka. Zwrócił na siebie uwagę władz, ponieważ wzywał do wszczęcia formalnego śledztwa w sprawie możliwych powiązań między wysokimi rangą urzędnikami w Wenezueli a grupami partyzanckimi w sąsiedniej Kolumbii.

Aresztowano go wraz z bratem, José. Obaj trafili do niewielkiej celi, którą dzielili z innym aktywistą.

Pokój był tak mały, że musieli czekać na swoją kolej, aby się położyć. Otwór kanalizacyjny przykryli kawałkiem tektury, który służył za prowizoryczny materac.

Według Foro Penal, organizacji działającej na rzecz praw więźniów, podobne małe cele karne - znane jako „małe tygrysy" są powszechne w wenezuelskim więziennictwie.

„Spędziliśmy tam 46 dni," mówi Tarazona. „Potem postanowili przenieść nas do innego pomieszczenia przy tym samym korytarzu. Było nieco większe, ale równie obrzydliwe i przygnębiające".

Nie widzieli światła dziennego i nie wiedzieli, czy jest dzień, czy noc. Strażnicy podawali im posiłki o nieregularnych porach, aby zaburzyć ich rytm dzienny, dodaje Tarazona.

'Izolują cię od świata'

Adriana Briceño siedzi w mieszkaniu, opierając twarz o splecione dłonie. Wyraźnie stara się powstrzymać łzy
Podpis zdjęcia, Adriana Briceño przemycała wiadomości do uwięzionego męża, Ángela Godoya, wewnątrz opakowań czekolady

Dla Godoya największą męką nie były warunki, w jakich go przetrzymywano, ale rozłąka z bliskimi. „To tortura: nie wiesz, gdzie są twoi bliscy, jak się mają... ponieważ odcinają cię od wszystkiego. Izolują cię od świata".

Godoy, aktywista polityczny, mówi, że duża grupa funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa zatrzymała go bez ostrzeżenia przed domem.

Przez 96 dni przetrzymywano go bez kontaktu z rodziną. „Zakładam, że chodzi o to, żeby cię złamać," mówi o tym okresie.

Po ponad trzech miesiącach - jak mówi Godoy - jeden z pracowników więzienia powiedział mu, że władze rozważają pozwolenie mu na rozmowę telefoniczną z żoną, Adrianą. Istniał jednak warunek: Adriana musiałaby ograniczyć aktywność w mediach społecznościowych i w prasie.

Adriana Briceño mówi BBC, że po aresztowaniu męża zwolniono ją z pracy w państwowej firmie telekomunikacyjnej. Nie podano przyczyny, mimo że pracowała tam od 21 lat.

Została sama w mieszkaniu z synem. Jak opowiada, czuła się przez to tak bezbronna, że postanowiła się przeprowadzić. „Bałam się, że ktoś może przyjechać i włamać się do nas".

Przez pierwsze kilka tygodni po aresztowaniu męża nie wiedziała nawet, gdzie jest przetrzymywany.

Dopiero po 25 dniach urzędnicy ostatecznie potwierdzili, że przebywa w El Helicoide, i pozwolili jej przywieźć mu ubrania, lekarstwa i pościel.

Jeszcze dłużej – 96 dni – trwało uzyskanie zgody na regularne wizyty.

Duży, przyciągający wzrok spiralny budynek z betonu, zwieńczony kopułą. Stoi w gęsto zabudowanej części miasta, otaczają go wysokie budynki mieszkalne

Źródło zdjęcia, Miguel Gutiérrez, EPA/Shutterstock

Podpis zdjęcia, Spiralny budynek El Helicoide zaprojektowano jako centrum handlowe. Stał się owianym złą sławą więzieniem

Groźby

Tarazona mówi, że jego rodzina również znalazła się pod presją władz.

„W środku przesłuchania urzędnik zapytał: 'Czy znasz tę kobietę?'".

W ręku trzymał zdjęcie 70-letniej matki Tarazony, również aresztowanej przez władze.

Według Tarazony urzędnik zagroził mu potem: „Daj mi wideo, o które proszę, albo twoja matka pójdzie do więzienia".

Władze więzienne chciały, aby Javier zgodził się na nagranie, w którym oskarżałby innych aktywistów o przestępstwa.

„Zawsze odmawiałem," mówi. „Zawsze odmawiałem, ponieważ wiedziałem, że moja matka przetrwa tę ciężką próbę". Kilka godzin później została zwolniona.

Jednak Tarazonie ciążyło jeszcze jedno. Czuł się odpowiedzialny za to, że jego brata uwięziono razem z nim.

Brat Tarazony nie był członkiem kierowanej przez niego organizacji pozarządowej. W dniu aresztowania po prostu go podwoził.

„Miałem wielkie poczucie winy," wyjaśnia Tarazona. „Mój brat powtarzał mi, że z powodu mojej walki płaci za coś, za co nie jest odpowiedzialny. To było dla mnie ciężarem".

Tarazona i Godoy mówią, że nie popełnili zarzucanych im przestępstw, i że po zatrzymaniu nie zapewniono im odpowiedniej pomocy prawnej.

Tarazona powiedział BBC, że odmówiono mu prawa do zatrudnienia własnego adwokata. Z adwokatem wyznaczonym przez sąd pozwolono mu spotkać się dopiero siedem miesięcy po uwięzieniu - mimo postawionych mu zarzutów zdrady, terroryzmu i podżegania do nienawiści.

Dodaje, że podczas 1675 dni w areszcie widział się z prawnikiem mniej niż pięć razy.

Ángel Godoy - mężczyzna o krótkich siwiejących włosach, z brodą - siedzi na krześle z poważnym wyrazem twarzy. Ma na sobie niebieską bluzę, okulary i sznur drewnianych koralików wokół szyi. W tle kamienna ściana i biurko, na którym stoi mała flaga Wenezueli
Podpis zdjęcia, Ángel Godoy mówi, że najtrudniejsza była dla niego rozłąka z rodziną

Godoy był oskarżony o terroryzm, przestępstwa z nienawiści i podżeganie do działań zbrojnych. Mówi, że nigdy nie widział akt sprawy i nie wiedział, kto jest jego obrońcą - mimo że był przetrzymywany przez ponad rok.

BBC Mundo poprosiło prokuratora generalnego Wenezueli, ministerstwo informacji i ministerstwo obrony o ustosunkowanie się do zarzutów wysuniętych przez byłych więźniów. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Patrząc w przyszłość

Tarazona mówi, że nie pozwala, by doświadczenie więzienia wywoływało w nim gniew.

Pewnego dnia strażnicy znaleźli przy nim książkę i kilka listów, które pisał. Za karę wysłano go do izolatki.

„W tej ciężkiej próbie i bólu znalazłem światło," wyjaśnia Tarazona. „Znalazłem okazję do refleksji i pracy nad przebaczaniem".

„Wyszedłem przekonany, że Wenezuelczycy muszą pracować na rzecz pojednania, ponownego zbliżenia się do siebie - ponieważ sytuacja, w której się znajdujemy, to tragedia, międzypokoleniowa trauma".

Wracamy do mieszkania Adriany Briceño. Kobieta pokazuje nam starą koszulkę, na której nabazgrano długopisem kilka zdań.

Adriana Briceño trzyma w dłoniach pomarańczową koszulkę, na której napisano długopisem wiadomość
Podpis zdjęcia, Adriana Briceño trzyma koszulkę z tajną wiadomością, którą wysłał z więzienia jej mąż

Bliscy Godoya utrzymywali z nim kontakt dzięki wiadomościom pisanym na opakowaniach tabliczek czekolady. Godoy pisał odpowiedzi na brudnym praniu wynoszonym z więzienia.

„Adriana, jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie," czytamy. Jest też wiadomość do syna: „Idź i osiągaj sukcesy w szkole, dobrze?".

Wiadomość napisana czarnym tuszem na jasnopomarańczowej koszulce
Podpis zdjęcia, Ukryta wiadomość na koszulce, którą wysłał z więzienia Ángel Godoy

„W El Helicoide pojawiły się takie sposoby wysyłania wiadomości," mówi Godoy. „Służyły jako pomost między wieloma więźniami a ich rodzinami".

Małżeństwo zawarło z władzami umowę, na mocy której żona Godoya mogła go odwiedzać. Jednak tajne, osobiste wiadomości nadal miały dla nich ogromne znaczenie.

Tymczasowa prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez powiedziała w styczniu w parlamencie, że budynek El Helicoide zostanie przekształcony w centrum społecznościowe, kulturalne i sportowe dla rodzin policjantów i lokalnych mieszkańców.

Opinia publiczna z zadowoleniem przyjęła uwolnienie więźniów przetrzymywanych w zakładzie. Jednak niektóre organizacje praw człowieka określiły posunięcie jako próbę wybielenia przeszłości placówki.

Zarówno Tarazona, jak i Godoy mają nadzieję, że kraj czeka pokojowa przyszłość.

„Po tym całym znęcaniu się, tym całym okrucieństwie, po całym tym złu wydaje się niewiarygodne, że proszę ludzi - proszę również moich współwięźniów politycznych - aby pozbyli się tego stąd, z naszych serc," mówi Godoy. Prosi, by pozbyli się „każdego śladu nienawiści, urazy, goryczy, niezadowolenia".

„Niech najważniejsze będą interesy kraju, niezależnie od partii politycznej czy ambicji. Idźmy naprzód bez nienawiści, urazy i goryczy, aby zbudować wspaniałą Wenezuelę".

Producent i redaktor: Peter Ball

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Joanna Kozłowska