'To było do uniknięcia': gniew i pytania pozostałe bez odpowiedzi po pożarze w Hongkongu
- Autor, Koh Ewe
- Autor, Kelly Ng
- Czas czytania: 4 min
Szok ustępuje miejsca gniewowi w Hongkongu po tym, jak w środę ogromny pożar ogarnął gęsto zaludnione osiedle mieszkań subsydiowanych, zabijając co najmniej 128 osób i krytycznie raniąc dziesiątki kolejnych.
Władze twierdzą, że niskiej jakości siatki budowlane i plastikowe arkusze na oknach budynków mogły przyczynić się do rozprzestrzenienia ognia, który szalał przez ponad dobę.
Akcję gaśniczą zakończono, ale dziesiątki mieszkańców wciąż uznaje się za zaginionych.
Narasta liczba pytań o to, jak pożar w Wang Fuk Court rozprzestrzenił się tak szybko i kto powinien ponieść odpowiedzialność — wielu określa pożar jako „katastrofę spowodowaną przez człowieka".
Trzy osoby odpowiedzialne za renowację bloków zostały aresztowane pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci, a władze wszczęły dochodzenie korupcyjne.
Wpis, który po pożarze stał się popularny w mediach społecznościowych, zatytułowano: „To nie był wypadek".
Kilku mieszkańców ujawniło w wywiadach, że alarm przeciwpożarowy nie włączył się, gdy wybuchł pożar. W piątek władze poinformowały, że sprawdziły alarmy przeciwpożarowe we wszystkich ośmiu blokach i stwierdziły, że faktycznie nie działały prawidłowo.
Kiko Ma, właścicielka mieszkania w Wang Fuk Court, twierdzi, że alarmy były wyłączone z powodu prac remontowych, ponieważ robotnicy regularnie korzystali z dróg ewakuacyjnych, aby wchodzić i wychodzić z budynku.
Pani Ma mieszka w Kanadzie z rodziną, ale kilka razy w roku odwiedza mieszkanie w Hongkongu.
„To było do uniknięcia… Wiele osób nie wykonało swoich obowiązków" – mówi 33-latka w rozmowie z BBC, twierdząc, że firma remontowa używała „słabej jakości, łatwopalnych materiałów".
Dodaje, że mieszkańcy często widywali robotników palących papierosy i znajdowali niedopałki na parapetach.
„Ludzie ciągle pytali, co by się stało, gdyby wybuchł pożar. Wszyscy bardzo się tego obawiali"

Źródło zdjęcia, Getty Images
To najtragiczniejszy pożar w Hongkongu od co najmniej 63 lat — liczba ofiar już przewyższyła tę z sierpnia 1962 r., kiedy to w dzielnicy Sham Shui Po zginęły 44 osoby, a setki straciły dach nad głową.
Wang Fuk Court, zbudowane w latach 80. w północno-wschodniej dzielnicy Tai Po, składa się z ośmiu 31-piętrowych budynków, z których siedem stanęło w płomieniach. Mieszkania są tu sprzedawane po cenach subsydiowanych, ale codzienne sprawy osiedla prowadzą prywatne firmy.
Według spisu powszechnego z 2021 r. w kompleksie mieszkało około 4 600 osób — prawie 40% z nich miało 65 lat lub więcej.
Straż pożarna Hongkongu poinformowała w czwartek, że strażacy napotkali ogromne trudności podczas prób ratowania mieszkańców, m.in. wysokie temperatury, ryzyko dalszego zawalenia rusztowań oraz małe i zatłoczone wnętrza mieszkań.
Hongkong słynie z maleńkich, gęsto upakowanych lokali w centrum, gdzie wielu najemców mieszkań komunalnych ma przeciętnie zaledwie 14,1 m² przestrzeni życiowej.
Nie wiadomo, ile osób było w Wang Fuk Court, gdy wybuchł pożar, ale dane ze spisu sugerują, że mieszka tam około 4 600 osób. Setki zostały ewakuowane do tymczasowych schronień, a niektórym przydzielane są awaryjne lokale.
Policja bada, czy siatki, plastik i płachty użyte podczas renowacji spełniały normy przeciwpożarowe. Na konferencji prasowej w piątek przypisano szybkie rozprzestrzenienie się ognia blokom styropianowym umieszczonym na zewnątrz okien mieszkań, rzekomo w celu „ochrony" ich przed gruzem i pyłem.
Niektórzy eksperci uważają także, że do podsycenia pożaru przyczyniły się bambusowe rusztowania łączące bloki mieszkalne. Takie rusztowania są charakterystycznym widokiem w całym Hongkongu i powszechnie stosuje się je w budownictwie.
Na początku tego roku władze ogłosiły plany wycofania bambusa na rzecz trwalszej, ognioodpornej stali, powołując się na łatwopalność bambusa i jego degradację z czasem.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Mieszkańcy Wang Fuk Court wyrażali niepokój związany z planami renowacji, kiedy ogłoszono je w zeszłym roku. Relacje o tych obawach ponownie pojawiły się w sieci, wywołując oskarżenia o brak transparentności.
Inny właściciel, który przebywał za granicą, gdy wybuchł pożar, nazwał plany „z gruntu podejrzanymi".
„[Osoby odpowiedzialne] używały drobnych przysług, by zachęcać niczego niepodejrzewających starszych mieszkańców do poparcia ich planów," napisał w komentarzu na Instagramie.
Pan Lai, pracownik sprzedaży, którego BBC zgodziło się nazywać tylko nazwiskiem, mówi, że mieszkańcy Wang Fuk Court wcześniej kwestionowali wysokie koszty prac remontowych.
Apele niektórych mieszkańców o ponowne wybory komitetu zarządzającego osiedlem pozostały bez odzewu. Pożar z tego tygodnia nie jest odosobnionym incydentem — twierdzi Lai, dodając, że firmy budowlane „często stawiają efektywność kosztową ponad bezpieczeństwo".
Zauważył też, że w zeszłym miesiącu w dzielnicy Central doszło do pożaru budynku po tym, jak zajęły się jego bambusowe rusztowania.
„Gdy podobne incydenty się powtarzają, rodzi się pytanie, czy [nie istnieją] systemowe słabości".
Władze Hongkongu nakazały w czwartek inspekcje wszystkich osiedli mieszkaniowych przechodzących „duże naprawy", aby sprawdzić „bezpieczeństwo rusztowań i materiałów budowlanych".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska












