Tajwan szykuje się na atak Chin, ale jego mieszkańcy nie wierzą, że wojna wybuchnie wkrótce

- Autor, Tessa Wong
- Stanowisko, Asia Digital Reporter
- Czas czytania: 10 min
Był to zwyczajny piątkowy poranek na tajwańskiej wyspie Kinmen, kilka kilometrów od wybrzeża Chin, gdy syrena alarmu lotniczego przerwała ciszę.
W lokalnym urzędzie ludzie wyłączyli światła i schronili się pod stołami. Inni uciekli do podziemnego parkingu. W pobliskim szpitalu personel spieszył się z udzielaniem pomocy osobom, które wchodziły z krwawiącymi ranami.
Jednak krew była sztuczna, a ranni to wolontariusze-aktorzy. Wraz z pracownikami rządowymi brali oni udział w obowiązkowych ćwiczeniach obrony cywilnej i manewrach wojskowych, które odbyły się w zeszłym miesiącu w Tajwanie.
Cel? Przećwiczenie reakcji na ewentualny atak Chin.

Źródło zdjęcia, Tessa Wong/ BBC
Chiny od dawna zapowiadają „ponowne zjednoczenie" z samorządnym Tajwanem i nie wykluczają użycia siły. Jest to zagrożenie, które Tajwan traktuje coraz poważniej. Prezydent William Lai, który objął urząd w zeszłym roku, jest jednym z największych orędowników wzmocnienia obronności kraju.
Do jego najpoważniejszych wyzwań należy jednak przekonanie własnego społeczeństwa o pilności tej kwestii. Choć jego działania na rzecz obrony zyskały poparcie, wywołały też kontrowersje.
„Potrzebujemy tych ćwiczeń obronnych, uważam, że istnieje pewne zagrożenie ze strony Chin," mówi Ben, specjalista ds. finansów pracujący w Tajpej. „Ale prawdopodobieństwo chińskiej inwazji jest niewielkie. Gdyby naprawdę chcieli nas zaatakować, już by to zrobili".
Podobnie jak Ben, większość mieszkańców Tajwanu – 65% według badania opublikowanego w maju przez powiązany z wojskiem Instytut Obrony Narodowej i Badań Strategicznych (INDSR) – uważa, że atak Chin w ciągu najbliższych pięciu lat jest mało prawdopodobny.
Jest tak pomimo ostrzeżenia Stanów Zjednoczonych, że zagrożenie dla Tajwanu jest „nieuchronne" i że Pekin przygotowuje swoje siły zbrojne do inwazji w 2027 r.
Przygotowania wojskowe Tajwanu
Prezydent Lai i jego rząd często powtarzają jedno zdanie, aby wyjaśnić, co nimi kieruje: „Przygotowując się do wojny, unikamy wojny". Podkreślają, że nie dążą do konfliktu, ale korzystają z prawa Tajwanu do wzmacniania swojej obrony.
Oprócz zainicjowania poważnych reform wojskowych, chcą oni również zwiększyć wydatki na obronę o 23% w przyszłym roku – do 949,5 mld dolarów tajwańskich (około 113 mld zł), co stanowiłoby ponad 3% PKB. To odpowiedź na presję Stanów Zjednoczonych, aby inwestować więcej w obronność. Lai zobowiązał się, że do 2030 r. wydatki te wzrosną do 5% PKB.

Źródło zdjęcia, Ritchie B Tongo/ EPA/Shutterstock
Po wydłużeniu obowiązkowego okresu służby wojskowej, Tajwan podniósł wynagrodzenia i świadczenia dla żołnierzy oraz wprowadził bardziej rygorystyczne szkolenia.
Środki te mają na celu rozwiązanie odwiecznych problemów związanych z niedoborem żołnierzy i niskim morale – żołnierze skarżyli się wcześniej na słabe szkolenia i byli nazywani „żołnierzami truskawkowymi" ze względu na rzekomą łagodność.
Coroczne manewry wojskowe Han Kuang, podczas których ćwiczy się reakcję wojskową na atak chiński, zostały zmodernizowane, ćwiczenia według scenariusza zastąpiono bardziej realistycznymi symulacjami.
Tegoroczna edycja była najdłuższą i największą w historii, wzięło w niej udział 22,000 rezerwistów, czyli o około 50% więcej niż w zeszłym roku. Oprócz przeciwdziałania wojnie w szarej strefie i kampaniom dezinformacyjnym, jednym z głównych celów było przygotowanie się do walki w terenie miejskim.

Źródło zdjęcia, RITCHIE B TONGO/EPA/Shutterstock
Żołnierze ćwiczyli odpieranie oddziałów wroga w systemie transportu publicznego, na autostradach i przedmieściach miast. W Tajpej trenowali załadunek pocisków na helikoptery bojowe w parku nad rzeką, a jedną ze szkół przekształcili w punkt naprawy czołgów.
Ale rząd przygotowuje także obywateli na inwazję, zwiększając częstotliwość i skalę ćwiczeń obrony cywilnej.
Ćwiczenia ewakuacyjne, naloty i akcje ratunkowe
Przez kilka dni wszystkie większe miasta w Tajwanie przeprowadzały kolejno próbne alarmy przeciwlotnicze. Mieszkańcy wyznaczonych dzielnic musieli udać się do budynków, a hotele, sklepy i restauracje miały wstrzymać działalność. Pasażerowie nie mogli wsiadać ani wysiadać z pociągów i samolotów. Każdy, kto złamał te zasady, ryzykował grzywnę.

Źródło zdjęcia, Ritchie B Tongo/ EPA/Shutterstock
W centrum Tajpej zespoły ratownicze i wolontariusze ćwiczyli ewakuację rannych, gaszenie pożarów i opuszczanie się z budynków zmienionych tak, aby wyglądały jak trafione pociskami. Zespoły medyczne przeprowadzały próby ewakuowanych na parkingu, opatrując rany i zawieszając worki z solą fizjologiczną do kroplówek pod namiotami.
Niektórzy Tajwańczycy popierają te działania. „Myślę, że to dobrze. Bo naprawdę wierzę, że zagrożenie wzrosło," mówi pracownik biurowy Stanley Wei.
„Spójrzcie, jak Chiny nas okrążają," dodaje, wskazując na ćwiczenia przeprowadzane przez Chiny w celu otoczenia Tajwanu okrętami wojennymi.
„Wierzę w pokojowe współistnienie z Chinami, ale musimy również wzmocnić naszą obronę," mówi Ray Yang, który pracuje w branży IT. „Przed wojną w Ukrainie nie przejmowałem się tą perspektywą [chińskiego ataku]. Ale po wydarzeniach w Ukrainie zacząłem naprawdę wierzyć, że to może się wydarzyć".

Źródło zdjęcia, Tessa Wong/ BBC
Niektórzy jednak są sceptyczni. „Nawet jeśli dojdzie do ataku, co możemy zrobić?", argumentuje pan Liu, inżynier.
„Nie jestem pewien, czy w ogóle nas zaatakują. To zagrożenie zawsze istniało".
„Dlaczego mieliby skrzywdzić nas, zwykłych ludzi?"
Na Kinmen sceptycyzm jest jeszcze bardziej powszechny.
Ta niewielka wyspa, na której pod koniec lat 40. i w latach 50. doszło do śmiertelnych starć między siłami chińskimi i tajwańskimi, jest uważana za linię frontu ewentualnego ataku. Jednak wraz z poprawą stosunków między Chinami a Tajwanem i zacieśnieniem więzi gospodarczych wielu mieszkańców Kinmen postrzega bliskość Chin jako dobrodziejstwo, a nie przekleństwo.
Duża część gospodarki Kinmen jest obecnie nastawiona na obsługę chińskich turystów, którzy przeprawiają się promami przez wąską cieśninę z Xiamen – najbliższego chińskiego miasta.

Źródło zdjęcia, Tessa Wong/ BBC
Yang Peiling była świadkiem ostrzału Kinmen przez chińskie siły z Xiamen w 1958 r.
77-letnia Yang Peiling prowadzi sklep w Kinmen, w którym sprzedaje tradycyjne przekąski. Jako młoda dziewczyna była świadkiem ostrzału jej wyspy przez chińskie siły z Xiamen podczas drugiego kryzysu w Cieśninie Tajwańskiej w 1958 roku.
„Byliśmy w górach, zbierając dzikie warzywa, kiedy zobaczyliśmy, jak strzelają z armat i uderzają w Kinmen," wspomina. „[Ludzie] krzyczeli: 'Xiamen wypowiedziało wojnę'. Wszystko stało się czerwone".
Yang i jej rodzina przeżyli, ukrywając się w górskich jaskiniach. Inni mieszkańcy jej wioski zginęli.
Kilkadziesiąt lat później wita w swoim sklepie turystów z Xiamen. „Chiny nie zaatakują nas teraz," twierdzi. „Wszyscy jesteśmy Chińczykami, wszyscy jesteśmy jedną rodziną. Dlaczego mieliby skrzywdzić nas, zwykłych ludzi?".
W sklepie z pamiątkami przy tej samej ulicy sprzedawczyni, Chen, zgadza się z nią. „Jeśli wysadzą nasze budynki i zabiją nas, jaki sens ma przejmowanie takiej ziemi? Zyskają Tajwan, który nie ma nic, i nie przyniesie im to żadnych korzyści".
Wielu Tajwańczyków podziela pogląd, że inwazja na ich kraj byłaby dla Chin zbyt kosztowna i bezcelowa. Pekin wielokrotnie podkreślał, że dąży do „pokojowego zjednoczenia," co niektórzy postrzegają jako sygnał, że chce przejąć Tajwan w nienaruszonym stanie.

Źródło zdjęcia, Ritchie B Tongo / EPA/Shutterstock
Prezydent William Lai twierdzi, że Chiny planują „aneksję" Tajwanu
Lai twierdzi jednak, że Chiny są „wrogą siłą zagraniczną," która planuje „aneksję" Tajwanu i kontynuuje „polityczne i militarne zastraszanie".
Kolejnym czynnikiem, który od dawna uspokaja Tajwańczyków, jest fakt, że Stany Zjednoczone są prawnie zobowiązane do pomocy Tajwanowi w obronie.
Chociaż sondaże sugerują, że poczucie bezpieczeństwa osłabło podczas obecnej kadencji prezydenta Donalda Trumpa, niektórzy nadal wierzą, że USA pomogłyby Tajwanowi w przypadku ataku, a Chiny nie chciałyby angażować się w bezpośredni konflikt zbrojny z Ameryką.
„Nie jest to naiwne i niewinne przekonanie, że Chiny nie stanowią zagrożenia dla Tajwanu i nigdy by go nie zaatakowały," powiedział Shen Ming-shih, analityk ds. obronności z INDSR.
„Tak, Xi Jinping ma strategiczne zamiary wojenne wobec Tajwanu. Jednak aktualna siła militarna Chin nie dorównuje tej amerykańskiej," dodaje.

Źródło zdjęcia, Shufu Liu / Office of the President/Anadolu via Getty Images
Dodaje, że istnieje również przekonanie, iż społeczność międzynarodowa przyszłaby z pomocą Tajwanowi, biorąc pod uwagę jego ogromne znaczenie w globalnym przemyśle półprzewodników.
Jednak po dekadach zagrożeń pojawiło się również „wrażenie, że Pekin jest jak chłopiec, który wołał o pomoc [red.: z bajki Ezopa]," mówi Wen-ti Sung, politolog z Centrum Tajwańskiego Australijskiego Uniwersytetu Narodowego.
„Z psychologicznego punktu widzenia nie można traktować poważnie każdego zagrożenia, nie popadając w obłęd. Dlatego ludzie wyłączają się, aby zadbać o swoje zdrowie psychiczne."
Debata na temat tego, czy Chiny dokonają inwazji
To, czy Chiny dokonają inwazji, od dawna jest przedmiotem egzystencjalnej debaty na Tajwanie. Jednak pilność tej kwestii wzrosła wraz z niedawnym nasileniem napięć, zwłaszcza po wyborze Williama Lai w zeszłym roku.
Lai, który twierdzi, że Tajwan nigdy nie był częścią Chin, oraz jego Demokratyczna Partia Postępowa (DPP) są piętnowani przez chiński rząd jako „separatyści".
Pekin oskarżył rząd Lai o celowe antagonizowanie, zwłaszcza poprzez działania obronne. W zeszłym miesiącu chińskie ministerstwo obrony nazwało ćwiczenia Han Kuang „niczym innym jak blefem i oszukiwaniem samych siebie przez władze DPP, aby porwać tajwańskich rodaków na pokład wojennego rydwanu „niepodległości Tajwanu".
Każde formalne zadeklarowanie niepodległości przez Tajwan mogłoby wywołać reakcję militarną ze strony Chin, które mają ustawę przewidującą użycie „środków niepokojowych" w celu zapobieżenia „secesji" Tajwanu. Lai utrzymuje, że Tajwan jest już suwerennym państwem i dlatego nie ma potrzeby formalnego ogłaszania niepodległości.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Oprócz zaostrzenia retoryki Chiny coraz częściej wysyłają swoje samoloty bojowe i okręty do tajwańskiej przestrzeni powietrznej i wód terytorialnych.
Chiny nigdy nie potwierdziły doniesień USA, że przygotowują swoje siły zbrojne do inwazji na Tajwan do 2027 r. Jednak wyraźnie wzmacniają swoją armię, marynarkę wojenną i uzbrojenie.
Eksperci są podzieleni co do tego, czy Chiny naprawdę planują wkrótce atak. Wielu zgadza się jednak, że napięcia, w połączeniu z chińskimi działaniami wojskowymi, zwiększają prawdopodobieństwo konfrontacji.
Desant na plaży, ataki rakietowe i sabotaż kabli
Chiny mogą zaatakować na wiele sposobów. Oprócz desantu na plażach Tajwanu lub ataków rakietowych mogą również przeprowadzić blokadę powietrzną i morską lub przeciąć podmorskie kable komunikacyjne. Wiele z tych scenariuszy zostało przedstawionych w tajwańskim serialu telewizyjnym finansowanym przez rząd, przedstawiającym fikcyjną chińską inwazję.
Jednak niektórzy, w szczególności rząd Tajwanu, uważają, że bardziej subtelna inwazja już się odbywa: Chiny próbują zdobyć serca i umysły zwykłych Tajwańczyków w nadziei, że pewnego dnia sami wybiorą zjednoczenie.

Źródło zdjęcia, PEDRO PARDO/AFP via Getty Images
Oficjalnie Chiny zachęcają do nawiązywania kontaktów handlowych i gospodarczych z Tajwanem, a także do kontaktów kulturalnych.
Nieoficjalnie jednak, według analityków i tajwańskich urzędników, Pekin inwestuje również w kampanie dezinformacyjne i operacje wpływu. Badanie przeprowadzone przez Instytut V-Dem Uniwersytetu w Göteborgu w Szwecji wykazało, że od wielu lat Tajwan jest najczęstszym na świecie celem kampanii dezinformacyjnych inicjowanych przez zagraniczne rządy.
W marcu Lai ostrzegł przed pogłębiającym się wpływem Chin na gospodarkę, kulturę, media, a nawet rząd Tajwanu i ogłosił kilka środków mających na celu zaostrzenie bezpieczeństwa.
Szereg tajwańskich żołnierzy i urzędników wojskowych zostało skazanych na karę więzienia za rzekome szpiegowanie na rzecz Chin. Członkowie DPP – w tym były doradca Lai – również zostali oskarżeni o szpiegostwo.
Tymczasem tajwańskie gwiazdy przyjazne Chinom, influencerzy mediów społecznościowych i chińscy małżonkowie obywateli Tajwanu zostali poddani ścisłej kontroli, a niektórzy z nich zostali deportowani lub zmuszeni do opuszczenia kraju.
Lai poparł również bardzo kontrowersyjny ruch oddolny, którego celem jest wyrzucenie polityków opozycji postrzeganych jako zbyt blisko związanych z Chinami.
'Lai jest szalony w tym, w jaki sposób rozmawia z Chinami'
Widać pewne oznaki poparcia społecznego dla działań obronnych. Badanie INDSR wykazało, że ponad połowa Tajwańczyków jest za zwiększeniem wydatków na obronność, a jeszcze więcej popiera zakup broni od Stanów Zjednoczonych.
Ale pojawia się też niepokój. Jedna z opinii głosi, że działania obronne i retoryka Lai prowokują Chiny, co może doprowadzić do wojny.

Źródło zdjęcia, Tessa Wong/ BBC
Jedna z opinii głosi, że działania na rzecz obronności mogą sprowokować Chiny
„Uważam, że Chiny są bardzo proste," mówi Chen, sprzedawczyni ze sklepu w Kinmen. „Dopóki nie powiesz im, że chcesz niepodległości, nie zrobią ci nic złego.
Ale William Lai jest szalony w tym, jak rozmawia z Chinami. To tylko podsyci ich gniew. Nigdy nie wiadomo, może pewnego dnia Xi Jinping będzie bardzo niezadowolony i nas zaatakuje."
Sondaże konsekwentnie pokazują, że większość Tajwańczyków chce utrzymania „status quo," co oznacza, że nie chcą ani zjednoczenia z Chinami, ani formalnego ogłoszenia niepodległości.
Opozycja polityczna, zdominowana przez partię Kuomintang (KMT), oskarża rząd DPP o wykorzystywanie perspektywy chińskiej inwazji do siania strachu, aby zdobyć poparcie polityczne.
Alexander Huang, dyrektor ds. międzynarodowych KMT, scharakteryzował rząd DPP jako „niepotrzebnie zastraszający Chińczyków słowami i szkodzący stabilności w Cieśninie Tajwańskiej".
Inni twierdzą jednak, że Tajwańczycy muszą zająć zdecydowane stanowisko wobec Chin.
„[Obywatele] muszą zdać sobie sprawę, że Chiny stanowią zagrożenie dla Tajwanu, mogą użyć siły i obecnie się do tego przygotowują," powiedział dr Shen.
„Dlatego też urzędnicy ds. bezpieczeństwa narodowego i wojsko muszą się na to przygotować w pierwszej kolejności".
Zdjęcie u góry: Ritchie B Tongo/ EPA/Shutterstock/ EPA -EFE/REX
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Marlena Zagórska i Magdalena Mis





