Czy Europa powinna ponownie nawiązać relacje z Rosją? Prasa omawia narastającą debatę

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Yana Lyushnevska
- Stanowisko, BBC Monitoring
- Czas czytania: 4 min
Pierwsze tygodnie 2026 roku przyniosły nową debatę na temat ewentualnego ponownego nawiązania przez Europę relacji z Rosją.
Dyskusje zostały wywołane inicjatywą niektórych krajów europejskich, aby mianować specjalnego wysłannika do Rosji, oraz apelem prezydenta Francji Emmanuela Macrona o rozważenie wznowienia kontaktów dyplomatycznych z Moskwą.
Gazety na całym kontynencie zinterpretowały te apele jako próbę zadbania o to, by Europa nie została zepchnięta na margines, podczas gdy Stany Zjednoczone nadal odgrywają najbardziej znaczącą rolę w negocjacjach z Rosją dotyczących wojny w Ukrainie.
Debata budząca kontrowersje
Wyjaśniając inicjatywę Macrona dotyczącą nawiązania dialogu z Władimirem Putinem, francuski dziennik Le Figaro wyjaśnia, że prezydent Francji chce wznowić dialog z Kremlem – zawieszony po pełnoskalowej inwazji w 2022 r. – ale bez „zbyt wielu rozmówców".
Prezydent Francji przyznał, że pierwsze „techniczne" kontakty w dużej mierze potwierdziły, że na razie „Rosja nie chce pokoju".
Mimo to powiedział, że nie porzucił pomysłu rozmów z Moskwą, ponieważ „czy nam się to podoba, czy nie, jutro Rosja nadal będzie istnieć" i nowa architektura bezpieczeństwa będzie musiała zostać zbudowana z jej udziałem.
Brytyjski tygodnik The Economist twierdzi, że to właśnie obawa przed „wykluczeniem z manewrów wielkich mocarstw" skłoniła Macrona do wysłania na początku lutego swojego doradcy dyplomatycznego Emmanuela Bonne'a do Moskwy.
Prezydent Francji miał nadzieję, że wizyta ta pomoże położyć podwaliny pod ewentualną rozmowę telefoniczną z Putinem.

Źródło zdjęcia, BENOIT TESSIER/POOL/EPA/Shutterstock
W wywiadzie dla The Economist i kilku innych europejskich publikacji w tym tygodniu Macron powiedział, że Europa stoi w obliczu „geopolitycznego i geoekonomicznego stanu wyjątkowego", ponieważ jest „spychana na bok" przez amerykańską technologię i chiński import.
Jednocześnie wezwał kontynent, by nie lekceważył swoich mocnych stron, mówiąc, że powinien nauczyć się zamieniać je w „dźwignie siły geopolitycznej", jak ujęło to pismo.
Politico również poinformowało w styczniu, że to obawa przed porozumieniem amerykańsko-rosyjskim „za ich plecami" zmusiła kraje europejskie do opowiedzenia się za powołaniem negocjatora reprezentującego ich interesy.
Według Euronews pomysł ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych z Rosją podzielił państwa członkowskie UE, z których część poparła powołanie specjalnego wysłannika ds. relacji z Moskwą, a inne wyraziły zdecydowany sprzeciw – w tym Niemcy i kraje bałtyckie.
„Prywatnie urzędnicy UE i dyplomaci twierdzą, że debata stała się poważna, ale ostrzegają, że nadal toczy się ona na poziomie abstrakcyjnym, bez jasnej struktury i kierunku. Ostre podziały między stolicami mają duży wpływ na dyskusje za kulisami," podała strona.

Źródło zdjęcia, Ruslan Kaniuka / Ukrinform/Future Publishing via Getty Images)
Obawy i poparcie
W Estonii eurodeputowany Urmas Paet sceptycznie odnosi się do pomysłu powołania specjalnego wysłannika, twierdząc w artykule dla portalu Delfi, że istniejące struktury dyplomatyczne UE powinny być wystarczające, a nowe stanowisko wprowadziłoby jedynie zamieszanie.
Sugeruje on, że jedną z głównych przyczyn debaty na temat wysłannika była frustracja Europy spowodowana brakiem udziału w kontaktach USA–Rosja dotyczących Ukrainy.
Jednak niektóre europejskie gazety odzwierciedlają także poparcie w ich krajach dla pomysłu ponownego nawiązania kontaktów z Rosją.
W prorządowej węgierskiej gazecie Mandiner felietonista Matyas Kohan pisze, że rozmowy z Moskwą powinny były odbyć się już lata temu.
„Ukraińska historia właściwie się skończyła i oto europejscy przywódcy już szukają numeru telefonu Putina," stwierdza.
Kohan wzywa do zresetowania stosunków z Moskwą, sugerując, że Europa musi omówić „ponowne połączenie naszych organicznie powiązanych, doskonale uzupełniających się gospodarek" oraz demontaż „naszych autodestrukcyjnych szaleństw", takich jak sankcje.
Jednocześnie Kohan ostrzega, że ponieważ Rosja „rozumie siłę", rozmowy będą skuteczne tylko „gdy będziemy w pozycji siły, a nie kiedy rozpaczliwie szukamy starych numerów telefonów, gdy nasza słabość jest oczywista".

Źródło zdjęcia, ALEXANDER ZEMLIANICHENKO/POOL/EPA/Shutterstock
Wezwanie do większej asertywności
Komentując ogólne podejście Europy do stosunków z Rosją, znany autor i badacz propagandy Peter Pomerantsev sugeruje w Financial Times, że Europa musi „jasno dać do zrozumienia", że Putin „tak naprawdę nie wygrywa" wojny z Ukrainą.
Jednym ze sposobów, jak to zrobić, jest „podważenie" rosyjskiej narracji, że jej zwycięstwo jest nieuniknione – narracji, która jest wysoce wątpliwa, biorąc pod uwagę wiele „systemowych słabości" tego kraju.
„Ma to znaczenie niezależnie od tego, co wydarzy się w najbliższych trójstronnych negocjacjach między USA, Rosją i Ukrainą lub w jakichkolwiek porozumieniach dotyczących terytorium Ukrainy. Stawką jest to, czy średniej wielkości demokracje będą w stanie trzymać się razem i utrzymać swoją pozycję wśród drapieżnych mocarstw," argumentuje Pomerantsev.
Należy to osiągnąć poprzez zwiększenie produkcji zbrojeniowej – także wspólnie z Ukrainą – oraz promowanie UE nie jako „symbolu bezsilności", jak przedstawiają ją Rosja i USA, lecz jako „dobrze strzeżonej, bezpiecznej przestrzeni, w której praworządność i bezpieczeństwo stanowią podstawę dobrobytu," twierdzi autor.
„Alternatywą jest uleganie zastraszaniu," pisze Pomerantsev.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Marlena Zagorska








