'Jeden błędny ruch i wszystko może pójść nie tak' — saperzy usuwający rosyjskie miny morskie

Dwóch żołnierzy marynarki wojennej Ukrainy patrzy na Morze Czarne
    • Autor, Laura Gozzi
    • Relacja z, Odesa
  • Czas czytania: 6 min

Morze Czarne jest usiane śmiercionośną bronią. Nikt jednak nie wie ile ich jest ani gdzie dokładnie się znajdują.

„Gdy się do niej zbliżamy, musimy być cicho, poruszać się powoli i działać bardzo precyzyjnie," mówi Witalij, wykonując dłonią ruch przypominający pełzanie węża, opisując podpływanie w ciemnych wodach do ładunków wybuchowych spoczywających na dnie morza.

Ten wysoki, spokojnie mówiący 31‑letni nurek ukraińskiej marynarki wojennej jest częścią 20‑osobowego zespołu, którego zadaniem jest rozminowywanie obszarów Morza Czarnego pozostających pod kontrolą Ukrainy.

Miny są jednym z najbardziej podstępnych i długotrwałych dziedzictw wojny. Pozostają aktywne i śmiertelnie niebezpieczne przez dziesięciolecia; te rozmieszczone na morzu niosą dodatkowe ryzyko, ponieważ mogą dryfować wraz z prądami i sztormami.

Morskie miny rozstawione przez Moskwę na początku pełnoskalowej inwazji, w trakcie gdy rosyjskie okręty zbliżały się do Odessy, nie są wyjątkiem. A zagrożenie nie jest tylko teoretyczne: latem ubiegłego roku u wybrzeży Odessy w wyniku eksplozji min zginęło trzech pływaków.

Podpis wideo, Zobacz: Nurkowie sfilmowali detonację podwodnych rakiet z czasów ZSRR w Ukrainie

Dowódca morskiej grupy przeciwminowej, którym jest ironiczny, bystrooki młody mężczyzna znany pod pseudonimem „Fox", szacuje, że liczba min morskich sięga tysięcy.

To jednak nie jedyne zagrożenia czyhające pod wodą.

Gdy w 2022 r. wysadzono tamę w Kachowce, do morza zostały spłukane rakiety, pociski artyleryjskie, bomby lotnicze oraz miny lądowe. One również mogą eksplodować w każdej chwili.

„Jeśli mówimy ogólnie o niewybuchach — rakietach, pociskach artyleryjskich czy bombach lotniczych — ich łączna liczba będzie wielokrotnie większa niż kilka tysięcy," tłumaczy Fox.

Praca jego zespołu jest równie niebezpieczna, co niezbędna.

Mimo skali skażenia ruch morski nie został wstrzymany, a znaczna liczba statków handlowych nadal operuje w jedynym morskim korytarzu eksportowym wyprowadzającym towary z Ukrainy.

Dla Ukrainy oczyszczanie dna morskiego jest częścią szerszych działań mających na celu utrzymanie funkcjonowania portów nad Morzem Czarnym — zwłaszcza dla statków handlowych, które przynoszą bardzo potrzebne wpływy.

Wspierana przez ogromną armię na lądzie Moskwa z trudem utrzymuje przewagę, jednak na morzu Ukrainie udało się wyrównać szanse.

Siedząc w kawiarni z widokiem na Zatokę Odeską, rzecznik marynarki wojennej Dmytro Pletenchuk wskazuje na rozciągające się za oknem morze.

„Obecnie panuje równowaga na morzu," mówi.

„My znajdujemy nowe sposoby, by ich uderzać; oni szukają metod, by nam przeciwdziałać. To, co działa dziś, jutro już nie zadziała — po obu stronach. Oni przejmują nasze doświadczenia, my przejmujemy ich".

Ukraińskie okręty nie mogą operować dalej niż w rejonie otaczającym Odessę z powodu rosyjskiej kontroli nad znaczną częścią wybrzeża.

Sześciu mężczyzn ubranych w wojskowe stroje maskujące i noszących kominiarki zasłaniające twarze siedzi w łodzi. Za nimi widać Morze Czarne.

Źródło zdjęcia, Ukrainian Navy

Podpis zdjęcia, Usunięcie miny zajmuje dwa dni, wymaga użycia kilku łodzi i pracy 20 osób

Moskwa najwyraźniej również doszła do wniosku, że wyprowadzanie okrętów z wielu baz marynarki wojennej na Morzu Czarnym wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, ponieważ znalazłyby się one w zasięgu ukraińskich uderzeń powietrznych.

W 2024 r. Rosja wycofała z okupowanego Krymu swój ostatni pozostający tam okręt patrolowy.

„Choć Rosja może mieć przewagę na lądzie i w powietrzu, nie ma jej na morzu," dodaje.

„Tutaj główna rosyjska taktyka — zmasowany atak — nie działa".

„Wojna morska jest technologiczna. Nie da się zalać obszaru »mięsem«" — mówi Pletenchuk, używając tego określenia w odniesieniu do ogromnej liczby żołnierzy, jaką dysponuje Rosja.

Impas na morzu pozwolił Ukrainie kontynuować eksport drogą morską, a tzw. korytarz zbożowy pozostaje operacyjny.

Eksport morski stanowi ponad dwie trzecie ukraińskiego eksportu rolnego, który — według niektórych szacunków — sięga około 9 mld dolarów. To kluczowe źródło dochodów dla Ukrainy.

Dwóch członków zespołu nurkuje w poszukiwaniu min. Podwodny obraz ma żywy odcień zieleni.

Źródło zdjęcia, Ukrainian Navy

Podpis zdjęcia, Nurkowie poruszają się w stronę miny bardzo powoli, sekunda po sekundzie, po czym na pewien czas zastygają w bezruchu, zanim wykonają kolejny ruch.

Choć ataki z powietrza pozostają codzienną rzeczywistością, statki nadal żeglują po tym obszarze.

„Sądząc po tym, że ruch statków nie zmalał, [firmy komercyjne] są gotowe podejmować to ryzyko," mówi Pletenchuk, wskazując na dwa duże statki sunące cicho po horyzoncie.

Utrzymanie szlaków żeglugowych w użyciu zależy teraz także od usunięcia zagrożeń czających się pod powierzchnią wody.

Miny oraz niewybuchy pozostają pasywnym narzędziem, którego Rosja może używać do zakłócania ruchu morskiego, nawet bez bezpośredniej kontroli nad Morzem Czarnym.

Właśnie tu wkraczają nurkowie tacy jak Witalij.

„Poruszamy się ostrożnie i niezwykle powoli, aby mina nie zdetonowała," mówi Witalij, opisując żmudny proces rozminowywania.

„Przez jedną sekundę się poruszasz, potem przez jakiś czas pozostajesz nieruchomo i powtarzasz to aż do momentu dotarcia do obiektu. Zazwyczaj odległość do celu wynosi około 20 metrów, więc można sobie wyobrazić, jak długo trwa samo podejście".

Dwóch mężczyzn niesie minę morską przez fale w pobliżu brzegu Morza Czarnego
Podpis zdjęcia, Dwóch członków zespołu sprowadza minę na brzeg

Zanim jednak podwodna misja rozminowywania w ogóle się rozpocznie, zespół Witalija musi najpierw zidentyfikować obiekt — na dnie morza, obok rosyjskich min morskich, spoczywają bowiem także rakiety oraz liczne niewybuchy z czasów II wojny światowej.

Dowódca Fox wyjaśnia, że miny dzielą się zasadniczo na dwie kategorie: miny kontaktowe, które detonują po uderzeniu, oraz miny niekontaktowe, eksplodujące, gdy czujniki wykryją zmiany dźwięku, ciśnienia lub pola magnetycznego.

„Zwykle aktywny jest czujnik akustyczny," mówi. „Jeśli usłyszy hałas, może uruchomić kolejny czujnik".

Szczególnie narażone są duże statki handlowe, ponieważ miny magnetyczne reagują na zmiany pola magnetycznego. „Mina leży na dnie i eksploduje, gdy zbliży się duża jednostka," tłumaczy Fox, naśladując zderzenie dwóch magnesów.

„Do tego momentu po prostu czeka".

Dwóch nurków podchodzi do każdego urządzenia w całkowitej ciszy, korzystając z aparatów oddechowych o obiegu zamkniętym, które nie wytwarzają pęcherzyków powietrza. Po zidentyfikowaniu miny właściwa detonacja często następuje dopiero następnego dnia.

Jak wyjaśnia Witalij, najpierw neutralizuje się czujniki, używając serii kontrolowanych eksplozji — pierwszą przeprowadza się z odległości około 10 metrów. Dopiero wtedy nurkowie mogą zbliżyć się bezpośrednio do urządzenia. Ostateczną decyzję — czy minę przemieścić, czy zniszczyć na miejscu — podejmuje dowództwo.

Ta precyzyjna operacja trwa dwa dni, wymaga udziału kilku jednostek pływających oraz pracy około 20 osób — wszystkich działających pod stałym zagrożeniem rosyjskich rakiet i dronów, zarówno powietrznych, jak i morskich, które mogłyby łatwo doprowadzić do detonacji min.

Podczas nalotów sygnały GPS są zakłócane, co sprawia, że odczyty sonarów stają się niedokładne.

Rozminowywanie morza nie jest niemożliwe, ale prowadzenie takich działań w warunkach aktywnych walk znacząco zwiększa ryzyko. „Wszystko może pójść nie tak," mówi Fox.

Witalij przytakuje. Wspomina, że pewnego razu, gdy zbliżał się do miny, korzystając z sonaru, na ekranie pojawił się inny obiekt, powoli poruszający się w ciemności.

Jego pierwszą myślą było to, że może to być rosyjski podwodny dron i że mina zaraz wybuchnie. Potem się odwrócił i zobaczył cztery lub pięć delfinów przepływających obok.

„Piękne, owszem," mówi, rozszerzając oczy. „Ale nie w tamtej chwili".

Według Pletenchuka w 2025 r. grupa rozminowująca zneutralizowała ponad 50 min — to jednak tylko ułamek całości.

W 2023 r. brytyjska marynarka wojenna przekazała Ukrainie dwa okręty do poszukiwania min, które mogłyby przyspieszyć prace. Ponieważ jednak duże jednostki na Morzu Czarnym są łatwym celem, statki te wciąż stacjonują w Wielkiej Brytanii i nie zostaną wysłane, dopóki nie zostanie uzgodnione zawieszenie broni. Dwa lata po ich przekazaniu taka perspektywa nadal wydaje się odległa.

W obecnych warunkach — mówi Witalij — oczyszczenie dna morskiego zajmie dziesiątki lat.

Mimo zagrożeń dochody z morskiego eksportu będą dla Ukrainy coraz ważniejsze im dłużej trwa wojna.

Dlatego nurkowie tacy jak Witalij będą nadal wracać pod wodę, na przemian poruszając się i zastygając w bezruchu, gdy płyną w stronę niebezpieczeństwa.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska

Additional reporting by Liubov Sholudko