Ukraina wspiera żołnierzy, finansując zamrażanie nasienia, aby zabezpieczyć przyszłe pokolenia

- Autor, Sarah Rainsford
- Stanowisko, Korespondentka ds. Europy Południowej i Wschodniej
- Relacja z, Kijów
- Czas czytania: 7 min
Maksym nie ma oporów, by mówić o swoim nasieniu. Właściwie chciałby, aby więcej żołnierzy ukraińskiej armii myślało o swojej płodności — albo przynajmniej o niej rozmawiało.
„Nasi mężczyźni giną. Ukraińska pula genetyczna ginie. Tu chodzi o przetrwanie naszego narodu" — mówi mi przez telefon z pozycji gdzieś w pobliżu wschodniej linii frontu.
35‑latek służy w Gwardii Narodowej Ukrainy. Kiedy ostatnio wrócił na przepustkę, żona namówiła go, by odwiedził klinikę w Kijowie i oddał próbkę nasienia. Próbka została zamrożona bezpłatnie, w ramach programu wspierającego żołnierzy na froncie.
Jeśli Maksym zginie, jego żona będzie mogła ją wykorzystać, by spróbować mieć dziecko, o którym oboje marzyli. Mężczyzna podkreśla, że zamrożone nasienie może odegrać kluczową rolę w tym, czy kiedyś będzie mógł założyć rodzinę.
„Nieważne, czy jesteś bezpośrednio na 'zerowej linii' frontu, czy 30, a nawet 80 kilometrów dalej — nie ma gwarancji bezpieczeństwa," wyjaśnia, dodając, że rosyjskie drony krążące nad głowami są stałym zagrożeniem.
„A to oznacza stres, który wpływa na organizm: spada zdolność rozrodcza. Musimy więc myśleć o przyszłości — o przyszłości naszej ukraińskiej wspólnoty narodowej."
Krioprezerwacja
Prywatne kliniki leczenia niepłodności zaczęły oferować krioprezerwację żołnierzom i żołnierkom w 2022 r., na początku pełnoskalowej inwazji Rosji.
Dzięki temu mogli bezpłatnie zamrozić swoje nasienie lub komórki jajowe na wypadek, gdyby odnieśli obrażenia albo gdyby wojna wpłynęła na ich płodność.
Rok później parlament uregulował tę praktykę i zapewnił jej finansowanie z budżetu państwa.
„Nasi żołnierze bronią naszej przyszłości, ale mogą stracić swoją własną, dlatego chcieliśmy dać im tę szansę," mówi posłanka Oksana Dmitrieva, opisując ustawę, nad którą pracowała.
„To po to, by ich wesprzeć — żeby mogli później skorzystać ze swojego nasienia."

Pierwsza wersja ustawy wywołała falę krytyki, bo nakazywała niszczenie próbek po śmierci dawcy. Wyszło to na jaw, gdy wdowa po poległym żołnierzu próbowała wykorzystać zamrożone nasienie męża — i odmówiono jej takiej możliwości.
Prawo zostało od tego czasu znowelizowane: próbki wszystkich żołnierzy są obecnie przechowywane bezpłatnie przez 3 lata po ich śmierci i mogą zostać wykorzystane przez partnerkę, jeśli mężczyzna wcześniej wyraził na to pisemną zgodę.
Program ma także na celu odpowiedzieć na kryzys demograficzny, który istniał już przed inwazją Rosji, ale dramatycznie pogłębił się przez ogromną liczbę poległych mężczyzn, z których wielu to najmłodsi i najzdrowsi Ukraińcy.
Do tego dochodzą miliony uchodźców, głównie kobiet. Po czterech latach wiele z nich nadal przebywa za granicą, bo życie na Ukrainie nie staje się łatwiejsze.
Tym mocniej uderza to, gdy spotykam posłankę w hotelowym lobby — rozmawiamy w płaszczach, bo zimą nieustanne rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną sprawiły, że tysiące budynków w Kijowie są wychłodzone.
„Myślimy też o przyszłości i o wszystkich młodych, których straciliśmy. Musimy ich zastąpić", mówi Dmitrieva. „To mały krok, który ma poprawić sytuację demograficzną".
Podczas swoich wizyt na froncie posłanka zachęca żołnierzy, by rozmawiali o swoim życiu seksualnym i problemach z płodnością, a także żeby rozważyli zamrożenie nasienia.
„Na początku bardzo się wstydzą, ale rozmawiamy. Proszę, żeby przekazali to innym i wtedy przychodzą i to robią", opowiada.
„Jeśli mają taką szansę, to dlaczego nie? To nie boli!"

Program zamrażania nasienia
Państwowe Centrum Medycyny Rozrodu w Kijowie zaczęło przyjmować żołnierzy do „programu zamrażania nasienia" w styczniu.
Na razie zapisało się zaledwie kilkanaście osób, ale klinika jest przekonana, że zmieni się to, kiedy informacja zacznie się rozchodzić.
„Spodziewamy się dużego zainteresowania. Mamy wielkie nadzieje", mówi dyrektorka Oksana Holikova, prowadząc mnie do laboratorium, gdzie „materiał biologiczny" jest pobierany, przygotowywany, a następnie przechowywany.
Ogromne pojemniki otwierają się z chmurą pary przypominającej suchy lód, odsłaniając długie, cienkie probówki zawieszone w środku, pełne nasienia.
Nasza trasa przez ciche korytarze ujawnia ukryte skutki tej wojny: tylko jedno niemowlę gaworzące w kołysce i jedna rodząca kobieta. Liczba pacjentek w ciąży spadła o połowę od początku pełnoskalowej inwazji.
„Kiedy kobiety są zestresowane, mogą mieć problemy z cyklem. To wszystko jest ze sobą powiązane", mówi Holikova. „Około 60% moich pacjentek jest na lekach przeciwdepresyjnych, w tym osoby z atakami paniki wywołanymi rakietami i dronami."
Inne cierpią na to, co nazywa „syndromem odroczonego życia": wstrzymują ważne życiowe decyzje, w tym te dotyczące posiadania dzieci.
„Kobiety boją się zajść w ciążę, jeśli mają potem uciekać do schronów przeciwbombowych", dodaje.

Wyrok sądu
Ukraina potrzebuje dziś każdego nowo narodzonego dziecka.
Ale przepisy mające wspierać rodziny wojskowych nie zawsze działają tak, jak powinny.
Katerina Malyshko i jej mąż, Witalij, od pewnego czasu starali się o dziecko. Katerina uważa, że problemy z naturalnym zajściem w ciążę były spowodowane — lub przynajmniej nasilone — przez wojnę: „Ten cały stres i nieprzespane noce", mówi.„Każda noc to jak loteria: nie wiesz, czy się obudzisz".
W tym roku młode małżeństwo świętowałoby czwartą rocznicę ślubu, być może już z dzieckiem. Zeszłej zimy w klinice leczenia niepłodności mieli trzy zdolne do implantacji zarodki, a Katerina miała zostać poddana transferowi.
Jednak wtedy Witalij zginął.
„To było bezpośrednie trafienie kierowaną bombą, nie miał żadnych szans", tłumaczy.
Katerina szczerze mówi o tym, jak trudno jest jej dalej żyć bez męża. Jej ból nasilił się, gdy klinika poinformowała ją, że nie ma prawa kontynuować leczenia z wykorzystaniem zamrożonych zarodków ani nasienia Witalija.
„Mogli je przechowywać", mówi. „Ale nie mogłam go użyć."
Posłanka Oksana Dmitrieva interweniowała bezpośrednio w niektórych klinikach, aby zapewnić rodzinom żołnierzy dostęp do leczenia. Przyznaje jednak, że nowe prawo wciąż wymaga „dopracowania".
Głosowanie nad kilkoma poprawkami ma się odbyć wiosną.
Tymczasem Katerina — zrozpaczona i pod ogromną presją emocjonalną — musiała zwrócić się do sądu. Dopiero po sześciu wyczerpujących miesiącach sędzia wydał decyzję na jej korzyść.
„Przeczytałam orzeczenie i po prostu siedziałam i płakałam. Bo to była nasza rodzina. Zbyt długo na to czekaliśmy i przeszliśmy zbyt wiele", wspomina Katerina.
„Czułam radość i żal jednocześnie — bo musiałam walczyć o swoje prawa. Ale chciałam to zrobić, żeby uhonorować mojego męża."

Źródło zdjęcia, Instagram/Katerina Malyshko
Katerina nie jest jeszcze gotowa, by starać się o dziecko.
Nie ma też nadziei, że wojna szybko się skończy, co pozwoliłoby jej urodzić w kraju, w którym panuje pokój.
„Jeśli teraz ustąpimy, to po co tyle ludzi zginęło?", to jej reakcja na sugestię, że Ukraina mogłaby oddać część terytorium, za które zginął Witalij, by Rosja zakończyła inwazję.
Katerina chce jednak mieć możliwość urodzenia dziecka swojego męża, kiedy będzie na to gotowa.
„Uważam, że dzieci naszych poległych żołnierzy powinny mieć szansę żyć. Mają prawo żyć w kraju, za który zginęli ich rodzice."
Na pierwszej linii frontu, w ciągłym zagrożeniu, Maksym zgadza się z nią w pełni.
„Dlatego to zrobiłem — i to jest świetne", mówi mi przez telefon żołnierz. „Bo może jutro nagle mnie nie będzie. Ale moja żona będzie miała moje nasienie i będzie mogła je wykorzystać. To jedna rzecz mniej, o którą muszę się martwić."
Największym problemem, jaki zauważa Maksym, jest przekonanie mężczyzn, by zapisali się do programu.
Dyrektorka kijowskiej kliniki, Oksana Horlikova, wspomina rozmowę z jednym z weteranów, który powiedział jej, że żołnierze przychodzą do niego zapłakani, bo mają problemy ze współżyciem z partnerkami lub z poczęciem dziecka.
„Mężczyźni są skryci, ale jest mnóstwo problemów psychologicznych", przyznaje Maksym.
Dlatego sugeruje, że żołnierzom można by proponować zamrożenie nasienia już przy poborze, tak jak pozostawia się próbki DNA do identyfikacji na wypadek śmierci.
„Jedyne, co powstrzymuje ludzi, to to, że musimy o tym więcej mówić i tłumaczyć, dlaczego to jest ważne", podsumowuje żołnierz.
„Bo my, mężczyźni, nie zrobimy niczego, dopóki dosłownie nam się tego nie pokaże — i do tego nie zmusi."
Dodatkowy reportaż: Tetiana Dankevych
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Nicole Frydrych












