Pasmo skandali i luksusowe torebki: Kim jest była pierwsza dama Korei Południowej?

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Gavin Butler
- Autor, Hyojung Kim
- Stanowisko, BBC World Service
- Czas czytania: 4 min
Dwie torebki Chanel, salon BMW i kontrowersyjny kościół znalazły się w centrum procesu przeciwko byłej pierwszej damie Korei Południowej, Kim Keon Hee.
Żonę zdyskredytowanego byłego prezydenta, Yoon Suk Yeola, aresztowano w sierpniu pod szeregiem zarzutów, m.in. przekupstwa, manipulacji giełdowych i ingerencji w wybory. Kim nie przyznaje się do winy.
Prokuratura oskarżyła 52-letnią Kim o udział w manipulacji ceną akcji Deutsch Motors, dealera BMW w Korei Południowej, w okresie od października 2010 r. do grudnia 2012 r. Miała się na nim wzbogacić o ponad 800 mln wonów (ok. 1,95 mln zł).
Kim oskarżono też o przyjmowanie łapówek w postaci luksusowych torebek, diamentowego naszyjnika i innych przedmiotów o wartości do 80 milionów wonów (ok. 195 tys. zł) od kontrowersyjnego Kościoła Zjednoczenia, w zamian za przysługi biznesowe.
Usłyszała również zarzut naruszenia ustawy o funduszach politycznych przez otrzymanie nieodpłatnych sondaży opinii publicznej od pośrednika politycznego Myung Tae-kyuna przed wyborami prezydenckimi w 2022 r. Wartość sondaży oszacowano na 270 milionów wonów (około 660 tys. złotych).
W środę sąd uznał Kim za winną brania łapówek od urzędników Kościoła Zjednoczenia i skazał ją na 20 miesięcy więzienia.
Byłą pierwszą damę oczyszczono jednak z zarzutów udziału w oszustwie giełdowym i naruszenia przepisów dotyczących finansowania kampanii. Przeciw Kim wszczęto oprócz tego jeszcze dwie sprawy, których sąd do tej pory nie rozpatrzył.
Niespełna dwa tygodnie temu jej mąż został skazany na pięć lat więzienia za nieudany zamach stanu poprzez próbę wprowadzenia stanu wojennego, który pogrążył kraj w chaosie pod koniec 2024 r.
Korea Południowa już wcześniej stawiała w stan oskarżenia i więziła byłych prezydentów. Jednak po raz pierwszy zarówno były prezydent, jak i była pierwsza dama trafili do więzienia.
Jednak sama Kim wielokrotnie budziła kontrowersje.
Wątpliwe kwalifikacje
Zanim została pierwszą damą, Kim Keon Hee - urodzona jako Kim Myeong-sin - była przedsiębiorczynią i miłośniczką sztuki.
W 1999 r. ukończyła edukację artystyczną na Sookmyung Women's University, jednak później wielokrotnie oskarżano ją o plagiat. W 2025 r. jej dyplom unieważniono po tym, jak komisja etyczna uczelni doszukała się nieprawidłowości w jej pracy magisterskiej.
Kim nigdy nie skomentowała tych zarzutów publicznie.
Była pierwsza dama jest wciąż dyrektorką generalną i prezeską firmy wystawienniczej Covana Contents, którą założyła w 2009 r. Dziesięć lat później południowokoreańskie media doniosły, że miała unikać podatków i przyjmować łapówki w zamian za organizację wystaw.
Choć w 2023 r. została oczyszczona z tych zarzutów, sprawę bada dziś ponownie specjalny prokurator.
Następnie - przed wyborami prezydenckimi w 2022 r., w których zwyciężył jej mąż - pojawiły się zarzuty, że wnioski składane przez Kim do uniwersytetów i firm wspominały o fikcyjnych kwalifikacjach i nagrodach. Doniesienia wywołały skandal wokół potencjalnych przekłamań w życiorysie.
Niektórzy członkowie opozycji starali się wykorzystać zarzuty jako broń polityczną przeciw Yoonowi. W odpowiedzi przyszła pierwsza dama publicznie przeprosiła za to, co określiła jako ,,przesadzone" stwierdzenia w CV.
Obiecała, że jeśli jej mąż zostanie prezydentem, skupi się ,,wyłącznie na mojej roli jako jego żony."
Jednak to jej zachowanie w roli pierwszej damy wywołało niektóre z najostrzejszych zarzutów.
Skandal wokół torebek
Pod koniec 2023 r. pojawiło się nagranie z ukrytej kamery pokazujące, jak Kim otrzymuje luksusową torebkę w biurze w Seulu we wrześniu 2022 r.
Według doniesień materiał został potajemnie sfilmowany przez pastora Choi Jae-younga kamerą wbudowaną w zegarek. Jego publikacja sprawiła, że opinia publiczna zaczęła dokładniej przyglądać się zarówno Kim, jak i Yoonowi.
Nagranie wydaje się pokazywać Choi idącego do sklepu, by kupić szaro-niebieską torbę z cielęcej skóry, i paragon z ceną 3 mln wonów (ok. 7320 zł). Następnie Choi odwiedza biuro Covana Contents, firmy należącej do pierwszej damy, i słyszy od Kim: ,,Dlaczego ciągle przynosisz mi takie rzeczy?".
Prawo w Korei Południowej zabrania urzędnikom publicznym i ich małżonkom przyjmowania prezentów o wartości przekraczającej jednorazowo 1 mln wonów (ok. 2440 zł), lub o łącznej wartości przekraczającej 3 mln wonów (7320 zł) w ciągu roku podatkowego.
Wideo nie pokazuje wyraźnie, momentu otrzymania prezentu przez Kim. Jednak dziennik The Korea Herald donosił wówczas, że biuro prezydenckie potwierdziło otrzymanie torby i stwierdziło, że jest ona ,,zarządzana i przechowywana jako własność rządowa."

Źródło zdjęcia, Getty Images
Kancelaria prezydencka nie skomentowała doniesień od razu, co jeszcze bardziej podsyciło kontrowersje. Grupy obywatelskie wniosły skargi do prokuratury, powołując się na potencjalne naruszenia ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Incydent legł u podstaw jednego z 16 zarzutów badanych przez specjalny zespół prawny. 12 z nich przekazano policji w celu dalszego dochodzenia.
Środowy werdykt skupiał się jednak na innych łapówkach, jakie Kim miała przyjąć od Kościoła Zjednoczenia, a także zarzutach udziału w oszustwie giełdowym i ingerencji w wybory.
Kim zaprzeczyła zarzutom. Choć przyznała się do otrzymania torebek Chanel, stwierdziła, że zwróciła je potem nieużywane.
W grudniu prokuratura zażądała dla Kim kary 15 lat więzienia i grzywny w wysokości 2 miliardów wonów (około 4,88 mln złotych). Według prokuratorów była pierwsza dama ,,stawała ponad prawem" i weszła w zmowę z Kościołem Zjednoczenia, by podważyć ,,konstytucyjny rozdział religii od państwa."
Upadek
Pasmo skandali wokół Kim położyło się cieniem na prezydenturze jej męża. Jednak Yoon sam przypieczętował swój los, stając się jednym z najbardziej zdyskredytowanych byłych liderów Korei Południowej.
16 stycznia uznano go za winnego nadużycia władzy, fałszowania dokumentów i utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości w związku z nieudaną próbą wprowadzenia stanu wojennego w 2024 r. Usłyszał wyrok pięciu lat więzienia.
Był to pierwszy z wyroków w czterech sprawach związanych z szokującym dekretem Yoona o wprowadzeniu stanu wojennego.
Choć dekret nie obowiązywał długo, wywołał chaos w całym kraju. Koreańczycy wyszli na protesty, a posłowie pospieszyli do Zgromadzenia Narodowego, by unieważnić decyzję Yoona.
Działania Yoona ,,pogrążyły kraj w kryzysie politycznym", powiedział sędzia w uzasadnieniu wyroku, zauważając, że były prezydent ,,konsekwentnie nie okazywał skruchy".
Podczas rocznego śledztwa w sprawie dekretu Yoona specjalni prokuratorzy zaczęli badać wiele z zarzutów wobec jego żony.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska








