W tej tajnej fabryce rakiet Ukraina rozwija swój przemysł zbrojeniowy

Dwóch mężczyzn buduje nowy pocisk Flamingo, ukraiński pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, przeznaczony do głębokich uderzeń na Rosję, z głowicą bojową o masie ponad tony i zasięgiem do 3000 km

Źródło zdjęcia, Moose Campbell/BBC

Podpis zdjęcia, Rakieta Flamingo to nowy ukraiński pocisk manewrujący dalekiego zasięgu, przeznaczony do głębokich uderzeń na Rosję o zasięgu do 3000 km
    • Autor, Jonathan Beale
    • Stanowisko, Korespondent ds. obrony
  • Czas czytania: 5 min

Jedziemy z zawiązanymi oczami do tajnej lokalizacji, w której Ukraina produkuje jedną ze swoich najnowszych broni.

Kazano nam wyłączyć telefony – tak wielka jest tajemnica dotycząca produkcji ukraińskiego pocisku manewrującego Flamingo.

Dla Ukrainy rozproszenie i ukrycie produkcji tego typu broni jest kluczem do przetrwania. Dwie fabryki należące do firmy, która ją produkuje - Fire Point - zostały już trafione.

Wewnątrz tej, którą odwiedzamy, powiedziano nam, aby nie filmować żadnych elementów takich jak filary, okna czy sufity. Poproszono nas również o nie pokazywanie twarzy pracowników na linii montażowej, na której znajdują się rakiety Flamingo na różnych etapach ukończenia.

Nawet będąc pod ostrzałem, Ukraina rozwija swój przemysł zbrojeniowy. Prezydent Wołodymyr Zełenski twierdzi, że kraj produkuje obecnie ponad 50% broni używanej na linii frontu. Prawie cały zapas broni dalekiego zasięgu pochodzi z produkcji krajowej.

Na początku wojny Ukraina polegała głównie na swoim starym arsenale z czasów radzieckich. Zachodnie wsparcie wojskowe pomogło zmodernizować siły zbrojne kraju i obecnie jest on światowym liderem w opracowywaniu systemów bezzałogowych - takich jak roboty i drony.

Teraz, krajowo produkowane pociski manewrujące zwiększają zdolności Ukrainy do rażenia odległych celów.

Niekompletna rakieta Flamingo stoi w fabryce w Kijowie – długi, czarny korpus z silnikiem na górze

Źródło zdjęcia, Moose Campbell/BBC

Podpis zdjęcia, Ukraina buduje rakiety w tajnych fabrykach – ekipa BBC miała zawiązane oczy, zanim tam pojechała

Iryna Terekh jest dyrektorką techniczną Fire Point - jednego z największych ukraińskich producentów dronów i rakiet, którego łacińskie motto brzmi "jeśli nie my, to kto".

33-latka kiedyś studiowała architekturę, ale teraz stara się pomóc w rozmontowaniu rosyjskiej machiny wojennej.

Przed gigantyczną rakietą Flamingo wycina drobną postać, która, jak mi powiedziała, jest pomalowana na czarno, a nie na różowo (w przeciwieństwie do wczesnych prototypów), "ponieważ zjada rosyjską ropę".

Produkt końcowy wygląda podobnie do niemieckiej rakiety V1 z czasów II wojny światowej. Składa się z dużego silnika odrzutowego umieszczonego na rurze o długości autobusu.

Rakiety były już używane na polu bitwy, choć firma nie chce potwierdzić specyficznych celów.

Irena Terekh z Fire Point z kremowym tłem, długimi czarnymi włosami i szarym swetrem

Źródło zdjęcia, Moose Campbell/BBC

Podpis zdjęcia, Irena Terekh z Fire Point twierdzi, że rakieta Flamingo jest czarna, bo „zjada rosyjską ropę"

Flamingo jest rodzajem broni dalekiego zasięgu, którą zachodnie kraje dostarczają niechętnie.

Pocisk manewrujący ma mieć zasięg 3000 km. Jest on podobny do amerykańskiego Tomahawka - bardziej wyrafinowanej i droższej broni, której prezydent USA Donald Trump odmówił Ukrainie.

Jednak dalekosiężne ataki są postrzegane jako krytyczna część wojny, do której Ukraina używa głównie dronów dalekiego zasięgu. Na linii frontu, która rozciąga się na ponad tysiąc kilometrów, Ukraina wciąż traci teren na rzecz Rosji. Dlatego Ukraina coraz częściej stara się atakować rosyjską gospodarkę wojenną, aby spowolnić postęp rosyjskiej armii.

Szef ukraińskich sił zbrojnych, generał Ołeksandr Syrskij, powiedział, że w tym roku ukraińskie ataki dalekiego zasięgu kosztowały już rosyjską gospodarkę ponad 21,5 mld dolarów (77 mld zł).

Na ścianie szafki w tajnej ukraińskiej fabryce rakiet namalowano flaminga

Źródło zdjęcia, Moose Campbell/BBC

Podpis zdjęcia, Nazwa Flamingo nawiązuje do wczesnych prototypów pocisków, które były pomalowane na różowo

Rusłan, oficer ukraińskich Sił Operacji Specjalnych, mówi, że strategia jest prosta: "Zmniejszyć zdolności wojskowe wroga i jego potencjał gospodarczy".

Mówi, że ukraińskie Siły Operacji Specjalnych przeprowadziły setki ataków na rafinerie ropy naftowej, fabryki broni i składy amunicji - głęboko na terytorium wroga.

Oczywiście Rosja robi to samo, ale na większą skalę. Średnio wystrzeliwała około 200 dronów Shahed dziennie; odpowiedź Ukrainy była o połowę mniejsza.

Rosja nie ogranicza też swoich ataków do celów wojskowych. Ataki rakiet dalekiego zasięgu i dronów doprowadziły do masowych przerw w dostawach prądu w całym kraju, utrudniając życie milionom cywilów. "Chciałbym wystrzelić tyle dronów, co Rosja," mówi Ruslan. "Ale bardzo szybko się rozwijamy".

Terekh z Fire Point mówi, że Ukraina może nie być w stanie dorównać Rosji pod względem zasobów, ale, jak mówi, "staramy się walczyć mózgiem i taktyką".

Denys Shtilerman, główny projektant i współzałożyciel firmy, przyznaje, że nie ma "Wunderwaffe" - czyli cudownej broni.

"Najważniejsza jest nasza wola zwycięstwa," mówi.

Rusłan, Special Operations Forces with a hat and snood hiding his face and identity in a dark room wearing a black fleece

Źródło zdjęcia, Kevin McGregor/BBC

Podpis zdjęcia, Rusłan z ukraińskich sił specjalnych twierdzi, że szybko zwiększają produkcję broni w kraju

Kiedy zaczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji, Fire Point nawet nie istniał. Ale start-up produkuje obecnie 200 dronów dziennie. Jego drony FP1 i FP2, każdy wielkości małego samolotu, przeprowadziły 60% ukraińskich ataków dalekiego zasięgu. Każdy dron kosztuje około 50 000 dolarów (180 tys zł) - jedną trzecią ceny rosyjskiego drona Shahed. Rosja nadal produkuje prawie 3000 takich dronów miesięcznie.

Ukraina nadal potrzebuje pomocy z zewnątrz, nie tylko w zakresie wywiadu, celowania i pieniędzy. Stara się jednak być bardziej samowystarczalna.

Terekh mówi, że podjęto świadomą decyzję o pozyskiwaniu jak największej liczby komponentów z Ukrainy.

"Kierujemy się zasadą, że nikt nie może mieć wpływu na budowaną przez nas broń," mówi. Unikają części z dwóch konkretnych krajów - Chin i Stanów Zjednoczonych.

Zapytana, dlaczego, powiedziała: "Jesteśmy na emocjonalnej kolejce górskiej [z USA]. Jutro ktoś może chcieć ją zamknąć, a my nie będziemy mogli używać własnej broni".

Szary dron, wyglądający jak mały samolot, stoi na drewnianej ramie w niepozornym pomieszczeniu.

Źródło zdjęcia, Matthew Goddard/BBC

Podpis zdjęcia, Fire Point produkuje obecnie 200 dronów dziennie

Do końca ubiegłego roku, pod rządami prezydenta Bidena, Stany Zjednoczone dostarczyły Ukrainie wsparcie wojskowe o wartości prawie 70 mld dolarów (252 mld zł). Wkrótce zostało to wstrzymane przez prezydenta Trumpa - zamiast tego ustanowił on program umożliwiający zakup amerykańskiej broni przez NATO. Stany Zjednoczone nie są już największym sponsorem wojskowym Ukrainy, a Europa ma trudności z wypełnieniem luki pozostawionej przez Amerykę lub dorównaniem jej wcześniejszemu wsparciu.

Obawy o przyszłe wsparcie USA przenoszą się na rozmowy o przyszłych amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa - kluczowej kwestii obecnych rozmów pokojowych. Terekh odrzuca trwające negocjacje jako "rozmowy kapitulacyjne" i mówi, że Ukraina produkująca własną broń "jest jedynym sposobem, aby naprawdę zapewnić gwarancje bezpieczeństwa".

Była studentka architektury ma również nadzieję, że reszta Europy będzie obserwować i wyciągać wnioski.

"Jesteśmy krwawym przykładem", mówi, "jeśli chodzi o przygotowanie do wojny".

Terekh mówi, że chce nimi wstrząsnąć, by skłonić ich do działania, i uważa, że gdyby jakikolwiek inny kraj stanął wobec takiego naporu jak Ukraina, "to już dawno zostałby podbity".

Additional reporting by Volodymyr Lozhko and Kyla Herrmannsen.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis