Argentyński prezydent Milei wygrywa wybory dzięki polityce 'cięć piłą łańcuchową'

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Ione Wells
- Stanowisko, Korespondentka w Ameryce Południowej
- Czas czytania: 4 min
Prezydent Argentyny Javier Milei poprowadził swoją partię do miażdżącego zwycięstwa w niedzielnych wyborach środka kadencji, po tym jak pierwsze dwa lata jego prezydentury upłynęły pod znakiem radykalnych cięć wydatków i reform wolnorynkowych.
Jego partia, La Libertad Avanza, zdobyła prawie 41% głosów, zajmując 13 z 24 miejsc w Senacie i 64 ze 127 miejsc w niższej izbie parlamentu.
Znacznie ułatwi to prezydentowi realizację programu cięcia wydatków państwowych i deregulację gospodarki.
Przed głosowaniem sojusznik Milei, Donald Trump, dał jasno do zrozumienia, że niedawno ogłoszona przez USA pomoc w wysokości 40 mld dolarów (146 mld zł) dla Argentyny będzie zależeć od tego, czy Milei utrzyma impet polityczny.
Zwolennicy Milei przyjęli to z zadowoleniem, choć krytycy oskarżyli Donalda Trumpa o zagraniczną ingerencję w wybory w Argentynie.
W ukłonie do swojego północnoamerykańskiego sojusznika, Milei powiedział wiwatującym zwolennikom: "Musimy skonsolidować ścieżkę reform, na którą weszliśmy, aby raz na zawsze odwrócić historię Argentyny... aby Argentyna znów była wielka".
Przed wyborami jego partia miała zaledwie siedem miejsc w Senacie i 37 miejsc w izbie niższej.
Oznaczało to, że jego program cięć wydatków i reform napotykał różne przeszkody polityczne.
Zawetowane przez niego ustawy mające na celu zwiększenie finansowania uniwersytetów stanowych, osób niepełnosprawnych i opieki zdrowotnej dla dzieci zostały obalone przez opozycyjnych ustawodawców.
Po niedzielnym wyniku setki jego zwolenników zebrały się, wiwatując, przed hotelem w Buenos Aires, gdzie obserwował wyniki wyborów.
"Milei nie miał 15% Kongresu po swojej stronie. Teraz, mając znacznie więcej posłów i senatorów, będzie w stanie zmienić kraj w ciągu roku," powiedział jeden z młodych wyborców Dionisio.
"Nasza prowincja została zdewastowana przez poprzednie rządy," powiedział inny wyborca, Ezequiel.

Źródło zdjęcia, Getty Images
"Teraz, dzięki Bogu, wolność zwyciężyła. Chcemy, aby nasza córka dorastała w tym pięknym kraju. To, co wydarzyło się w poprzednich latach, jest godne pożałowania,"
Wybory te były pierwszym ogólnokrajowym testem popularności prezydenta Milei od czasu objęcia przez niego urzędu w 2023 r., kiedy to zobowiązał się do ograniczenia wydatków państwa, używając do tego metaforycznej "piły łańcuchowej". Podczas wieców wyborczych wymachiwał prawdziwą piłą.
Od tego czasu obciął budżety na edukację, emerytury, opiekę zdrowotną, infrastrukturę i dotacje, a także zwolnił dziesiątki tysięcy pracowników sektora publicznego.
Zwolennicy, w tym Trump, chwalą go za ujarzmienie inflacji - która przed objęciem przez niego urzędu osiągała trzycyfrowe wartości rocznie - zmniejszenie deficytu i przywrócenie zaufania inwestorów.
Jego krytycy twierdzą jednak, że ceną była utrata miejsc pracy, spadek produkcji, upadek usług publicznych, spadek siły nabywczej ludzi i zbliżająca się recesja.
Juliana, która pracuje z niepełnosprawnymi dziećmi w prowincji Tucumán, obawia się, że ustawa mająca na celu zwiększenie finansowania dla osób niepełnosprawnych - którą Milei zawetował, zanim została obalona - może być "zagrożona" wraz ze wzmocnieniem pozycji prezydenta w Kongresie.
"Nasze pensje są niskie, pozostają takie same, podczas gdy inne rzeczy rosną. Nadal nie widzimy zmian," dodała.
Veronica, emerytowana policjantka, została dotknięta cięciami emerytalnymi Milei.
"Widać dużo ubóstwa" - powiedziała. "Jest bardzo ciężko: dla emerytów, dla osób z niepełnosprawnymi dziećmi, dla młodych ludzi. Jest duże bezrobocie. Wiele fabryk zostało zamkniętych".
Milei utrzymywał również inflację na niskim poziomie, wspierając peso, pozostawiając je przewartościowane i drenując rezerwy przed spłatą zadłużenia w wysokości 20 mld dolarów w przyszłym roku.
Wywołało to niepokój, że Argentyna może zmierzać w kierunku kryzysu gospodarczego.
To, w połączeniu ze słabym wynikiem wyborów w prowincji Buenos Aires we wrześniu, wystraszyło rynki finansowe, że program cięcia kosztów Milei może nie być politycznie zrównoważony.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Czynniki te skłoniły Stany Zjednoczone do udzielenia pomocy. Zaoferowały one Argentynie potencjalną pomoc w wysokości 40 mld dolarów poprzez połączenie wymiany walut, zakupu peso i zorganizowania prywatnych inwestycji.
"Jeśli wygra, zostaniemy z nim. Jeśli nie wygra, odejdziemy," zagroził Trump.
Przed wyborami narastały wątpliwości co do politycznej przyszłości Milei, ponieważ niektórzy wyborcy byli zmęczeni jego programem oszczędnościowym, a także serią skandali korupcyjnych, które wstrząsnęły jego partią.
Frekwencja wyborcza wyniosła 67,9%, co jest najniższym wynikiem w wyborach krajowych od dziesięcioleci i oznacza powszechną apatię wobec polityków wszystkich opcji.
Niektórzy wyborcy poparli go niechętnie.
"Milei ma jeszcze dwa lata i powinien spróbować zrobić, co w jego mocy," powiedział Dardo, właściciel firmy w Buenos Aires. "Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, ale klasa średnia i klasa robotnicza cierpią zbyt mocno."
Jest sceptyczny co do tego, że wsparcie ze strony USA pomoże, mówiąc, że "w pewnym momencie będziemy musieli za to zapłacić."
Inni, jak student nauk politycznych Thiago, powiedzieli, że rozumieją potrzebę równowagi fiskalnej, ale kwestionują środki Milei.
"Brakuje inwestycji w szpitale, infrastrukturę i osoby niepełnosprawne," powiedział. "Istnieje pewna fałszywa nadzieja".
Wynik wyborów pokazuje jednak, że wielu Argentyńczyków pozostaje niechętnych powrotowi do modelu peronistycznego, który Milei obwinia za dziesięciolecia złego zarządzania gospodarką.
"Argentyńczycy pokazali, że nie chcą powrotu do modelu, który zawiódł, modelu inflacji... modelu bezużytecznego państwa" - oświadczył.
Oczekuje się, że rynki finansowe wzrosną po zwycięstwie: znak, że na razie polityczne przetrwanie Milei utrzymało przy życiu jego eksperyment gospodarczy - i wsparcie USA.
Jego nowy mandat daje mu możliwość wprowadzenia bardziej radykalnych zmian przed kolejnymi wyborami prezydenckimi w 2027 r., kiedy to jego nazwisko może ponownie znaleźć się na karcie do głosowania.
Pytanie brzmi teraz, czy zwykli wyborcy zaczną czuć się lepiej, czy też ból związany z niektórymi cięciami ponownie przetestuje cierpliwość ludzi.
Na razie wydaje się, że znaczna część wyborców jest - po raz kolejny - gotowa dać mu czas.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Magdalena Mis








