Dlaczego szczyt NATO kręci się wokół Donalda Trumpa?

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Jonathan Beale
- Stanowisko, BBC News
- Czas czytania: 5 min
Szczyty NATO zazwyczaj są starannie zaaranżowane, ale nie tylko po to, by pokazać jednolity front.
Sekretarz generalny Mark Rutte już wcześniej przygotował "menu" spotkania w Hadze: takie, które pozwoli uniknąć konfrontacji z najpotężniejszym członkiem NATO, czyli Stanami Zjednoczonymi.
Zobowiązanie europejskich sojuszników do zwiększenia wydatków na obronność to dokładnie to, czego oczekuje Donald Trump - i jest to właśnie to co dostanie.
Oczywiście nie obejdzie się bez dodatków w postaci politycznych kompromisów i niejasności.
Szczyt nie zdoła jednak całkowicie ukryć podziałów między Trumpem a jego europejskimi sojusznikami w kwestiach takich jak handel, Rosja czy eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Prezydent USA, którego mantrą jest "America First" (idea stawiania Ameryki na pierwszym miejscu), nie jest wielkim fanem międzynarodowych organizacji.
W przeszłości otwarcie krytykował NATO, podważając nawet samą ideę zbiorowej obrony.
Podczas swojego pierwszego szczytu Sojuszu, w czasie pierwszej kadencji, ostro skrytykował europejskich sojuszników za niewystarczające wydatki na wojsko, twierdząc, że są winni USA „ogromne sumy pieniędzy”.
Przynajmniej w tej kwestii pozostaje konsekwentny.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Mark Rutte, utrzymujący dobre relacje z Trumpem, intensywnie pracował nad tym, by dać mu poczucie zwycięstwa.
Szczyt odbywa się w centrum kongresowym World Forum w Hadze i potrwa dwa dni.
Główne rozmowy mają zająć zaledwie trzy godziny, a końcowe oświadczenie ma liczyć tylko pięć akapitów — zgodnie z życzeniem prezydenta USA.
Trump będzie jednym z 32 przywódców NATO obecnych na szczycie - wraz z liderami ponad dziesięciu państw partnerskich.
Holenderska policja uruchomiła największą w historii operację ochronną wokół najdroższego dotąd szczytu NATO — jego koszt to 183,4 mln euro (784 mln złotych).
Niektórzy sugerują, że skrócenie szczytu ma służyć dostosowaniu formatu do ograniczonej zdolności koncentracji prezydenta USA oraz jego niechęci do długich obrad.
Ale równie ważne jest to, że krótszy szczyt z mniejszą liczbą tematów ułatwia ukrycie podziałów.
Ed Arnold z Royal United Services Institute (RUSI), brytyjskiego think tanku ds. bezpieczeństwa, zauważa, że Trump lubi być w centrum uwagi i zapewne wykorzysta ten moment, by ogłosić, że zmusił europejskich sojuszników do działania.
W rzeczywistości nie jest on pierwszym prezydentem USA, który krytykuje poziom europejskich wydatków wojskowych, ale niewątpliwie odniósł w tym większy sukces niż jego poprzednicy.
Kurt Volker, były ambasador USA przy NATO, przyznaje, że niektórym europejskim rządom nie podobał się styl Trumpa, który domagał się, by państwa Sojuszu przeznaczały na obronność nawet 5% PKB. Tymczasem Europa odpowiada jedynie za 30% całkowitych wydatków wojskowych NATO.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Volker dodaje, że dziś wielu Europejczyków przyznaje, że „musieliśmy to zrobić, szkoda tylko, że potrzebowaliśmy kopniaka, żeby się za to zabrać”.
Niektóre państwa, jak Polska, Estonia i Litwa, już zwiększają wydatki na obronność do poziomu 5% PKB. Większość z nich to kraje bezpośrednio graniczące z Rosją.
Presja nie pochodzi jednak tylko od Trumpa. Inwazja Władimira Putina na Ukrainę również wymusiła zmianę myślenia o bezpieczeństwie.
Mimo to wielu członkom Sojuszu trudno będzie osiągnąć nowy próg wydatków.
Niektóre państwa wciąż nie spełniają nawet wcześniejszego celu 2%, ustalonego ponad dekadę temu. Rutte proponuje kompromis: 3,5% PKB na podstawowe wydatki obronne, a dodatkowe 1,5% na cele „związane z obronnością”.
Definicja wydatków na cele związane z obronnością wydaje się jednak być na tyle nieprecyzyjna, że może całkowicie stracić sens.
Rutte twierdzi, że wydatki te mogą obejmować koszty przemysłu infrastrukturalnego - budowę mostów, dróg i linii kolejowych. Ed Arnold z RUSI dodaje, że nieuchronnie doprowadzi to do "kreatywnej księgowości".
Nawet jeśli, zgodnie z oczekiwaniami, nowy cel wydatków zostanie zatwierdzony, niektóre państwa mogą nie mieć realnych zamiarów, by go osiągnąć do 2032 czy 2035 roku. Harmonogram czasowy wciąż pozostaje niejasny.
Premier Hiszpanii już określił go jako nierozsądny i przynoszący odwrotny skutek. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer nie był w stanie wskazać, kiedy jego kraj osiągnie poziom 3% PKB na obronność.
Stwierdził jedynie, że to "ambicja" na kolejną kadencję parlamentu. Jednak biorąc pod uwagę, że rząd Wielkiej Brytanii deklaruje umieszczenie NATO w centrum swojej polityki obronnej, Keir Starmer będzie musiał dostosować się do nowego planu.
Prawdziwym zagrożeniem jest postrzeganie potrzeby zwiększenia wydatków na obronę jako czegoś arbitralnego, symbolicznego - albo po prostu jako wyrazu uległości wobec nacisków USA. Tymczasem potrzeba ta wynika bezpośrednio ze strategii NATO, która zakłada możliwość ataku Rosji na państwo członkowskie w ciągu najbliższych pięciu lat.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Dokładne plany obronne pozostają niejawne, ale Rutte w przemówieniu wygłoszonym na początku tego miesiąca powiedział, że NATO potrzebuje 400% wzrostu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, tysięcy dodatkowych pojazdów opancerzonych i czołgów oraz milionów pocisków artyleryjskich.
Większość państw, w tym Wielka Brytania, nie realizuje jeszcze tych zobowiązań. Dlatego Szwecja planuje podwoić liczebność swojej armii, a Niemcy chcą zwiększyć liczbę własnych żołnierzy o 60 tys.
Plany NATO zawierają bardzo szczegółowe wytyczne dotyczące obrony wschodniej flanki Sojuszu na wypadek rosyjskiej inwazji.
Dowódca wojsk amerykańskich w Europie, gen. Christopher Donahue, w niedawnym przemówieniu mówił o konieczności obrony Polski i Litwy, zwłaszcza w rejonie Kaliningradu.
Jak przyznał, Sojusz przeanalizował obecne zdolności i „bardzo szybko zdał sobie sprawę, że są one niewystarczające”.
Co ciekawe, mimo to temat Rosji i wojny w Ukrainie ma być marginalny. To właśnie ta kwestia najbardziej dzieli dziś Europę i USA.
Kurt Volker mówi, że administracja Trumpa "nie postrzega bezpieczeństwa Ukrainy jako kluczowego dla bezpieczeństwa Europy, w przeciwieństwie do naszych europejskich sojuszników".
Trump już wcześniej naruszył jednolity front NATO, rozmawiając z Putinem i wstrzymując pomoc wojskową dla Ukrainy.
Ed Arnold przyznaje, że wiele kontrowersyjnych tematów zostało usuniętych z agendy szczytu – między innymi po to, by uniknąć otwartego konfliktu z Trumpem. Przywódcy pierwotnie mieli omawiać nową strategię wobec Rosji, ale punkt ten zniknął z programu.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski został zaproszony na uroczystą kolację, ale nie weźmie udziału w głównych obradach Rady Północnoatlantyckiej.
Rutte będzie liczył na to, że jego pierwszy szczyt w roli sekretarza generalnego przebiegnie szybko i bez problemów. Przy tak wyraźnych różnicach zdań między Trumpem a większością sojuszników w sprawie Rosji, największego zagrożenia dla Sojuszu, brakuje pewności, że wszystko przebiegnie zgodnie z planem.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska i Marcin Rychcik








