Rozmowy w Waszyngtonie mogą okazać się ważniejsze dla przyszłości Ukrainy niż szczyt Trump-Putin

Źródło zdjęcia, Ludovic Marin/Pool via REUTERS
- Autor, Frank Gardner
- Stanowisko, BBC Security Correspondent
- Czas czytania: 3 min
Możliwe, że poniedziałkowe spotkanie w Białym Domu może okazać się jeszcze bardziej kluczowe dla przyszłości Ukrainy - i dla bezpieczeństwa całej Europy - niż szczyt USA-Rosja na Alasce w ubiegły piątek.
Z pozoru spotkanie Putin-Trump wydawało się spełniać wszelkie oczekiwania.
Nie było zawieszenia broni, sankcji, wielkich oświadczeń.
Czy Ukraina i Europa miały zostać wykluczone z porozumienia przygotowanego za zamkniętymi drzwiami przez dwie największe światowe potęgi nuklearne?
Najwyraźniej nie, jeśli Ukraina i jej partnerzy mogą temu zapobiec.
Obecność Keira Starmera, prezydenta Macrona, kanclerza Merza i innych przywódców u boku prezydenta Zełenskiego w Waszyngtonie ma na celu coś więcej niż tylko upewnienie się, że nie wpadnie on ponownie w zasadzkę w Gabinecie Owalnym, tak jak stało się to 28 lutego.
Przywódcy są zdeterminowani, aby zaimponować Donaldowi Trumpowi dwiema rzeczami: po pierwsze, że nie może być porozumienia pokojowego dla Ukrainy bez jej bezpośredniego zaangażowania, a po drugie, że musi być ono poparte "żelaznymi" gwarancjami bezpieczeństwa.
Europejscy przywódcy chcą przede wszystkim, aby prezydent USA zobaczył, że Ukraina i Europa prezentują zjednoczony front i chcą się upewnić, że nie zostanie on nakłoniony przez swoją oczywistą osobistą relacje z Władimirem Putinem do poddania się żądaniom rosyjskiego przywódcy.
To właśnie tutaj umiejętności dyplomatyczne Keira Starmera zostaną wystawione na ciężką próbę.
Trump lubi Starmera i słucha go, a za miesiąc Trump przyjedzie do Wielkiej Brytanii z państwową wizytą.
Lubi również Marka Rutte, sekretarza generalnego NATO, który będzie obecny, i który jest czasem nazywany "zaklinaczem Trumpa".
Prezydent USA wydaje się nie przepadać za prezydentem Macronem, a Biały Dom ostro skrytykował ostatnio jego zamiar bezwarunkowego uznania państwa palestyńskiego na następnym Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ).
Aby porozumienie pokojowe w Ukrainie miało jakiekolwiek szanse powodzenia, ktoś musi ustąpić.
Przywódcy europejscy często powtarzali, że granice międzynarodowe nie mogą być zmieniane siłą, a prezydent Zełenski wielokrotnie powtarzał, że nie odda ziemi, poza tym zabrania tego konstytucja Ukrainy.
Ale Putin chce Donbasu, który jego siły kontrolują już w około 85 procentach, i absolutnie nie ma zamiaru oddawać Krymu.
Jednak jak powiedziała mi kiedyś była premier Estonii, a obecnie czołowa europejska dyplomatka Kaja Kallas: zwycięstwo Ukrainy w tej wojnie nie musi polegać wyłącznie na odzyskaniu okupowanych ziem.
Jeśli Ukraina będzie w stanie uzyskać gwarancje bezpieczeństwa typu Artykuł 5, o których teraz się mówi, wystarczające do powstrzymania przyszłej rosyjskiej agresji, a tym samym do zabezpieczenia swojej niezależności jako wolnego i suwerennego państwa, to będzie to forma zwycięstwa.
Wygląda na to, że USA i Rosja dyskutują nad propozycją wymiany części ukraińskich ziem w zamian za gwarancje bezpieczeństwa, że nie będą musiały oddawać ich Rosji.
Pozostają jednak wielkie znaki zapytania.
Czy Ukraina może zaakceptować porozumienie, które kończy wojnę, ale kosztuje ją ziemię, zwłaszcza gdy tyle tysięcy osób zginęło, próbując tę ziemię ocalić?
Jeśli zostanie poproszona o oddanie pozostałych 30 procent obwodu donieckiego, których Rosja jeszcze nie zajęła, to czy nie pozostawia to drogi na zachód do Kijowa zbyt słabo bronionej?
A co z tak zachwalaną przez Starmera Koalicją Chętnych?
Wcześniejsze rozmowy o rozmieszczeniu dziesiątek tysięcy żołnierzy na terenie Ukrainy zostały ograniczone.
Teraz chodzi bardziej o "ochronę nieba i mórz", pomagając Ukrainie w odbudowie jej armii.
Ale nawet jeśli na polu bitwy zapanuje pokój, wciąż znajdujemy się na niebezpiecznym terytorium.
Każdy ekspert wojskowy, z którym rozmawiałem, uważa, że w momencie ustania walk Putin odtworzy swoją armię, zbuduje więcej broni, aż będzie w stanie, być może w ciągu zaledwie trzech do czterech lat, zagarnąć więcej ziemi.
Jeśli i kiedy tak się stanie, będzie to odważny pilot Typhoona lub F35, przygotowany do wystrzelenia pierwszego pocisku w nacierającą rosyjską kolumnę.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Magdalena Mis








