Szczyt Trump-Putin: Czego oczekuje każdy z przywódców?

Demonstranci trzymają flagi USA i Ukrainy w geście solidarności z Ukrainą przed spotkaniem prezydenta USA Donalda Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Anchorage na Alasce

Źródło zdjęcia, Reuters

    • Autor, Anthony Zurcher i Steve Rosenberg
    • Stanowisko, BBC News na Alasce
  • Czas czytania: 4 min

Prezydent USA Donald Trump i prezydent Rosji Władimir Putin udadzą się na piątkowy szczyt w amerykańskim stanie Alaska z kontrastującymi priorytetami, przygotowując się do rozmów na temat zakończenia wojny Rosji w Ukrainie.

Putin konsekwentnie dążył do zdobycia terytorium Ukrainy, podczas gdy Trump nie ukrywał, że chce działać jako globalny rozjemca.

Ale obaj mężczyźni mogą również wyczuwać inne możliwości, takie jak dyplomatyczna rehabilitacja na scenie światowej ze strony Putina. Odgadnięcie celów Trumpa jest trudniejsze, ponieważ ostatnio wygłosił on zmienne oświadczenia na temat swojego rosyjskiego odpowiednika.

Oto pełniejsze spojrzenie na to, czego obaj przywódcy mogą chcieć od spotkania.

Putin liczy na międzynarodowe uznanie... i nie tylko

Redaktor ds. Rosji Steve Rosenberg

Pierwszą rzeczą, której Putin chce od tego szczytu, jest coś, co już otrzymał.

I to jest uznanie.

Uznanie przez najpotężniejszy kraj świata, Amerykę, że zachodnie wysiłki mające na celu odizolowanie kremlowskiego przywódcy zawiodły.

Świadczy o tym fakt, że to spotkanie odbywa się na wysokim szczeblu, podobnie jak zapowiedziana przez Kreml wspólna konferencja prasowa. Kreml może argumentować, że Rosja powróciła na szczyt globalnej polityki.

"To tyle, jeśli chodzi o izolację," ogłosił w tym tygodniu tabloid Moskowskij Komsomolec.

Putin zapewnił sobie nie tylko szczyt USA-Rosja, ale także doskonałą lokalizację. Alaska ma wiele do zaoferowania Kremlowi.

Po pierwsze, bezpieczeństwo. W najbliższym punkcie kontynentalna Alaska znajduje się zaledwie 90 km od rosyjskiej Czukotki. Władimir Putin może się tam dostać bez przelatywania nad "wrogimi" krajami.

Po drugie, jest daleko - bardzo daleko - od Ukrainy i Europy. To dobrze pasuje do determinacji Kremla, by odsunąć na bok Kijów i przywódców UE i rozmawiać bezpośrednio z Ameryką.

Jest też symbolika historyczna. Fakt, że carska Rosja sprzedała Alaskę Ameryce w XIX w, jest wykorzystywany przez Moskwę do uzasadnienia próby zmiany granic siłą w XXI w.

"Alaska jest wyraźnym przykładem na to, że granice państwowe mogą się zmieniać, a duże terytoria mogą zmieniać właściciela," napisał Moskowskij Komsomolec.

Putin chce jednak czegoś więcej niż tylko międzynarodowego uznania i symboli.

Chce zwycięstwa. Nalega, aby Rosja zatrzymała wszystkie ziemie, które zajęła i okupuje w czterech ukraińskich regionach (Doniecku, Ługańsku, Zaporożu i Chersoniu) oraz aby Kijów wycofał się z części tych regionów, które nadal znajdują się pod ukraińską kontrolą.

Dla Ukrainy jest to nie do przyjęcia. "Ukraińcy nie oddadzą swojej ziemi okupantowi," mówi prezydent kraju, Wołodymyr Zełenski.

Kreml zdaje sobie z tego sprawę. Ale jeśli zapewni poparcie Trumpa dla swoich żądań terytorialnych, kalkulacja może być taka, że odrzucenie przez Ukrainę spowoduje, że Trump odetnie wszelkie wsparcie dla Kijowa. W międzyczasie Rosja i USA mogłyby zająć się zacieśnianiem stosunków i rozwijaniem współpracy gospodarczej.

Istnieje jednak inny scenariusz.

Gospodarka Rosji znajduje się pod presją. Deficyt budżetowy rośnie, a dochody z eksportu ropy i gazu spadają.

Jeśli problemy gospodarcze popychają Putina do zakończenia wojny, Kreml może pójść na kompromis.

Na razie nic na to nie wskazuje, a rosyjscy urzędnicy nadal podkreślają, że Rosja utrzymuje inicjatywę na polu bitwy.

Trump szuka szansy na ogłoszenie postępu w kierunku pokoju

Korespondent ds. Ameryki Północnej Anthony Zurcher

Trump głośno obiecał podczas swojej kampanii prezydenckiej w 2024 r., że zakończenie wojny na Ukrainie będzie łatwe i że może to zrobić w ciągu kilku dni.

Obietnica ta ciążyła nad wysiłkami amerykańskiego prezydenta w celu rozwiązania konfliktu, ponieważ od powrotu do Białego Domu w styczniu na przemian frustrował on Ukraińców i Rosjan.

Podczas dramatycznego spotkania w Białym Domu w lutym znęcał się nad Zełenskim, a później tymczasowo zawiesił pomoc wojskową i wymianę informacji wywiadowczych z rozdartym wojną krajem.

W ostatnich miesiącach był bardziej krytyczny wobec bezkompromisowości Putina i jego gotowości do atakowania celów cywilnych, wyznaczając szereg terminów wprowadzenia nowych sankcji wobec Rosjan i innych krajów, które prowadzą z nimi interesy. Ostatnim terminem był miniony piątek i podobnie jak w przypadku wszystkich poprzednich, Trump ostatecznie się wycofał.

Teraz gości rosyjskiego prezydenta na amerykańskiej ziemi i mówi o "wymianie ziem", w kwestii której Ukraina obawia się, że może polegać na ustępstwach w zamian za pokój.

Tak więc wszelkie dyskusje na temat tego, czego chce Trump podczas piątkowych rozmów z Putinem, są utrudnione przez zmienne wypowiedzi i działania prezydenta.

W tym tygodniu Trump próbował obniżyć oczekiwania wobec tego spotkania - być może po cichu przyznając, że możliwości przełomu są ograniczone, gdy obecna jest tylko jedna strona wojny.

W poniedziałek powiedział, że szczyt będzie spotkaniem "na wyczucie". Zasugerował, że będzie wiedział, czy może osiągnąć porozumienie z rosyjskim przywódcą "prawdopodobnie w ciągu pierwszych dwóch minut".

"Mogę odejść i powiedzieć powodzenia, i to będzie koniec," dodał. "Mogę powiedzieć, że to nie zostanie rozstrzygnięte."

We wtorek sekretarka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt wzmocniła to przesłanie, nazywając szczyt "sesją słuchania". Ale w połowie tygodnia [Trump] ponownie mówił o perspektywach porozumienia, mówiąc, że jego zdaniem zarówno Zełenski, jak i Putin chcą pokoju.

W przypadku Trumpa często najlepiej jest oczekiwać nieoczekiwanego. Zełenski i europejscy przywódcy rozmawiali z nim w środę, próbując się upewnić, że nie zawrze on porozumienia z Putinem, którego Ukraina nie zaakceptuje - lub nie będzie w stanie - zaakceptować.

Jedna rzecz była jednak jasna praktycznie przez cały rok: Trump z radością przyjąłby szansę stania się człowiekiem, który zakończy wojnę.

W swoim przemówieniu inauguracyjnym powiedział, że chciałby, aby "twórca pokoju" było jego największym dziedzictwem. Nie jest tajemnicą, że pragnie międzynarodowego uznania i Pokojowej Nagrody Nobla.

W czwartek w Gabinecie Owalnym Trump chwalił się wszystkimi globalnymi konfliktami, które jego zdaniem udało mu się rozwiązać od czasu objęcia urzędu w styczniu. Jednak zapytany o wojnę w Ukrainie uznał - co jest rzadkością - wyzwanie, przed którym teraz stoi.

"Myślałem, że to [wyzwanie] będzie najłatwiejsze," powiedział. "W rzeczywistości jest najtrudniejsze".

Trump nie jest osobą, która zagłębia się w szczegółach. Ale jeśli nadarzy się okazja, by stwierdzić, że poczynił postępy w kierunku pokoju podczas rozmów w Anchorage, skorzysta z niej.

Putin, zawsze wytrawny negocjator, może szukać sposobu, by pozwolić Trumpowi to zrobić - oczywiście na warunkach Rosji.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis