Uznanie palestyńskiej państwowości otwiera kolejne pytanie - kto byłby przywódcą w kraju?

- Autor, Paul Adams
- Stanowisko, Korespondent dyplomatyczny
- Czas czytania: 9 min
Na początku tego miesiąca palestyński dyplomata, Husam Zomlot, został zaproszony do dyskusji w londyńskim think tanku Chatham House.
Belgia właśnie dołączyła do Wielkiej Brytanii, Francji i innych krajów, obiecując uznanie państwa palestyńskiego na forum ONZ w Nowym Jorku. Dr Zomlot, szef palestyńskiej misji w Wielkiej Brytanii, jasno stwierdził, że jest to ważny moment.
"To, co zobaczycie w Nowym Jorku, może być ostatnią próbą wdrożenia rozwiązania dwupaństwowego," ostrzegał.
"Niech to nie zawiedzie".
Kilka tygodni później stało się to faktem. Wielka Brytania, Kanada i Australia, które tradycyjnie są silnymi sojusznikami Izraela, podjęły ten krok.
Keir Starmer ogłosił decyzję Wielkiej Brytanii w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Powiedział w nim: "W obliczu narastającego horroru na Bliskim Wschodzie, działamy, aby utrzymać przy życiu możliwość pokoju i rozwiązania dwupaństwowego.
"Oznacza to bezpieczny Izrael wraz z realnym państwem palestyńskim. Obecnie nie mamy ani jednego, ani drugiego".
Wcześniej ponad 150 krajów uznało państwo palestyńskie, ale dołączenie Wielkiej Brytanii i innych krajów jest postrzegane przez wielu jako ważny krok naprzód.
"Palestyna nigdy nie była tak potężna na świecie jak teraz," mówi Xavier Abu Eid, były palestyński urzędnik.
"Świat jest zmobilizowany na rzecz Palestyny".
Trzeba jednak zmierzyć się z trudnymi pytaniami, takimi jak: czym właściwie jest Palestyna i czy istnieje państwo, które można by uznać?

Źródło zdjęcia, Shutterstock
Konwencja z Montevideo z 1933 r. wymienia cztery kryteria państwowości. Palestyna może zasadnie twierdzić, że spełnia dwa z nich: ma stałą populację (choć wojna w Strefie Gazy naraziła ją na ogromne ryzyko) i zdolność do nawiązywania stosunków międzynarodowych - dr Zomlot jest tego przykładem.
Ale nie spełnia jeszcze wymogu "określonego terytorium".
Bez porozumienia w sprawie ostatecznych granic (i bez faktycznego procesu pokojowego) trudno jest z jakąkolwiek pewnością określić, co należy rozumieć przez Palestynę.
Dla samych Palestyńczyków ich upragnione państwo składa się z trzech części: Wschodniej Jerozolimy, Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy. Wszystkie zostały podbite przez Izrael podczas wojny sześciodniowej w 1967 r..
Nawet pobieżne spojrzenie na mapę pokazuje, gdzie zaczynają się problemy.
Zachodni Brzeg Jordanu i Strefa Gazy są geograficznie oddzielone przez Izrael od trzech czwartych wieku, od czasu uzyskania przez Izrael niepodległości w 1948 r.
Obecność izraelskiego wojska i żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu oznacza, że Autonomia Palestyńska, ustanowiona po porozumieniach pokojowych z Oslo w latach 90-tych, zarządza jedynie około 40% terytorium. Od 1967 r. ekspansja osadnictwa pochłonęła Zachodni Brzeg, dzieląc go na coraz bardziej rozdrobniony podmiot polityczny i gospodarczy.
W międzyczasie Wschodnia Jerozolima, którą Palestyńczycy uważają za swoją stolicę, została otoczona żydowskimi osiedlami, stopniowo odcinając miasto od Zachodniego Brzegu.
Los Gazy był oczywiście znacznie gorszy. Po prawie dwóch latach wojny, wywołanej atakami Hamasu w październiku 2023 r., znaczna część terytorium została zniszczona.
Jakby tego było mało, istnieje jeszcze czwarte kryterium określone w konwencji z Montevideo, które jest niezbędne do uznania państwowości: funkcjonujący rząd.
To wielkie wyzwanie dla Palestyńczyków.
'Potrzebujemy nowego przywództwa'
W 1994 r. porozumienie między Izraelem a Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP) doprowadziło do utworzenia Palestyńskiej Władzy Narodowej (znanej po prostu jako Autonomia Palestyńska), która sprawowała częściową kontrolę cywilną nad Palestyńczykami w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu.
Jednak od czasu krwawego konfliktu w 2007 r. między Hamasem a główną frakcją OWP Fatah, Palestyńczycy w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu są rządzeni przez dwa rywalizujące ze sobą rządy: Hamas w Strefie Gazy i uznawana przez społeczność międzynarodową Autonomia Palestyńska na Zachodnim Brzegu, której prezydentem jest Mahmud Abbas.

Źródło zdjęcia, Bloomberg via Getty Images
To 77 lat geograficznej separacji i 18 lat politycznego podziału: wystarczająco długi czas, by Zachodni Brzeg i Strefa Gazy się od siebie oddaliły.
W palestyńskiej polityce, która ulega skostnieniu, Palestyńczycy odnoszą się cynicznie do swoich przywódców i pesymistycznie oceniają perspektywy wewnętrznego pojednania, nie wspominając już o postępach na arenie międzynarodowej.
Ostatnie wybory prezydenckie i parlamentarne odbyły się w 2006 r., co oznacza, że żaden Palestyńczyk w wieku poniżej 36 lat nigdy nie głosował na Zachodnim Brzegu ani w Strefie Gazy.
"To, że przez cały ten czas nie mieliśmy wyborów, po prostu zadziwia," mówi palestyńska prawniczka Diana Buttu.
"Potrzebujemy nowego przywództwa".

Źródło zdjęcia, MAHMUD HAMS/AFP via Getty Images
W następstwie wojny, która wybuchła w Strefie Gazy w październiku 2023 r., kwestia ta stała się jeszcze bardziej dotkliwa.
W obliczu śmierci dziesiątek tysięcy swoich obywateli, Autonomia Palestyńska Abbasa, obserwująca wydarzenia ze swojej siedziby na Zachodnim Brzegu, została w dużej mierze zredukowana do roli bezradnego obserwatora.
Lata wewnętrznej niezgody
Napięcia w szeregach kierownictwa sięgają wielu lat wstecz.
Kiedy przewodniczący OWP, Yasser Arafat, powrócił po latach spędzonych na wygnaniu, by stanąć na czele Autonomii Palestyńskiej, lokalni palestyńscy politycy znaleźli się głównie na uboczu.
„Osoby z wewnątrz" zaczęły odczuwać niechęć do dominującego stylu „ludzi z zewnątrz" Arafata. Pogłoski o korupcji w jego otoczeniu dodatkowo nadszarpnęły reputację Autonomii.
Co ważniejsze, nowo utworzona Autonomia Palestyńska wydawała się niezdolna do powstrzymania stopniowej kolonizacji Zachodniego Brzegu przez Izrael lub spełnienia obietnicy niepodległości i suwerenności, którą Arafat złożył podczas historycznego uścisku dłoni z byłym premierem Izraela, Yizhakiem Rabinem, na trawniku Białego Domu we wrześniu 1993 r.

Źródło zdjęcia, REUTERS/Gary Hershorn
Kolejne lata nie sprzyjały płynnej ewolucji politycznej, zdominowanej przez nieudane inicjatywy pokojowe, ciągłą ekspansję żydowskich osiedli, przemoc ze strony ekstremistów po obu stronach, polityczne przesunięcie Izraela na prawo i gwałtowny rozłam między Hamasem i Fatahem w 2007 r.
"W normalnym toku wydarzeń pojawiłyby się nowe postacie, nowe pokolenia" - mówi palestyński historyk Yezid Sayigh.
"Ale to było niemożliwe... Palestyńczycy na terytoriach okupowanych są ogromnie podzieleni na oddzielne, małe przestrzenie, a to prawie uniemożliwiło wyłonienie się i połączenie nowych postaci".

Źródło zdjęcia, Getty Images
Pojawiła się jednak jedna postać: Marwan Barghouti.
Urodzony i wychowany na Zachodnim Brzegu, w wieku 15 lat został aktywnym działaczem Fatah, frakcji OWP kierowanej przez Arafata.
Barghouti stał się popularnym przywódcą podczas drugiego powstania palestyńskiego, zanim został aresztowany i oskarżony o planowanie śmiertelnych ataków, w których zginęło pięciu Izraelczyków.
Barghouti zawsze zaprzeczał zarzutom, jednak od 2002 r. przebywa w izraelskim więzieniu.
A jednak, kiedy Palestyńczycy rozmawiają o potencjalnych przyszłych przywódcach, w końcu mówią o człowieku, który był zamknięty przez prawie ćwierć wieku.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Ostatnie badanie opinii publicznej przeprowadzone przez Palestyńskie Centrum Badań Politycznych i Sondażowych na Zachodnim Brzegu Jordanu wykazało, że 50% Palestyńczyków wybrałoby Barghoutiego na prezydenta, znacznie wyprzedzając Abbasa, który piastuje to stanowisko od 2005 r.
Pomimo tego, że jest wysokim rangą członkiem Fatah, która od dawna jest w konflikcie z Hamasem, jego nazwisko zajmuje ważne miejsce na liście więźniów politycznych, których Hamas chce uwolnić w zamian za izraelskich zakładników przetrzymywanych w Strefie Gazy.
Izrael nie dał jednak żadnych sygnałów świadczących o chęci jego uwolnienia.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
W połowie sierpnia pojawiło się nagranie wideo pokazujące chudego, wątłego 66-letniego Barghoutiego wyśmiewanego przez izraelskiego ministra bezpieczeństwa Itamara Ben Gvira.
Był to pierwszy raz, kiedy Barghouti był widziany publicznie od lat.
Netanjahu i palestyńska państwowość
Jeszcze przed wojną w Strefie Gazy sprzeciw Benjamina Netanjahu wobec palestyńskiej państwowości był jednoznaczny.
W lutym 2024 r. powiedział: "Wszyscy wiedzą, że to ja przez dziesięciolecia blokowałem utworzenie państwa palestyńskiego, które zagroziłoby naszemu istnieniu".
Pomimo międzynarodowych apeli do Autonomii Palestyńskiej o wznowienie kontroli nad Strefą Gazy, Netanjahu nalega, aby Autonomia Palestyńska nie odgrywała żadnej roli w przyszłym zarządzaniu Strefą Gazy, argumentując, że Abbas nie potępił ataków Hamasu z 7 października.
W sierpniu Izrael wydał ostateczną zgodę na projekt osadniczy, który skutecznie odciąłby Wschodnią Jerozolimę od Zachodniego Brzegu. Zatwierdzono plany budowy 3400 domów, a izraelski minister finansów Bezalel Smotrich powiedział, że plan ten pogrzebałby ideę państwa palestyńskiego, "ponieważ nie ma nic do uznania i nikogo do uznania".
Według pana Sayigha nie jest to nowy stan rzeczy.
"Mógłbyś sprowadzić Archanioła Michała na ziemię i powierzyć mu kierowanie Autonomią Palestyńską, ale nie zrobiłoby to żadnej różnicy. Ponieważ musisz pracować w warunkach, które sprawiają, że jakikolwiek sukces jest całkowicie niemożliwy.
"I tak było przez długi czas".

Źródło zdjęcia, Reuters
Jedno jest pewne: jeśli powstanie państwo palestyńskie, Hamas nie będzie nim rządził.
Deklaracja sporządzona w lipcu pod koniec trzydniowej konferencji sponsorowanej przez Francję i Arabię Saudyjską głosiła, że "Hamas musi zakończyć swoje rządy w Strefie Gazy i przekazać swoją broń władzom palestyńskim".
"Deklaracja nowojorska" została poparta przez wszystkie państwa arabskie, a następnie przyjęta przez 142 członków Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Ze swojej strony Hamas twierdzi, że jest gotowy przekazać władzę w Strefie Gazy niezależnej administracji złożonej z technokratów.
Czy symbolika uznania jest wystarczająca?
Z Barghoutim w więzieniu, Abbasem zbliżającym się do 90 roku życia, zdziesiątkowanym Hamasem i podzielonym Zachodnim Brzegiem, jasne jest, że Palestynie brakuje przywództwa i spójności. Nie oznacza to jednak, że międzynarodowe uznanie jest bez znaczenia.
"W rzeczywistości może to być bardzo cenne", mówi Diana Buttu, choć ostrzega: "To zależy od tego, dlaczego te kraje to robią i jakie są ich intencje".
Brytyjski urzędnik rządowy, wypowiadający się pod warunkiem zachowania anonimowości, powiedział mi, że sama symbolika uznania nie wystarczy.
"Pytanie brzmi, czy możemy osiągnąć postęp w kierunku czegoś, co sprawi, że Zgromadzenie Ogólne ONZ nie stanie się tylko partią uznania".

Źródło zdjęcia, Shutterstock
Deklaracja Nowojorska zobowiązała sygnatariuszy, w tym Wielką Brytanię, do podjęcia "namacalnych, określonych w czasie i nieodwracalnych kroków w celu pokojowego rozwiązania kwestii Palestyny".
Urzędnicy w Londynie wskazują na zawarte w deklaracji odniesienia do zjednoczenia Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu, wsparcia dla Autonomii Palestyńskiej i palestyńskich wyborów (a także arabskiego planu odbudowy Strefy Gazy) jako rodzajów kroków, które muszą nastąpić po uznaniu.
Wiedzą jednak, że przeszkody są ogromne.
Izrael pozostaje nieprzejednanie przeciwny i zagroził odwetem w postaci formalnej aneksji części lub całości Zachodniego Brzegu.
Tymczasem prezydent USA Donald Trump jasno wyraził swoje niezadowolenie z tego tematu, mówiąc w czwartek: "Nie zgadzam się z premierem w tej kwestii".

Źródło zdjęcia, Getty Images
W sierpniu Stany Zjednoczone podjęły również nietypowy krok polegający na cofnięciu lub odmowie wydania wiz dziesiątkom palestyńskich urzędników, co mogło stanowić naruszenie zasad ONZ.
Stany Zjednoczone mają prawo weta w ONZ w sprawie jakiegokolwiek uznania państwa palestyńskiego, a Trump nadal wydaje się być przywiązany do wersji swojego tak zwanego "Planu Riviera", w którym USA zajęłyby "długoterminową pozycję właścicielską" w Strefie Gazy.
Co najważniejsze, plan nie mówi nic o Autonomii Palestyńskiej, odnosząc się jedynie do "zreformowanego samorządu palestyńskiego" lub jakiegokolwiek przyszłego połączenia między Strefą Gazy a Zachodnim Brzegiem Jordanu.
Długoterminowa przyszłość Strefy Gazy może leżeć gdzieś pomiędzy Deklaracją Nowojorską, planem Trumpa i arabskim planem odbudowy.
Wszystkie plany, na swój własny, bardzo różny sposób, mają nadzieję uratować coś z nieszczęścia, które spotkało Gazę w ciągu ostatnich dwóch lat. Cokolwiek powstanie, będzie musiało odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda Palestyna i jej przywództwo.
Ale dla Palestyńczyków, takich jak Diana Buttu, sprawa jest o wiele bardziej paląca. Mówi, że naprawdę wolałaby, aby te kraje zapobiegły większej liczbie zabójstw.
"I zrobić coś, by to powstrzymać, zamiast skupiać się na kwestii państwowości".
BBC InDepth to miejsce na stronie internetowej i w aplikacji dla najlepszych analiz, ze świeżymi perspektywami, które podważają założenia i dogłębnymi raportami na temat największych zagadnień dnia. Prezentujemy również prowokujące do myślenia treści z BBC Sounds i iPlayer. Możesz przesłać nam swoją opinię na temat sekcji InDepth, klikając poniższy przycisk.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska





