Kurdyjskie bojowniczki: Wewnątrz tajnego kobiecego batalionu wojskowego

Źródło zdjęcia, Valentina Sinis
- Autor, Kawoon Khamoosh
- Stanowisko, BBC World Service
- Relacja z, Erbil, Iraq
- Czas czytania: 6 min
W miarę jak trwają bombardowania prowadzone przez USA i Izrael, narastają spekulacje, że uzbrojone irańsko‑kurdyjskie ugrupowania działające w Iraku mogą wkrótce przekroczyć granicę i włączyć się do wojny przeciwko Islamskiej Republice.
W odpowiedzi Iran przeprowadził ataki na kilka kurdyjskich ugrupowań, w tym uderzenie pociskiem balistycznym, w którym zginął jeden bojownik.
Tymczasem prezydent USA Donald Trump powiedział 7 marca, że nie chce, aby Kurdowie walczyli w Iranie.
BBC uzyskała rzadki dostęp do jednej z kurdyjskich grup bojowych – całkowicie kobiecego batalionu.
Uzyskanie dostępu do głębokich jaskiń i podziemnych tuneli, które służą jako bazy dla irańsko‑kurdyjskich bojowników w północnym Iraku, wymagało dni oczekiwania i negocjacji.
W półautonomicznym Regionie Kurdystanu prowadzą tam tajną sieć komunikacyjną i żyją poza systemem oraz poza zasięgiem radarów.
Do kompleksu wpuszczono jedynie fotografkę, która spędziła z Kurdami dziesięć dni.
W ostatnich dekadach kilka kurdyjskich ugrupowań rebelianckich z Iranu przeniosło się w góry po drugiej stronie granicy w Iraku.
Ukrywają się przed irańskim wywiadem, jego szyickimi sojusznikami w Iraku oraz tureckimi siłami.
Niedawno główne irańsko-kurdyjskie grupy w północnym Iraku utworzyły koalicję i pojawiły się spekulacje, że prezydent USA Donald Trump nawiązał bezpośredni kontakt z ich przywódcami i poprosił ich o przyłączenie się do wojny.
W wywiadzie telefonicznym dla Reutersa 5 marca Trump powiedział, że popiera kurdyjską ofensywę w Iranie, stwierdzając: „Myślę, że to wspaniałe, jeśli chcą to zrobić".
Jednak w sobotę prezydent USA powiedział dziennikarzom, że nie chce kurdyjskich żołnierzy na irańskiej ziemi.
„Nie chcemy czynić tej wojny bardziej skomplikowaną, niż już jest" – powiedział.
W miarę jak trwają bombardowania prowadzone przez USA i Izrael, Iran przeprowadził ataki na kilka kurdyjskich ugrupowań, w tym uderzenie pociskiem balistycznym, w którym zginął jeden bojownik.
Jedną z najlepiej zorganizowanych grup jest Partia Wolnego Życia Kurdystanu (PJAK), która twierdzi, że od lat przygotowuje się do ponownego wkroczenia zbrojnie na terytorium Iranu.
„Walczę dla mojej rodziny i dla narodu kurdyjskiego, który od dawna jest uciskany", mówi 21-letnia Aryen.
Jest członkinią jednostki Kobiecych Sił Obronnych w PJAK.
Aryen mówi, że jako Kurdyjka doświadczyła w Iranie niesprawiedliwości i dyskryminacji i nie miała innego wyboru, jak tylko chwycić za broń. Do PJAK dołączyła dwa lata temu.
Wewnątrz sekretnej militarnej bazy

Źródło zdjęcia, Valentina Sinis
Tunele są bezpiecznymi schronieniami, w których znajdują się zapasy żywności, gotówki i magazyny amunicji.
PJAK ściśle strzeże informacji o liczbie swoich bojowników, ale około 60 z nich – głównie kobiet – trenowało w tej bazie jeszcze przed rozpoczęciem wojny USA i Izraela z Iranem.
Bojowniczki przechodzą ćwiczenia wojskowe, sesje ideologiczne i uczą się wielu umiejętności, takich jak taktyka snajperska czy obsługa dronów.
Przechodziły także badania medyczne w ramach przygotowań do ewentualnego rozmieszczenia bliżej granicy w miarę narastania napięć między USA a Iranem.
„Ta wojna była bardzo oczekiwana," powiedziała BBC 40-letnia Gelawej Ewrin.
W wieku 20 lat Ewrin przerwała studia geograficzne w irańskim mieście Urmia i dołączyła do PJAK jako zwykła żołnierka.
Później została rzeczniczką.
Rozmawiając z jednego z tajnych schronień w jaskiniach, Ewrin mówi, że spędziła połowę życia w tych górach i od czasu opuszczenia domu nie widziała swojej rodziny.
Twierdzi również, że choć ajatollah Chamenei mógł zginąć w obecnych atakach, to fala protestów prowadzonych przez kobiety w Iranie, która rozpoczęła się w 2022 roku, już wcześniej osłabiła Islamską Republikę.
Ma na myśli niepokoje wywołane śmiercią 22-letniej Mahsy Amini – kurdyjskiej kobiety zatrzymanej przez irańską policję za nieprzestrzeganie zasad dotyczących noszenia chusty.

Źródło zdjęcia, Valentina Sinis
Jedyny wybór
Władze Iranu odpowiedziały na protesty – które przekształciły się w ruch „Kobiety, życie, wolność," brutalnymi represjami, lecz dla części nowych członkiń PJAK stały się one inspiracją.
Przed dołączeniem do PJAK 18-letnia Bigen brała udział w masowych protestach i w geście obywatelskiego nieposłuszeństwa odmówiła noszenia chusty w szkole.
„Kobiety nie mają wielu wyborów," mówi Bigen, powoli zaplatając warkocz koleżance z oddziału.
„Albo musimy znosić przemoc domową i ograniczenia społeczne, albo walczy o swoję poprzez rewolucję".
Kurdyjskie grupy rebelianckie są często oskarżane o rekrutowanie dzieci-żołnierzy. Bigen rzeczywiście była jeszcze uczennicą w Iranie, gdy trzy lata temu dołączyła do rebeliantów.
Wiele bojowniczek mówi, że dla nich zbrojny opór był jedyną drogą.
„Moja walka ma zapewnić wolną przyszłość następnemu pokoleniu Kurdów," mówi Delal, dentystka, która w wieku 23 lat została partyzantką.
„Dla Kurdów… ostatnie dwieście lat było naznaczone uciskiem i przemocą," dodaje.
PJAK powstała w 2004 roku i była powiązana z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), separatystyczną organizacją w Turcji, która w ubiegłym roku złożyła broń po czterech dekadach konfliktu z państwem tureckim.
PJAK oświadczyła, że szanuje tę decyzję, lecz irańscy Kurdowie będą kontynuować zbrojny opór przeciwko Islamskiej Republice Iranu.
Zarówno Turcja, jak i Iran uznają tę organizację za terrorystyczną.
Tureckie ministerstwo obrony twierdzi, że monitoruje działania „terrorystycznej grupy PJAK", którą oskarża o podsycanie separatyzmu etnicznego oraz zagrażanie pokojowi i stabilności w regionie.
Strach przed wojną domową

Źródło zdjęcia, Valentina Sinis
Kurdyjskie bojowniczki są świadome skali wyzwań, które stoją przed nimi – a nawet możliwości bezpośredniego starcia z dobrze uzbrojonymi siłami Islamskiej Republiki.
„Wojna domowa to coś, z czym mamy nadzieję się nie zmierzyć," mówi Ewrin BBC.
„Powinniśmy zrobić wszystko, aby skierować tę wojnę ku upadkowi reżimu, tak aby konflikt nie został skierowany przeciwko nam i nie zmusił nas w przyszłości do walki między sobą" – dodaje.
„Bliski Wschód jest na nowo kształtowany, a ludzie w Iranie powinni zjednoczyć się i zdecydować o swojej przyszłości".
Irańskie ugrupowania opozycyjne mają nadzieję, że Iran wyjdzie z tej wojny jako model demokracji w regionie, ale obawiają się pogorszenia sytuacji, jeśli zwyciężą siły nacjonalistyczne.
Kurdowie stanowią do 10% z 90-milionowej populacji Iranu i od dziesięcioleci czują się marginalizowani i prześladowani przez Islamską Republikę.
Teheran zintensyfikował od tego czasu ataki na irańskie kurdyjskie grupy w regionie irackiego Kurdystanu.
BBC rozmawiała z przywódcami nowej koalicji i zapytała ich o rozmowę z Trumpem, lecz odmówili komentarza i zaprzeczyli doniesieniom, że ich siły przekroczyły dotąd granicę z Iranem.
PJAK twierdzi jednak, że posiada „znaczne" siły zbrojne już na terytorium Iranu, które czekają na odpowiedni moment do działania.
„Nasze zaangażowanie militarne zależy od tego, jak sytuacja rozwinie się w najbliższych dniach," powiedział nam jeden z liderów.
Rozdroża

Źródło zdjęcia, Valentina Sinis
Inne irańskie kurdyjskie ugrupowania opozycyjne twierdzą, że monitorują sytuację i rozważają różne opcje.
Mustafa Hidżri, lider Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu (KDPI), mówi, że ich mandatem jest „administrowanie irańskim Kurdystanem w okresie przejściowym" i wezwał swoich zwolenników do powstrzymania się od działań odwetowych, które mogłyby podważyć bezpieczeństwo.
Tymczasem niektóre kurdyjskie bojowniczki wyrażają wątpliwości, czy w przyszłej wojnie można liczyć na wsparcie USA.
Źródło zaznajomione z irańskimi kurdyjskimi bojownikami powiedziało BBC, że ugrupowania opozycyjne nie ruszą siłami lądowymi, dopóki nie będą miały gwarantowanego wsparcia amerykańskiego lotnictwa.
Uważa on, że irańska armia wciąż pozostaje silna, a kurdyjskie oddziały mogłyby ponieść „miażdżącą" porażkę, gdyby rozpoczęły ofensywę lądową.
Dla bojowniczek Kobiecych Sił Obronnych wolność, której pragną, jest czymś, na co czekały bardzo długo.
Delal opuściła już miejsca szkoleniowe i została wysłana bliżej granicy.
Jeśli Kurdowie rzeczywiście przyłączą się do wojny przeciwko Islamskiej Republice, nie wiadomo, jak długo mogą trwać walki ani jaki będzie ich wynik.
Dodatkowy reporataż: Valentina Sinis.
Bojowniczki nie podały swoich prawdziwych nazwisk – ze względów bezpieczeństwa użyto wojskowych pseudonimów.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska











