Cztery lata po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, Rosja odczuwa jej skutki

- Autor, Steve Rosenberg
- Stanowisko, Redaktor ds. Rosji
- Relacja z, Lipieck, Rosja
- Czas czytania: 5 min
Na pierwszy rzut oka Jelec zimą to widok jak z rosyjskiej bajki.
Z nabrzeża widzę złote kopuły prawosławnych kościołów, a w dole, wzdłuż zamarzniętej rzeki, wędkarzy łowiących ryby pod lodem.
Jednak w tym mieście, leżącym 350 kilometrów na południe od Moskwy, baśniowy nastrój jest ulotny.
Na brzegu rzeki dostrzegam billboard z ogłoszeniem o rekrutacji do wojska. Obiecuje jednorazową płatność bliską 70 000 złotych każdemu, kto zgłosi się do walki w Ukrainie.
Obok znajduje się plakat przedstawiający rosyjskiego żołnierza celującego z kałasznikowa.
„Jesteśmy tam, gdzie jesteśmy potrzebni," głosi umieszczone na nim hasło.
Kreml rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę 24 lutego 2022 roku. Poza Rosją powszechnie uznano ją za próbę zmuszenia Kijowa do powrotu do rosyjskiej strefy wpływów, a także obalenia całej europejskiej architektury bezpieczeństwa zbudowanej po zimnej wojnie.
Rosyjskie władze przewidywały krótką, udaną operację wojskową.
Ich plany nie powiodły się.
Cztery lata później trwa wojna Rosji z Ukrainą. Toczy się już dłużej niż brutalna wojna nazistowskich Niemiec ze Związkiem Radzieckim, znana tutaj jako Wielka Wojna Ojczyźniana.
W Jelcu można zobaczyć niektóre z jej skutków.
Jedną ze ścian dziewięciopiętrowego bloku mieszkalnego pokrywa gigantyczny mural. Przedstawia twarze pięciu rosyjskich żołnierzy - miejscowych mężczyzn, którzy zginęli w Ukrainie.
Na górze widnieje napis: „Chwała bohaterom Rosji!".

Władze rosyjskie nie publikują danych o ofiarach tzw. „specjalnej operacji wojskowej". Wiadomo jednak, że Rosja poniosła na polu bitwy ogromne straty. W wielu miastach i wioskach, które odwiedziłem w ciągu ostatnich dwóch lat, znajdują się muzea i pomniki poświęcone żołnierzom poległym w Ukrainie. Na lokalnych cmentarzach wydzielono też sekcje dla niedawnych ofiar wojny.
„Mąż mojej przyjaciółki zginął, walcząc tam. Tak samo syn mojego kuzyna. I wnuk," mówi Irina, która zatrzymała się naprzeciwko muralu, by ze mną porozmawiać.
„Zginęło wiele osób. Żal mi tych chłopaków".
Irina jest konduktorką na dworcu autobusowym. Z trudem wiąże koniec z końcem.
„Rachunki nas przytłaczają. Ceny nas miażdżą. Bardzo trudno jest przeżyć".
Chociaż brakuje jej pieniędzy, Irina pomaga w przygotowywaniu paczek pomocowych dla rosyjskich żołnierzy na froncie. Nie krytykuje wojny w Ukrainie. Jest nią jednak zdezorientowana.
„Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej wiedzieliśmy, o co walczymy," mówi. „Nie jestem pewna, o co walczymy teraz".
Granica z Ukrainą leży 250 kilometrów stąd. Ale linia frontu wydaje się czasem być znacznie bliżej. Ta część Rosji, obwód lipiecki - podobnie jak wiele innych - stała się celem dla ukraińskich dronów. W okolicach Jelca władze zainstalowały schrony ratunkowe. Widzę jeden na przystanku autobusowym, drugi w parku.
Te betonowe konstrukcje przywodzą na myśl pomniki upamiętniające „specjalną operację wojskową" prezydenta Władimira Putina. Przed pełnoskalową inwazją Kremla na Ukrainę nie było potrzeby budowania schronów - ponieważ nie było ataków dronów na Rosję.
Schrony znajdują się też w piwnicach bloków mieszkalnych w Jelcu.
„Syreny wyją prawie każdej nocy," wyjaśnia Irina. „Ale ja nie wychodzę z budynku. Po prostu wychodzimy na korytarz, gdzie nie ma okien".

W Jelcu znajdziemy ślady wojny w nieoczekiwanych miejscach. Zauważyłem, że nazwa lokalnej naleśnikarni zawiera łacińskie litery V i Z – symbole „specjalnej operacji wojskowej".
Na szyldzie napisano: „Schwyć naleśnika, a potem cały świat".
Jestem zaszokowany. Potem przypominam sobie niektóre z wypowiedzi Władimira Putina.
„[Każde miejsce], gdzie stanie stopa rosyjskiego żołnierza, jest nasze," oświadczył w zeszłym roku w Petersburgu.
Dwa lata temu w Moskwie widziałem elektroniczny billboard, na którym widniał cytat z Putina: „Granice Rosji nie kończą się nigdzie".
Wojna jest obciążeniem dla państwowych finansów. W obliczu rosnącego deficytu budżetowego i stagnacji gospodarczej w Rosji rząd podniósł podatek VAT z 20% do 22%. Według Ministerstwa Finansów dodatkowe dochody zostaną przeznaczone na „obronę i bezpieczeństwo".
Rosyjska telewizja państwowa apeluje do społeczeństwa o zrozumienie.
„Żyjemy w czasach wojny: wojny narzuconej nam przez Zachód," powiedział telewidzom prezenter Dmitrij Kisielow. „Musimy ją wygrać i nie obejdziemy się bez budżetu wojennego".
Drobni przedsiębiorcy odczuwają trudności. Piekarnię w Jelcu wypełnia odurzający zapach świeżego chleba z rodzynkami, bułeczek i ciasteczek z kremem. Sklep ucierpiał jednak z powodu kryzysu gospodarczego i podwyżek podatków.
„Musieliśmy podnieść ceny," mówi właścicielka Anastazja Bykowa, „ponieważ wzrosły nasze rachunki za media, czynsz i podatki. A podwyżka VAT oznacza, że więcej płacimy za składniki."
,,Wyobraź sobie, że wszyscy musimy zamknąć interes: nasza piekarnia i restauracja naprzeciwko. Staramy się, żeby nasze miasto ładnie wyglądało. Ale jeśli zamkniemy, co tu zostanie? Tylko ciemny, szary zakątek."

Godzinę jazdy od Jelca - w stolicy obwodu, Lipiecku - napotykam na więcej przypomnień o wojnie: więcej plakatów wojskowych, więcej schronów.
Jednak Iwan Pawłowicz - którego spotykam na klatce schodowej bloku, w którym mieszka - martwi się teraz bardziej przeciekającą rurą. Na ścianie jest lód, a winda nie działa.
Emeryt jest zły, że nikt jej nie naprawił. Narzeka też na wysokie ceny i rosnące rachunki za media.
Czy myśli, że winę ponosi wojna?
„Gdybym był młodszy, pojechałbym tam walczyć," mówi mi Iwan. „Specjalna operacja wojskowa jest wspaniała. Tylko ceny ciągle rosną. Emerytury rosną, ale ceny rosną potem jeszcze bardziej. Więc co zyskuję? Nic".
„Oczywiście żylibyśmy wygodniej, gdyby nie było operacji specjalnej," dodaje. „Wydają na nią mnóstwo pieniędzy. A ludzie dają, co mogą. Musimy pomóc. Nie narzekam".
Rosjanie czują, że życie staje się coraz trudniejsze. Niewielu wierzy, że są w stanie to zmienić. Wojna wkracza w piąty rok, a optymizmu jest niewiele. Wielu miejscowych skupia się na własnych sprawach i czeka, żywiąc nadzieję na lepsze czasy.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska













