NATO podnosi wydatki na obronność, ale czy Europa może powstrzymać Rosję?

Źródło zdjęcia, EPA
- Autor, BBC News Polska
- Czas czytania: 3 min
Na spotkaniu w Hadze przywódcy NATO podjęli dzisiaj decyzję o zwiększeniu wydatków na obronność do 5% produktu krajowego brutto (PKB) swoich krajów. Decyzja ta jest efektem presji ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa.
„Przez zbyt długi czas jeden sojusznik, Stany Zjednoczone, dźwigały zbyt duży ciężar,” powiedział Sekretarz Generalny Mark Rutte w przemówieniu, w którym chwalił Trumpa za jego przywództwo. „To się dziś zmienia.”
Wielu przywódców określiło szczyt w Hadze jako historyczny, a Rutte powiedział, że decyzje podjęte w środę będą obejmować dalsze wsparcie dla Ukrainy przy jednoczesnym dążeniu do pokoju.
Wcześniej Hiszpania odrzuciła cel przeznaczania 3,5% na obronę do 2035 r., z dodatkowym 1,5% na powiązane projekty.
Tymczasem Donald Trump wydaje się mieć więcej pewności co do możliwości brytyjskich sił zbrojnych niż niektórzy z jego własnych generałów – czy nawet wielu emerytowanych dowódców wojskowych w samej Wielkiej Brytanii.
Zapytany podczas konferencji prasowej z premierem Wielkiej Brytanii o gwarancje bezpieczeństwa USA dla Ukrainy, Trump odpowiedział: „Brytyjczycy mają niesamowitych żołnierzy, niesamowite siły zbrojne i potrafią o siebie zadbać”.
Nie odpowiedział jednak wprost na pytanie, czy brytyjska armia byłaby w stanie zmierzyć się z Rosją.
W oficjalnych wypowiedziach amerykańscy wojskowi chwalą profesjonalizm brytyjskich sił zbrojnych. W prywatnych rozmowach jednak często ostro krytykują cięcia w ich liczebności, zwłaszcza w brytyjskiej armii, która liczy obecnie nieco ponad 70 tys. żołnierzy zawodowych.
„Za mała” – powiedział jeden z najwyższych rangą generałów USA podczas zamkniętego briefingu w trakcie wizyty w Wielkiej Brytanii.
Według organizacji International Institute for Strategic Studies, wydatki wojskowe Rosji, liczone według parytetu siły nabywczej, są dziś wyższe niż łączne wydatki obronne Europy.
Zwiększyły się o 41% i odpowiadają obecnie 6,7% PKB. Dla porównania Wielka Brytania ma osiągnąć poziom 2,5% do 2027 r.

Źródło zdjęcia, Reuters
Komentarze Trumpa pokazują, że nie zamierza on wysyłać amerykańskich żołnierzy do Ukrainy, aby egzekwowaliewentualne zawieszenie broni.
Obecność USA ma ograniczyć się do aspektu gospodarczego, zwłaszcza eksploatacji złóż surowców.
Trump sugeruje, że może to stanowić czynnik odstraszający wobec Rosji. Jego administracja uważa, że potrzebna jest także realna siła militarna – dostarczona przez innych. Mają ją zapewnić państwa europejskie.
Pytanie brzmi nie tylko czy Europa ma wolę, ale też czy ma liczebność? Krótka odpowiedź brzmi nie.
Dlatego właśnie brytyjski premier Keir Starmer zabiega o dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA, które dysponuje najpotężniejszą armią świata.
Wielka Brytania nie jest jedynym krajem, który zredukował swoje siły zbrojne po zakończeniu zimnej wojny. Jednak tendencja ta w Europie zaczęła się odwracać i coraz więcej państw zwiększa wydatki na obronność.
Mimo to Europa nie byłaby w stanie samodzielnie wystawić międzynarodowych sił w liczbie 100–200 tys. żołnierzy jak sugeruje prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, by powstrzymać Rosję przed ponownym atakiem. Zamiast tego, zachodni urzędnicy mówią o sile do 30 tys. żołnierzy.
Oddziały te miałyby zapewniać "poczucie bezpieczeństwa" w strategicznych lokalizacjach, takich jak ukraińskie miasta, porty i elektrownie jądrowe, unikając jednocześnie bezpośredniego rozmieszczenia w rejonach frontowych na wschodzie kraju.
Dodatkowo, przestrzeń powietrzna Ukrainy oraz jej wody terytorialne byłyby patrolowane przez europejskie myśliwce i okręty wojenne.
Jednak ci sami urzędnicy przyznają, że to nie wystarczy, stąd apele o tzw. „zabezpieczenie” ze strony USA – by mieć pewność, że jakakolwiek rozmieszczona siła nie zostanie zaatakowana przez Rosję i by „dać premierowi Wielkiej Brytanii pewność, że może bezpiecznie wysłać swoje siły”.
Według urzędników Stany Zjednoczone mogłyby co najmniej nadzorować siły europejskie poprzez "element dowodzenia i kontroli" oraz utrzymywać gotowość bojową amerykańskich myśliwców stacjonujących w bazach w Polsce i Rumunii.
Europa nie dorównuje USA w zakresie satelitarnego rozpoznania i zbierania danych wywiadowczych.
Stany Zjednoczone mogłyby również zgodzić się na dalsze dostarczanie broni Ukrainie.
Choć Europa ostatnio wyprzedziła USA pod względem udziału w zachodnich dostawach broni dla Ukrainy, jeden z zachodnich urzędników powiedział, że USA zapewniły „śmietankę” – m.in. pociski dalekiego zasięgu i systemy obrony powietrznej.
Krajom europejskim brakuje także niezbędnego zaplecza logistycznego do prowadzenia samodzielnych, dużych operacji wojskowych. Dostawy broni zachodniej do Ukrainy były w dużej mierze uzależnione od amerykańskiej logistyki.
Europa musi dziś udowodnić swoją determinację.
Niektóre kraje Europy Północnej – Dania, Szwecja i państwa bałtyckie – rozważają zaangażowanie, ale również chcą gwarancji ze strony USA.
Hiszpania, Włochy i Niemcy na razie są przeciwne.
Edycja: Magdalena Mis i Kamila Koronska








