Na mapach: Zniszczone wojną terytoria Ukrainy w centrum szczytu Trump–Putin

- Autor, Paul Adams
- Stanowisko, BBC Diplomatic Correspondent
- Czas czytania: 4 min
Trwają spekulacje, czy spotkanie Trumpa z Putinem doprowadzi do wymuszonej i zasadniczej zmiany mapy Ukrainy.
Rosja rości sobie prawa do rozległych obszarów Ukrainy od 2014 r., kiedy prezydent Władimir Putin wykonał swój pierwszy ruch.
W tamtym czasie, w ciągu kilku miesięcy, Moskwa przeprowadziła stosunkowo bezkrwawą okupację i aneksję Półwyspu Krymskiego.
Następnie doszło jednak do powstania prorosyjskich separatystów w Donbasie – konkretnie w dwóch obwodach: donieckim i ługańskim.
Wojna toczyła się tam przez osiem lat.

Ukraina straciła w tym okresie około 14,000 żołnierzy i cywilów.
Ale w lutym 2022 r. Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję.
Wojska rosyjskie szybko dotarły na obrzeża Kijowa i zajęły ogromne obszary na południu, w tym duże fragmenty dwóch kolejnych obwodów – zaporoskiego i chersońskiego.

Od tego czasu wojna toczy się nieprzerwanie ze zmiennym powodzeniem.
Rosja kontroluje teraz mniej terytorium niż poprzednio – około 27% wiosną 2022 r. do około 20% obecnie.
Na wschodzie siły rosyjskie posuwają się naprzód, ale bardzo powoli i dużym kosztem.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że konieczne jest bezwarunkowe zawieszenie broni.
Europejscy sojusznicy również nalegają na wstrzymanie walk.
Prezydent USA Donald Trump twierdzi, że właśnie to próbował osiągnąć.
Ale w okresie poprzedzającym szczyt z Putinem na Alasce, Trump zaczął mówić o zamianach terytorialnych.
Wywołało to wstrząs w Kijowie i Europie.
Nie jest jasne, o jakie ziemie Trumpowi chodzi ani jak miałyby wyglądać takie wymiany, biorąc pod uwagę, że wszystkie sporne terytoria prawnie należą do Ukrainy.
Od sierpnia 2025 r. terytorium Ukrainy wygląda następująco: Rosja chciałaby rozszerzyć swoją kontrolę na całość obwodów ługańskiego i donieckiego.

Niektóre doniesienia sugerują, że Putin domaga się, aby Ukraina oddała pozostałe tereny, które wciąż tam kontroluje.
Oznaczałoby to jednak rezygnację Kijowa z miejsc, w obronie których zginęły dziesiątki tysięcy ukraińskich żołnierzy - miast takich jak Kramatorsk i Słowiańsk oraz ufortyfikowanej linii chroniącej ukraińskie terytorium na północy i zachodzie.

Dla Kijowa taka ustępstwo byłoby wyjątkowo gorzkie do przełknięcia.
Dla Moskwy, której straty są jeszcze bardziej katastrofalne, byłoby to postrzegane jako zwycięstwo.
Zełenski powiedział we wtorek, że Ukraina "nie może" opuścić Donbasu, ponieważ Moskwa wykorzysta ten region jako trampolinę do ataku na resztę kraju.
W ostatnich dniach siły rosyjskie naciskają i posuwają się naprzód w rejonie miasta Dobropole.
Ale nie jest jeszcze jasne, czy oznacza to znaczący ruch strategiczny, czy tylko próbę pokazania Trumpowi, że Moskwa ma przewagę.
A co z Zaporożem i Chersoniem, zdobytymi w 2022 r.?
Według doniesień, Rosja oferuje wstrzymanie ofensywy i zamrożenie linii frontu.

Ale czy Rosja byłaby gotowa cokolwiek oddać?
W poniedziałek Trump mówił ogólnikowo o „nieruchomościach nad oceanem" – zapewne nawiązując do części wybrzeża nad Morzem Azowskim lub Czarnym.
Ale wszystko to jest częścią strategicznie ważnego lądowego korytarza Putina, łączącego Rosję z okupowanym Krymem.
Trudno sobie wyobrazić, aby rosyjski przywódca zgodził się z zrezygnować z tych terenów.
Podobnie jak Donieck i Ługańsk, Putin uważa te miejsca za część Rosji i nielegalnie zaanektował je trzy lata temu w czterech referendach powszechnie uważanych za fikcyjne.
Dla Ukrainy i Europy wymiana terytoriów – na tak wczesnym etapie rozmów – nie wchodzi w grę.
Dyskusja na temat przyszłych granic może w końcu nadejść, ale dopiero po zakończeniu wojny i zagwarantowaniu bezpieczeństwa Ukrainy.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Nicole Frydrych i Kamila Koronska








