Pasożyty atakujące narządy płciowe 'mogą się szerzyć na skalę światową'

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Kate Bowie
- Stanowisko, Global Health, BBC World Service
- Czas czytania: 4 min
Wnikają przez skórę i ukrywają się we krwi. Ich jaja osadzają się w wątrobie, płucach i narządach płciowych. Mogą pozostać niewykryte przez lata.
Naukowcy ostrzegają, że gorączka ślimacza - mało znana choroba wywoływana przez pasożyty - może dziś ewoluować w sposób, który jeszcze bardziej utrudni kontrolę nad nią.
Co roku 250 milionów osób otrzymuje leczenie w kierunku gorączki ślimaczej. Zdecydowana większość mieszka w Afryce, gdzie występują specyficzne rodzaje ślimaków przenoszących pasożyty wywołujące chorobę.
Jednak przypadki ich przenoszenia odnotowano w 78 krajach na całym świecie, w tym w Chinach, Wenezueli i Indonezji.
Według badań pasożyty wykształciły nowe formy, co może umożliwić im rozprzestrzenianie się na nowe regiony. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła doniesienia jako ,,globalny powód do niepokoju."
Ostrzeżenie zbiegło się w czasie z obchodzonym przez WHO Światowym Dniem Zaniedbanych Chorób Tropikalnych. Ma on zwracać uwagę na choroby wywoływane przez wirusy, bakterie, pasożyty i grzyby, na które nieproporcjonalnie narażonych jest ponad miliard osób zamieszkujących biedniejsze regiony świata.
Czym jest gorączka ślimacza?
Gorączka ślimacza - znana też jako schistosomatoza i bilharcjoza - występuje, gdy ludzie lub zwierzęta stykają się z wodą zakażoną larwami przenoszonymi przez ślimaki. Larwy uwalniają enzymy, które trawią skórę i wnikają do organizmu.
Tam rozwijają się w dorosłe organizmy, które zamieszkują w naczyniach krwionośnych. Następnie samice składają jaja.
Jaja są czasem wydalane przez organizm z kałem lub moczem, ale mogą też pozostać w jego tkankach.
Reakcja układu odpornościowego na obecność jaj niszczy otaczające je zdrowe tkanki i może prowadzić do uszkodzenia narządów.
Jaja mogą też zagnieździć się w okolicach miednicy i pobliskich narządów - stan ten znany jest jako schistosomatoza układu moczowo-płciowego. Choroba ta może powodować bóle w dole brzucha, raka, a w ciężkich przypadkach nawet śmierć.
Gorączkę ślimaczą można leczyć za pomocą leków przeciwpasożytniczych. WHO zaleca, by osoby z grup ryzyka - w tym małe dzieci i osoby pracujące w rolnictwie i rybołówstwie - przyjmowały je corocznie przez kilka lat.
W ramach obecnych schematów leczenia może jednak dojść do przeoczenia nowych form pasożytów, ostrzegają naukowcy - w tym prof. Janelisa Musaya, zastępczyni dyrektora programu Malawi Liverpool Wellcome Clinical Research Programme w Blantyre, Malawi.
'Wierzchołek góry lodowej'
Co jest przyczyną utrzymujących się lokalnych ognisk epidemii? Według badań ludzkie i zwierzęce wersje pasożytów łączą się w pary, co prowadzi do powstania nowych ,,hybrydowych" wersji.
Te hybrydy mogą zarażać zarówno ludzi, jak i zwierzęta, co utrudnia kontrolowanie transmisji.
Naukowcy wiedzieli już, że zwierzęce i ludzkie wersje pasożyta rozmnażają się razem, ale nie byli pewni, czy z hybrydowych jaj wykluwa się potomstwo, które jest w stanie przeżyć poza ciałem żywiciela.
By udowodnić, że jest to możliwe, pobrali próbki od ludzi i zwierząt z wybranych społeczności w Malawi. Hybrydy stanowiły 7% przebadanych pasożytów - to znacznie więcej, niż spodziewali się badacze.
Oznacza to, że zmutowane pasożyty z powodzeniem rozmnażają się i będą się rozprzestrzeniać.
,,Jeśli naturalna transmisja ma ciągły charakter, [7%] to dużo," powiedziała prof. Musaya w rozmowie z BBC.
Ponieważ jej zespół prowadził badania tylko w niektórych obszarach, prof. Musaya ostrzega, że może to być jedynie ,,wierzchołek góry lodowej" - zwłaszcza, że testy na wykrycie pasożytów bywają nieskuteczne.
W przyszłości hybrydy mogą całkiem wyprzeć pierwotne postacie pasożyta, dodaje badaczka.
Jak mówi, może to stanowić duży problem, gdyż lekarze nie wiedzą jeszcze, jak postępować z osobami zakażonymi hybrydowymi wersjami.
,,To nasz apel do decydentów. Mówimy 'obudźcie się... Czy możemy działać szybko, zanim [hybrydy] staną się dużym problemem?"
Trudno wykryć infekcje narządów płciowych
Badanie wykazało też, że hybrydy atakują ludzkie narządy płciowe - choć trudniej jest zdiagnozować hybrydowe przypadki gorączki ślimaczej, ponieważ widziane pod mikroskopem jaja nie przypominają typowych jaj pasożytów.
Pracownicy służby zdrowia mogą również błędnie odczytać objawy, myląc chorobę z infekcjami przenoszonymi drogą płciową.
Nieleczona schistosomatoza układu moczowo-płciowego może prowadzić do zmian w narządach płciowych, niepłodności i zwiększonego ryzyka zakażenia wirusem HIV.
Powszechnie uważa się, że dotknięte nią kobiety są narażone na poważniejsze reperkusje - zarówno z klinicznego, reprodukcyjnego, jak i społecznego punktu widzenia.
,,Pomyśl tylko: jeśli kobieta nie jest w stanie mieć dzieci... w naszej kulturze posiadanie dziecka jest czymś bardzo ważnym, więc ludzie zaczną [ją] wyzywać. To naprawdę bardzo poważna i smutna choroba," mówi prof. Musaya.
Postęp pod znakiem zapytania
Naukowcy odkryli, że hybrydowe pasożyty mogą pomóc chorobie zadomowić się w nowych regionach.
Zmiany klimatyczne, podróże i migracja mogą powodować rozprzestrzenianie się gorączki ślimaczej, a istnienie hybryd utrudnia jej kontrolowanie. Ogniska hybrydowych form choroby wykryto już na południu Europy.
,,To globalny problem," mówi dr Amadou Garba Djirmay, który kieruje programem kontroli schistosomatozy w WHO.
Organizacja obawia się, że pojawienie się hybryd wpłynie na jej plany dotyczące eliminacji chorób.
,,Mamy kraje, w których wirus nie przenosi się u ludzi, ale pasożyty utrzymują się w [populacjach] zwierzęcych, co może stanowić zagrożenie dla ludzi," mówi dr Djirmay.
WHO zmienia taktykę, by stawić czoła nowemu zagrożeniu. W tym roku ma wydać nowe wytyczne dotyczące zwalczania choroby u zwierząt. Wystosowała już międzynarodowe ostrzeżenia dotyczące hybryd.
Liczba przypadków gorączki ślimaczej spadła o 60% w latach 2006-2024, dzięki zakrojonym na szeroką skalę programom dystrybucji leków przeciwpasożytniczych.
Według WHO postęp jest jednak zależny od stałego finansowania. Tymczasem w latach 2018-2023 fundusze przeznaczone na walkę z zaniedbanymi chorobami tropikalnymi spadły o 41 procent.
Prof. Musaya nie traci nadziei, że chorobę uda się powstrzymać.
,,Możemy doprowadzić do [jej] eliminacji, ale to nie zadanie dla jednej osoby... Jeśli chodzi o nas, jesteśmy proaktywni. Mówimy 'mamy taki problem, zajmijmy się nim teraz'."
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska








