Brak prądu i wody oraz –19°C: Kijów szuka ulgi od rosyjskich ataków i mrozu

- Autor, Wyre Davies
- Relacja z, Kijów
- Czas czytania: 6 min
Na podmiejskiej stacji kolejowej w Kijowie na głównym peronie stoją dwa wagony pomalowane w niebiesko-białe barwy Kolei Ukraińskich. Ich silniki diesla pracują, a śnieg pada nieprzerwanie.
Pociąg nigdzie nie jedzie, ale świadczy kluczową usługę dla dziesiątek osób, które zostały pozbawione prądu oraz podstawowych udogodnień, takich jak bieżąca woda czy ogrzewanie.
Są to tzw. „Pociągi Niezłomności" Ukrainy, zaprojektowane po to, by podnosić morale społeczne i zapewniać odrobinę komfortu w czasie, gdy sroga zima zbiegła się z nasilającymi się rosyjskimi atakami.
W jednym z wagonów Alina siedzi i obserwuje swojego niemowlęcego syna Tarasa, który bawi się zabawkami dostarczonymi przez międzynarodowe organizacje charytatywne wspierające funkcjonowanie tej inicjatywy.
„Jest zima i na zewnątrz jest dość zimno," mówi Alina, co jest pewnym niedopowiedzeniem. Przy uwzględnieniu odczuwalnej temperatury spowodowanej wiatrem, w tym tygodniu w Kijowie notowano –19°C. Mróz jest więc dotkliwy.
„Mieszkam w nowym budynku na 17. piętrze, ale nie mamy windy, prądu ani dostępu do wody" mówi Alina. Gdy Taras bawi się zabawkami, dodaje, że jest to także stosunkowo bezpieczne i komfortowe miejsce, w którym jej córka może spotykać się z przyjaciółmi.
To również mile widziane oderwanie od codzienności dla Aliny, której mąż pracuje całymi dniami w fabryce. Nagle jednak zaczyna się jąkać i płakać, opowiadając o swoim 54-letnim ojcu, który zginął dwa lata temu na froncie podczas letniej ofensywy w pobliżu Bachmutu.
Gdy odzyskuje spokój, Alina mówi, że na pewno tu wróci i docenia ulgę, jaką pociąg daje wytchnienie od mrozu i nocnych rosyjskich ataków.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oskarżył Rosję o celowe wykorzystywanie srogiej zimy do atakowania elektrowni, magazynów energii i innej kluczowej infrastruktury.
Burmistrz Kijowa, Witalij Kliczko, wzbudzając pewne kontrowersje, zasugerował w tym tygodniu, że mieszkańcy miasta, którzy mogą sobie na to pozwolić, powinni je tymczasowo opuścić, aby zmniejszyć presję na krytyczne zasoby.
Komentarz ten został wykorzystany przez Rosję jako dowód rezygnacji i defetyzmu.
Jednak mimo oczywistych trudności większość mieszkańców Kijowa pozostaje stoicka i gotowa jest je znosić.

Dla Julii Mychajliuk, Ihora Honczaruka i ich rocznego syna Markijana oznacza to podgrzewanie cegieł na kuchence gazowej, by spróbować ogrzać resztę niewielkiego mieszkania.
Lokal, znajdujący się w starym bloku z czasów ZSRR po wschodniej stronie Dniepru, jest rozwiązaniem tymczasowym, ponieważ ich własny dom został częściowo uszkodzony podczas rosyjskiego ataku w sierpniu ubiegłego roku.
„Dziś mieliśmy prąd przez jakieś cztery minuty," mówi Ihor. „Wszystkie nasze stacje ładowania i powerbanki są już całkowicie rozładowane".
„Po raz pierwszy od dawna mamy w Ukrainie prawdziwą zimę," mówi Julia z nutą ironii. „Przy mrozach –12 do –16 stopni i braku ogrzewania mieszkanie bardzo szybko się wychładza".

Duże baterie, które para — podobnie jak wielu mieszkańców miasta — kupiła, aby ładować je, gdy tylko pojawi się prąd, są bezużyteczne do ogrzewania, ponieważ bardzo szybko się rozładowują.
Na razie jedynym rozwiązaniem jest ubieranie dziecka w wiele warstw odzieży. Julia mówi jednak, że w weekend posłuchają apelu burmistrza Kliczki i tymczasowo wyjadą z Kijowa do domu jej rodziców poza miastem, choć podkreśla, że to ich własna decyzja, a nie wynik nacisków ze strony władz miasta.
Kryzys energetyczny nie jest jedynym powodem wyjazdu. Tuż za dziedzińcem ich nowego, tymczasowego miejsca zamieszkania niedawny rosyjski atak dronowy uderzył w blok mieszkalny, poważnie uszkadzając kilka mieszkań.
Problemy Kijowa pogłębia fakt, że miasto wielokrotnie było celem rosyjskich nalotów na domy i kluczową infrastrukturę, a jako miejsce zamieszkania ponad trzech milionów ludzi, odczuwa skutki braków energii w szczególny sposób.
Najnowsze rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną w stolicy i innych dużych miastach miały efekt kumulacyjny znacznie gorszy niż wcześniej.
Kliczko poinformował, że poniedziałkowe nocne uderzenia spowodowały najpoważniejszą dotąd przerwę w dostawach prądu, a we wtorek ponad 500 budynków mieszkalnych nadal pozostawało bez energii elektrycznej.
„W porównaniu do wszystkich poprzednich zim, obecna sytuacja jest najgorsza," powiedziała Olena Pawłenko, prezes kijowskiego think tanku DiXi Group, w rozmowie z portalem Kyiv Independent.
„Za każdym razem coraz trudniej jest się podnieść. Wszystko jest skute lodem, a naprawy kabli i sieci są teraz od dwóch do czterech razy bardziej skomplikowane," dodała.

Stanislav, zwany „Stasiem", również przyszedł do Pociągu Niezłomności, by się ogrzać, spotkać ze znajomymi i naładować telefon. Jedenastolatek mówi, że w jego domu jest bardzo zimno, a ostatnio w mieszkaniu rodziny nie było prądu przez 36 godzin.
Z niezwykłą wyrazistością wspomina pierwszy dzień wojny sprzed niemal czterech lat, kiedy zobaczył jasne błyski na niebie — „świetlistą kulę", jak mówi — w chwili, gdy Rosja rozpoczęła ataki.
Obecnie to zagrożenie ze strony rosyjskich dronów nie pozwala mu spać w nocy.
„Kiedy słyszę coś lecącego, to jest naprawdę przerażające, bo nie wiesz, czy zaraz wybuchnie, czy poleci dalej i przeżyjesz". Siedząc na górnej pryczy wagonu z kolegą, Staś szczerze mówi o wpływie wojny na swoje pokolenie.
„Zapominam czasy sprzed wojny, nie pamiętam tych momentów — życie jest trudne," mówi Staś, szeroko się uśmiechając i zachowując zaskakująco pogodny nastrój.
W pociągu można spotkać ludzi szukających ciepła, komfortu lub towarzystwa. Jednak moja kolejna rozmowa ze starszą kobietą, która mówi, że jej dyskomfort jest niczym w porównaniu z cierpieniem żołnierzy na froncie, zostaje nagle przerwana przez charakterystyczny, wysoki dźwięk alarmu przeciwlotniczego rozlegający się w naszych telefonach.
Konduktor każe wszystkim opuścić pociąg i kieruje ich do schronu oddalonego o około kilometr. Większość ludzi wraca jednak do domów — do zimna i przerwanych dostaw prądu — ale wszyscy, w tym Staś Alina, mówią, że wrócą jutro.
Mieszkańcy w Kijowie starają się zachować pogodę ducha.
Ta wyjątkowo mroźna zima, nawet jak na ukraińskie standardy, potrwa jednak jeszcze tylko kilka miesięcy, co w efekcie powinno złagodzić kryzys energetyczny.
Tego, czego najbardziej obawiają się ludzie, jest fakt, że mimo pewnego optymizmu pod koniec ubiegłego roku, nie widać końca samej wojny ani nieuniknionych strat ludzkiego życia.
Dodatkowe materiały: Firle Davies i Mariana Matviechuk.
Dodatkowe reportaż: Firle Davies i Mariana Matwiechuk.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska








