Dwie Koree toczą podziemną wojnę - Kim Dzong Un w tej chwili wygląda na zwycięzcę

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
- Autor, Jean Mackenzie
- Stanowisko, BBC News
- Czas czytania: 7 min
Granica między Koreą Północną i Południową jest pokryta gęstym ogrodzeniem z drutu kolczastego i setkami posterunków strażniczych. Wśród nich znajduje się jednak coś jeszcze bardziej niezwykłego: gigantyczne, zielone głośniki w kamuflażu.
Pewnego popołudnia, gdy stałam patrząc na Koreę Północną, jeden z głośników zaczął grać południowokoreańskie piosenki pop przeplatane wywrotowymi przekazami. "Podróże za granicę dodają nam energii", rozległ się kobiecy głos po drugiej stronie granicy - oczywista zniewaga biorąc pod uwagę, że obywatelom Korei Północnej nie wolno opuszczać kraju.
Ze strony Korei Północnej dochodziła ledwo słyszalna wojskowa muzyka propagandowa, którą reżim próbował zagłuszyć podburzające audycje z południa.
Technicznie rzecz biorąc, Korea Północna i Południowa wciąż znajdują się w stanie wojny. Choć minęły lata odkąd jedna strona ostrzeliwała drugą, obie nadal walczą na bardziej subtelnym froncie, jakim jest wojna informacyjna.
Południe próbuje przekazywać informacje na Północ, a przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un usiłuje je blokować, próbując izolować swój naród przed informacjami z zewnątrz.
Korea Północna jest jedynym krajem na świecie, którego nie spenetrował internet. Wszystkie kanały telewizyjne, stacje radiowe i gazety są kontrolowane przez państwo.
"Powodem tej kontroli jest to, że dużo historii o rodzinie Kimów jest zmyślonych. Wiele z tego, co mówią ludziom, to kłamstwa", mówi Martyn Williams, starszy pracownik naukowy waszyngtońskiego Stimson Center, ekspert w dziedzinie północnokoreańskiej technologii i informacji.

Źródło zdjęcia, Steven Ferdman/Getty Images for ESB
W Korei Południowej panuje przekonanie, że wyeksponowanie tych kłamstw wystarczającej liczbie osób może doprowadzić do upadku reżimu.
Głośniki są jednym z narzędzi wykorzystywanych przez południowokoreański rząd, ale za kulisami rozkwitł bardziej wyrafinowany ruch podziemny.
Niewielka liczba nadawców i organizacji pozarządowych transmituje informacje do Korei Północnej w środku nocy na krótkich i średnich falach radiowych, pozwalając mieszkańcom słuchać ich potajemnie.
Tysiące pendrive'ów i kart pamięci SD z informacjami z zewnątrz jest również przemycanych przez granicę każdego miesiąca. Wśród nich są południowokoreańskie filmy, dramaty telewizyjne, piosenki pop oraz wiadomości, wszystkie zaprojektowane w celu podważenia północnokoreańskiej propagandy.
Jednak osoby pracujące w tej dziedzinie obawiają się, że Korea Północna zyskuje nad nimi przewagę.
Kim nie tylko surowo karze tych, którzy są przyłapani na posiadaniu zagranicznych treści, ale sama przyszłość tej działalności może być obecnie zagrożona. Ponieważ działalność ta w dużej mierze finansowana jest przez rząd Stanów Zjednoczonych, została ona dotknięta niedawnymi cięciami w pomocy zagranicznej wprowadzonymi przez prezydenta Donalda Trumpa.
Gdzie obecnie stoją obie strony w tej długotrwałej wojnie informacyjnej?
Przemycając seriale i muzykę pop
Każdego miesiąca zespół Unification Media Group (UMG), południowokoreańskiej organizacji pozarządowej, przegląda najnowsze wiadomości i oferty rozrywkowe oraz tworzy listy piosenek, które mają rezonować z obywatelami Północy.
Materiały te są następnie wgrywane na urządzenia, które są podzielone na kategorie w zależności od tego jak ryzykowne jest ich oglądanie.
Na pendrivie o niskim ryzyku znajdują się południowokoreańskie dramaty telewizyjne i piosenki pop. Ostatnio zawierały one serial romantyczny Netflix'a "Dobra robota" oraz przebój popularnej południowokoreańskiej piosenkarki i raperki Jennie.
Opcje wysokiego ryzyka obejmują to, co zespół nazywa "programami edukacyjnymi" - informacje mające na celu edukację o demokracji i prawach człowieka, czyli treści, których Kim Dzong Un prawdopodobnie obawia się najbardziej.
Przenośniki i dyski są następnie wysyłane na chińską granicę, gdzie zaufani partnerzy UMG przewożą je przez rzekę do Korei Północnej, narażając się na ogromne ryzyko.
Południowokoreańskie dramaty telewizyjne czy seriale mogą wydawać się niewinne, ale ujawniają one wiele na temat zwykłego życia w tym kraju - ludzi mieszkających w apartamentowcach, jeżdżących szybkimi samochodami i jedzących w ekskluzywnych restauracjach. Pokazuje to zarówno wolny kraj, jak i fakt, że Korea Północna jest wiele lat w tyle.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Podważa to jedną z największych fabrykacji Kim Dzong Una: że mieszkańcy Południa są biedni i marnie żyją w opresji.
"Niektórzy [ludzie] mówią nam, że płakali podczas oglądania tych seriali i że sprawiły one, że po raz pierwszy pomyśleli o swoich własnych marzeniach", mówi Lee Kwang-baek, dyrektor UMG.
Trudno jest dokładnie określić, ile osób ma dostęp do pendrive'ów, ale zeznania niedawnych uciekinierów sugerują, że informacje rozprzestrzeniają się i mają wpływ na społeczeństwo.
"Większość niedawnych północnokoreańskich uciekinierów i uchodźców twierdzi, że to właśnie zagraniczne treści zmotywowały ich do zaryzykowania życia i ucieczki", mówi Sokeel Park, którego organizacja Liberty in North Korea zajmuje się dystrybucją tych treści.
W Korei Północnej nie ma opozycji politycznej ani znanych dysydentów, a gromadzenie się w celu protestowania jest zbyt niebezpieczne. Park ma jednak nadzieję, że niektórzy zostaną zainspirowani do przeprowadzenia indywidualnych aktów oporu.
Ucieczka z Korei Północnej
Dwudziestoczteroletnia Kang Gyuri dorastała w Korei Północnej, gdzie prowadziła firmę rybacką. Pod koniec 2023 r. uciekła do Korei Południowej łodzią.
Oglądanie zagranicznych programów telewizyjnych częściowo zainspirowało ją do wyjazdu. "Czułam się bardzo przytłoczona i nagle zapragnęłam wyjechać."
Kiedy spotkałyśmy się w parku w ciepłe, słoneczne popołudnie w Seulu, wspominała, że jako dziecko słuchała audycji radiowych z mamą. Swój pierwszy serial koreański zdobyła jako dziesięciolatka. Wiele lat później dowiedziała się, że pendrive'y i karty SD były przemycane do kraju w pudełkach z owocami.
Im więcej oglądała, tym bardziej zdawała sobie sprawę, że rząd ją okłamuje. "Kiedyś myślałam, że to normalne, że państwo tak bardzo nas ogranicza. Myślałam, że inne kraje żyją z taką samą kontrolą", wyjaśnia. "Ale potem zdałam sobie sprawę, że tak jest tylko w Korei Północnej."
Prawie wszyscy, których znała, oglądali południowokoreańskie programy telewizyjne i filmy. Wraz z przyjaciółmi wymieniali się swoimi pendrive'ami.
"Rozmawialiśmy o popularnych serialach i aktorach, a także o idolach K-popu, których uważaliśmy za przystojnych, jak na przykład członkowie zespołu BTS."
"Rozmawialiśmy też o tym, że gospodarka Korei Południowej jest bardzo rozwinięta. Nie mogliśmy otwarcie krytykować północnokoreańskiego reżimu."
Dodaje, że programy wpłynęły również na sposób, w jaki ona i jej przyjaciele rozmawiali i ubierali się. "Młodzież w Korei Północnej szybko się zmieniła."
Kary i oddziały represjonowania młodzieży
Kim Dzong Un, aż nazbyt świadomy zagrożenia dla swojego reżimu, zaczyna z tym walczyć.
Podczas pandemii zbudował nowe ogrodzenia elektryczne wzdłuż granicy z Chinami, jeszcze bardziej utrudniając przemyt informacji. Nowe przepisy wprowadzone od 2020 r. zaostrzyły kary dla osób przyłapanych na konsumpcji i udostępnianiu zagranicznych mediów. Jeden z przepisów głosi, że osoby rozpowszechniające zagraniczne treści mogą zostać uwięzione lub stracone.
Miało to efekt mrożący. "Kiedyś media można było kupić na rynkach, ludzie otwarcie je sprzedawali a teraz można je dostać tylko od zaufanych osób," mówi Lee.
Po rozpoczęciu represji Kang i jej przyjaciele stali się bardziej ostrożni. "Nie rozmawiamy już ze sobą na ten temat, chyba że jesteśmy naprawdę blisko, a nawet wtedy jesteśmy znacznie bardziej skryci", przyznaje.
Mówi, że jest świadoma tego, że więcej młodych ludzi zostało straconych za posiadanie południowokoreańskich treści.
Ostatnio Kim Dzong Un zaostrzył też kary za oglądanie seriali południowokoreańskich. W 2023 r. za przestępstwo zostało uznane używanie południowokoreańskich zwrotów czy mówienie z południowokoreańskim akcentem.

Członkowie "oddziałów represjonowania młodzieży" patrolują ulice, a ich zadaniem jest monitorowanie zachowania młodych ludzi. Kang wspomina, że przed ucieczką była częściej zatrzymywana oraz upominana za ubieranie się i układanie włosów jak Koreanka z Południa.
Oddziały konfiskowały jej telefon i czytały jej wiadomości, aby upewnić się, że nie użyła żadnych południowokoreańskich zwrotów.
Pod koniec 2024 r. północnokoreański telefon komórkowy został przemycony z kraju przez Daily NK, serwis informacyjny UMG z siedzibą w Seulu.
Telefon został tak zaprogramowany, żeby po wprowadzeniu południowokoreańskiego wariantu słowa znikało ono automatycznie, zastępowane północnokoreańskim odpowiednikiem - posunięcie orwellowskie.
"Smartfony są teraz nieodłącznym elementem północnokoreańskich prób indoktrynacji ludzi", mówi Williams.
Uważa on, że w wyniku tych represji Korea Północna "zaczyna zdobywać przewagę" w wojnie informacyjnej.
Cięcia budżetu i efekt Trumpa
Po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu na początku tego roku, wiele organizacji pomocowych straciło finansowanie, w tym także te, które zajmują się informowaniem obywateli Korei Północnej. Trump zawiesił również finansowanie dwóch federalnych serwisów informacyjnych – Radia Wolna Azja oraz Głosu Ameryki (VOA) – które prowadziły nocne transmisje dla Korei Północnej.
Trump oskarżył VOA o bycie "radykalną" i "anty-Trumpową" stacją. Według oświadczenia Białego Domu, decyzja ta ma na celu "zapewnienie, że podatnicy nie będą dłużej finansować radykalnej propagandy."
"Była to jedna z nielicznych dróg dostępu do świata zewnętrznego dla mieszkańców Korei Północnej i została ona przerwana nagle, bez żadnego wyjaśnienia", mówi Steve Herman, były szef biura VOA w Seulu
UMG wciąż czeka na informację czy ich finansowanie zostanie trwale odcięte.
Sokeel Park z organizacji pozarządowej Liberty in North Korea twierdzi, że Trump "przypadkowo" podał Kim Dzong Unowi pomocną dłoń i nazywa ten ruch "krótkowzrocznym".
Argumentuje on, że Korea Północna, z jej rosnącą kolekcją broni nuklearnej, stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa - a biorąc pod uwagę, że sankcje, dyplomacja i presja wojskowa nie przekonały Kima do denuklearyzacji, informacja to najlepsza broń, jaka pozostała.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
"Nie tylko próbujemy powstrzymać zagrożenie ze strony Korei Północnej, próbujemy je rozwiązać," mówi Park. "Aby to zrobić, trzeba zmienić charakter tego kraju."
"Gdybym był amerykańskim generałem, powiedziałbym: 'ile kosztują te rzeczy, bo w sumie to całkiem dobre wykorzystanie naszych zasobów'".
Pozostaje więc pytanie, kto powinien finansować te działania. Niektórzy zastanawiają się, dlaczego prawie w całości przypadło to Stanom Zjednoczonym.
Jednym z rozwiązań mogłoby być pokrycie rachunku przez Koreę Południową - ale kwestia Korei Północnej jest tutaj mocno upolityczniona.
Liberalna partia opozycyjna stara się poprawić stosunki z Pjongjangiem, co oznacza, że finansowanie wojny informacyjnej nie wchodzi w grę.
Nowo wybrany prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung powiedział przed wyborami, że jeśli zwycięży wyłączy głośniki.
Jednak Sokeel Park pozostaje pełen nadziei. "Dobrą rzeczą jest to, że rząd Korei Północnej nie może wejść do głów ludzi i usunąć informacji, które były gromadzone przez lata", podkreśla.
Jest przekonany, że wraz z postępem technologicznym dostęp do informacji i ich rozpowszechnianie będzie coraz łatwiejsze. "Wierzę, że z czasem będzie to coś, co zmieni Koreę Północną."
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Magdalena Mis i Nicole Frydrych








