Pokaz siły ognia Białorusi i Rosji wydaje się być przesłaniem dla Europy

Źródło zdjęcia, Reuters
- Autor, Steve Rosenberg
- Stanowisko, BBC Russia editor in Belarus
- Czas czytania: 3 min
Na dużym polu 72 km od stolicy Białorusi, Mińska, toczy się bitwa.
W wyniku bomb zrzucanych przez bombowce Sukhoi-34, następują gigantyczne eksplozje. Ogromne pióropusze dymu zaciemniają niebo.
Cała okolica rozbrzmiewa odgłosami eksplodujących pocisków moździerzowych i artyleryjskich. Do ataku dołączają śmigłowce bojowe, a nad głowami przelatują drony obserwujące zniszczenia.
To jednak tylko ćwiczenie.
Wraz z innymi międzynarodowymi mediami jesteśmy na poligonie Borysowski, gdzie białoruskie i rosyjskie siły biorą udział we wspólnych manewrach.
To część ćwiczeń wojskowych Zapad-2025 ("Zachód 2025"). Również attaché wojskowi z różnych ambasad obserwują ćwiczenia z platformy widokowej.
Są to zaplanowane ćwiczenia - "Zachód 2025" odbywa się co cztery lata.
W 2022 r. wzięło w nich udział 200,000 żołnierzy, podczas gdy w tegorocznych ćwiczeniach jest ich mniej.
Moskwa i Mińsk utrzymują, że ćwiczenia mają charakter czysto obronny, że mają na celu wzmocnienie bezpieczeństwa Rosji i Białorusi oraz przeciwdziałanie wszelkim potencjalnym zagrożeniom zewnętrznym.
Pamiętam, że słyszałem podobne twierdzenia trzy i pół roku temu.
W lutym 2022 r. odwiedziłem Białoruś, aby relacjonować białorusko-rosyjskie ćwiczenia wojskowe "Union Resolve". Po zakończeniu ćwiczeń, zamiast wrócić do domu, rosyjskie wojska zaatakowały sąsiednią Ukrainę z terytorium Białorusi.
Tym razem Białoruś twierdzi, że nie ma nic do ukrycia.
Ćwiczeniom przyglądali się przedstawiciele 23 państw, w tym USA, Turcji i Węgier.
"Uważamy, że ćwiczenia są bezprecedensowe pod względem przejrzystości," powiedział dziennikarzom na poligonie generał major Walerij Rewenko, asystent białoruskiego ministra obrony.
"Nikomu nie grozimy. Opowiadamy się za konstruktywnym i pragmatycznym dialogiem."
Polski premier Donald Tusk najwyraźniej nie jest przekonany. Nazwał ćwiczenia "Zachód 2025" "bardzo agresywnymi". Polska zamknęła granicę z Białorusią przed ćwiczeniami, co wywołało gniewną reakcję Mińska.
"Zachód 2025" zbiega się w czasie z okresem wzmożonego napięcia w regionie Europy Wschodniej. Na południu Rosja nie wykazuje żadnych oznak zakończenia wojny w Ukrainie.
W zeszłym tygodniu Polska oskarżyła Rosję o celowe naruszenie jej przestrzeni powietrznej poprzez wtargnięcie rosyjskich dronów. NATO wysłało myśliwce w celu zestrzelenia niektórych z nich.
Moskwa odpowiedziała twierdząc, że "nie planowała atakować celów na terytorium Polski".
Wczoraj Rumunia ujawniła, że rosyjski dron również naruszył jej przestrzeń powietrzną. W Europie istnieją powszechne obawy, że takie wtargnięcia dronów nie są przypadkiem, ale rosyjską strategią testowania jedności i determinacji europejskich przywódców oraz sojuszu NATO.
Zarówno Rosja, jak i Białoruś podjęły ostatnio wysiłki na rzecz poprawy stosunków z Waszyngtonem i zbudowania relacji z administracją Trumpa. Jednak zarówno w przypadku Moskwy, jak i Mińska stosunki z Europą pozostają napięte.
Decyzja białoruskich władz o zaproszeniu międzynarodowych mediów na ćwiczenia "Zachód 2025" może być postrzegana dwojako.
Po pierwsze, jako próba przejrzystości - tak z pewnością przedstawia to Mińsk.
Ale w eksplozjach i strzelaninie na poligonie Borysowskim jest być może także przesłanie dla Zachodu. Przede wszystkim dla Europy.
Ta wiadomość może brzmieć mniej więcej tak: "Zobaczcie i rozważcie siłę ognia u waszych granic; konfrontacja z Moskwą nie leży w waszym najlepszym interesie".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Magdalena Mis









