Swiatłana Aleksijewicz: 'Nie jestem już zwolenniczką rewolucji'

- Autor, Vibeke Venema
- Autor, Tatsiana Yanutsevich
- Stanowisko, BBC World Service
- Czas czytania: 7 min
Dzień po wyborach w 2020 roku, które zapewniły białoruskiemu prezydentowi Łukaszence szóstą z rzędu kadencję, Swiatłana Aleksijewicz wspomina, że widziała „setki tysięcy ludzi" maszerujących obok jej mieszkania w Mińsku.
„Myślałam, że nigdy się nie podniosą, a jednak to zrobili. To było chyba jedno z najsilniejszych uczuć, jakich kiedykolwiek doświadczyłam w życiu," mówi laureatka Nagrody Nobla.
Częścią tego uczucia była, jak mówi, „naiwna nadzieja – ale jednak nadzieja".
Aleksijewicz dołączyła do protestów przeciwko wyborom powszechnie uznawanym za sfałszowane i stała się członkinią Rady Koordynacyjnej, której celem było przygotowanie nowych wyborów i pokojowego przekazania władzy.
Jednak z biegiem tygodni poczucie nadziei stopniowo gasło.
„Teraz widać, jak bardzo byliśmy romantyczni," mówi.
Protesty zostały brutalnie stłumione, a członkowie Rady Koordynacyjnej byli aresztowani jeden po drugim, aż Aleksijewicz, mająca wówczas 72 lata, pozostała jedyną na wolności.
Gdy zamaskowani mężczyźni próbowali włamać się do jej mieszkania, z pomocą przyszły zagraniczne ambasady. Przez dwa tygodnie europejscy dyplomaci i ich małżonkowie na zmianę pełnili dyżury w jej domu, ale w końcu stało się jasne, że będzie musiała wyjechać.

Źródło zdjęcia, Twitter/@AnnLinde
Aleksijewicz mówi, że tylko dlatego, że niemiecka wiceszefowa misji dyplomatycznej Anna Luther towarzyszyła jej na lotnisko, pozwolono jej wsiąść na samolot do Berlina.
Zabrała ze sobą niemal nic, mając nadzieję, że wkrótce wróci, lecz od pięciu lat mieszka w niemieckiej stolicy i ma niewielkie perspektywy powrotu do domu.
Opisywanie „utopii"
Dziś, mając 77 lat, Swiatłana Aleksijewicz spędziła ponad 40 lat, dokumentując życie ludzi w Związku Radzieckim i w niepodległych państwach, które z niego wyrosły. Opisywała ich doświadczenia z czasów II wojny światowej, wojny radziecko-afgańskiej oraz katastrofy nuklearnej w Czarnobylu. Książki te są zbiorczo znane jako „Głosy utopii" – w ironicznym nawiązaniu do 70-letniego eksperymentu komunistycznego.
„Chciałam opisać tę próbę stworzenia utopii, pokazać, jak żyła ona w sercach i domach ludzi," mówi.
Rzeczywistość, którą opisuje, jest jednak daleka od utopijnej. W rezultacie jej książki zostały usunięte z programów nauczania w Rosji i na Białorusi. Była cenzurowana, ścigana sądownie, a obecnie faktycznie przebywa na wygnaniu.
Na arenie międzynarodowej sytuacja wygląda inaczej. Książki Aleksijewicz zostały przetłumaczone na 52 języki i wydane w 55 krajach. W 2015 roku otrzymała Literacką Nagrodę Nobla.
Duży drewniany stół w jej berlińskim mieszkaniu jest zasypany notatkami do kolejnej książki, którą zaczęła pisać po wydarzeniach z 2020 r.
W tej pracy rozmawia z młodymi ludźmi, którzy wyszli na ulice, pytając ich, czego chcieli i czym są dziś rozczarowani.
„Może za bardzo kochaliśmy rewolucje," mówi. „One nie zawsze usprawiedliwiają nasze nadzieje… Cóż, nie jestem już zwolenniczką rewolucji, nie jestem zwolenniczką rozlewu krwi".

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
'Uwielbiam samotny ludzki głos'
Kiedy Związek Radziecki rozpadł się w latach 90., „wydawało nam się, że wszyscy wyrwaliśmy się z niewoli" – mówi Aleksijewicz, opisując kolejny czas nadziei.
Jednak, jak twierdzi, „czerwony człowiek" – uosobienie radzieckiego systemu – nie zginął wraz z imperium.
„Strzela na Ukrainie, siedzi na Kremlu" – mówi. „Nie, on jeszcze nie umarł".
Do każdej ze swoich książek Aleksijewicz przeprowadza setki wywiadów, zręcznie łącząc świadectwa w to, co nazywa „powieścią w głosach".
„To próba zamienienia zwyczajnego życia w literaturę. Po prostu wybiera się fragmenty sztuki z prawdziwego życia" – mówi, porównując swoją metodę do pracy rzeźbiarza Rodina, który twierdził, że zaczynał od bloku marmuru i odłupywał wszystko, czego nie potrzebował.
„Kocham sposób, w jaki mówią ludzie" – powiedziała w swoim wykładzie noblowskim w 2015 roku. „Kocham samotny ludzki głos. To moja największa miłość i pasja".
Reakcja na jej Nobla na Białorusi była – jak mówi – „wspaniała". Podobno w Mińsku zabrakło szampana, a ludzie obejmowali ją na ulicach.
Nawet Aleksander Łukaszenka, były kierownik kołchozu, który jest prezydentem od 31 lat, powiedział, że przeczyta jej książki – choć ona wątpi, czy rzeczywiście to zrobił.
„Ma inne spojrzenie na świat," mówi autorka.
'Ukochane bohaterki'
Aleksijewicz wspomina dorastanie w wsiach zamieszkanych głównie przez kobiety po zniszczeniach II wojny światowej. Miliony Białorusinów zginęły w wojnie, a miliony tych, którzy walczyli w Europie, po powrocie trafiły do gułagu.
„Tylko podczas wesel ludzie byli radośni, ale zdarzały się one bardzo rzadko, bo większość młodych mężczyzn zginęła".

Źródło zdjęcia, Svetlana Alexievich family archive
Dlatego – jak mówi – kobiety są „głównymi ukochanymi bohaterkami" jej książek. Jej pierwsza, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety (1985), była poświęcona weterankom.
Milion radzieckich kobiet zgłosiło się na ochotnika jako żołnierki i sanitariuszki, lecz ich wkład był w dużej mierze ignorowany, dopóki Aleksijewicz o nim nie napisała.
Relacje są makabryczne i przerażające, ale niepozbawione humoru – jedna z kobiet powiedziała Aleksijewicz, że jedną z najgorszych rzeczy w służbie wojskowej było noszenie męskiej bielizny.
'Szpiegowanie' bólu
„Gdyby nie opowiedziały swoich historii, a ja bym ich nie zapisała, wszystko by zniknęło i nie wiedzielibyśmy o tym," mówi.
Po reformach pierestrojki w latach 80. książka Aleksijewicz stała się bestsellerem – wydano dwa miliony egzemplarzy po rosyjsku.
Jednak jej kolejna książka, Cynkowi chłopcy (1991), wywołała kontrowersje. Tytuł nawiązywał do cynkowych trumien, w których ciała radzieckich żołnierzy wracały z Afganistanu.

Źródło zdjęcia, Svetlana Alexievich family archive
Aleksijewicz była w Kabulu jako dziennikarka i dostrzegała wtedy coś pięknego w przystojnych mężczyznach w mundurach i ich lśniącej broni. Wojna jednak ją odpychała, zwłaszcza widok całych wiosek zrównanych z ziemią przez wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet. Mówi, że dla pisarki ważne było zobaczyć, do czego ludzie są zdolni.
„Ogólnie rzecz biorąc, sztuka jest niemoralna. Podglądasz cudzy ból. To cudzy ból daje ci możliwość wzrastania".
Po ukazaniu się książki Aleksijewicz została pozwana do sądu przez weteranów i matki poległych żołnierzy, którzy oskarżyli ją o zniesławienie i zbezczeszczenie honoru żołnierzy.
„Książka mówiła o tym, w jak straszną rzecz wciągnięto ich dzieci, że stali się zabójcami," mówi. „I wtedy stanęli twarzą w twarz z prawdami, których się bali".
Czarnobylska modlitwa
Książką, którą najbardziej chciałaby, aby przeczytał każdy, jest jednak Czarnobylska modlitwa (1997), z podtytułem: kronika przyszłości.
„Obawiam się, że dziś każdy współczesny człowiek powinien wiedzieć coś o atomie i jego zagrożeniach," mówi.
Ataki Rosji na ukraińskie elektrownie, w tym te dostarczające energię zapasową potrzebną do bezpiecznego chłodzenia reaktorów jądrowych, mogą – jak się obawia – doprowadzić do nowej katastrofy.
Katastrofa czarnobylska w 1986 r. wysłała radioaktywne chmury na północ, nad jej rodzinny Mińsk. Później spędziła czas w strefie wykluczenia wokół zniszczonej elektrowni, rozmawiając z ludźmi, którzy nadal tam mieszkali, i dzieląc się z nimi jedzeniem – mimo ryzyka skażenia.
„Nie mogłam, tak jak zachodni dziennikarze, słuchać tych strasznych historii o tym, jak córka umarła, urodziła się bez rąk, bez nóg, a potem, gdy zapraszano nas do stołu, jeść osobną kanapkę," mówi.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Książka Aleksijewicz zainspirowała kilka postaci w głośnym miniserialu telewizyjnym Czarnobyl z 2019 r. – w tym żonę jednego z pierwszych strażaków, którzy zmarli na skutek choroby popromiennej, Ludmiłę Ignatenko. Gdy serial został wyemitowany, była ona zaniepokojona ogromnym zainteresowaniem mediów swoim życiem.
„Ale nie da się opowiedzieć historii bez ingerowania w czyjeś życie," mówi Aleksijewicz.
Wiele osób chce, aby ich historie zostały poznane.
Żona innego strażaka, z którym rozmawiała Aleksijewicz, przekupiła personel, by dostać się do szpitala, gdzie jej mąż umierał, aby być z nim w ostatnich dniach życia. Jego ból – jak powiedziała Aleksijewicz – ustępował tylko wtedy, gdy się kochali: „wtedy na chwilę milkł".
Aby uchronić kobietę przed publicznym potępieniem, Aleksijewicz nadała jej fałszywe imię. Po ukazaniu się pierwszego wydania kobieta zadzwoniła jednak, by zapytać dlaczego.
„Nie chciałam, żebyś została zraniona," odpowiedziała Aleksijewicz.
Usłyszała: „Nie. Ja tak bardzo cierpiałam, on tak bardzo cierpiał. Powiedz prawdę, nawet kosztem mojego serca".
Mimo mrocznej tematyki miłość jest stałym motywem w książkach Aleksijewicz.
„Zawsze wierzyłam, że piszę o miłości. Nie zbieram okropności, zbieram świadectwa ludzkiego ducha," powiedziała w 2015 r.
Jurorzy Nagrody Nobla opisali jej twórczość jako „pomnik cierpienia i odwagi naszych czasów".
Ten materiał powstał jako wspólna produkcja Nobel Prize Outreach i BBC.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.











