Siedem krajów, jeden zwycięzca: Najlepszy jarmark bożonarodzeniowy w Europie

Artystka w kostiumie zabawia odwiedzających podczas otwarcia jarmarku bożonarodzeniowego na rynku w Gliwicach, 28 listopada 2025 roku.

Źródło zdjęcia, NurPhoto

Podpis zdjęcia, Artystka w kostiumie zabawia odwiedzających podczas otwarcia jarmarku bożonarodzeniowego na rynku w Gliwicach, 28 listopada 2025 roku.
    • Autor, Catherine Boucher
    • Stanowisko, BBC Travel
  • Czas czytania: 5 min

Drewniane chatki ozdobione były migoczącymi światełkami, karuzela wirowała z gracją, a aromat grillowanych kiełbasek wciągał nas coraz głębiej w serce rynku. Trwał sezon jarmarków bożonarodzeniowych, a nasza czteroosobowa rodzina była gotowa na świąteczne rozkosze.

Co roku świętujemy Boże Narodzenie w skwarze, zajadając się pieczonym mięsem i puddingiem śliwkowym, z potem na czole i lepkimi plecami. Ponieważ w Australii okres świąteczny przypada w samym środku lata, nie mamy wielkiego wyboru.

Choć taka perspektywa może kusić niektórych, nasza rodzina od dawna marzyła o zimowych świętach. Gdy nasze najstarsze dziecko oficjalnie wkroczyło w dorosłość, uznaliśmy, że to teraz albo nigdy. Spakowaliśmy zimowe ubrania i wsiedliśmy na długi lot z Melbourne do Londynu.

Plan: podróż pociągiem przez siedem krajów i osiem miast, z czasem na odwiedzenie każdego jarmarku po drodze.

W poszukiwaniu feuerzangenbowle

Mężczyzna przygotowuje grzane wino dla odwiedzających na stoisku podczas otwarcia corocznego jarmarku bożonarodzeniowego na Breitscheidplatz w Berlinie, 24 listopada 2025 roku.

Źródło zdjęcia, Getty Images Europe

Podpis zdjęcia, Sprzedawca nalewa grzane wino dla odwiedzających na stoisku podczas otwarcia corocznego jarmarku bożonarodzeniowego na Breitscheidplatz w Berlinie

Podróżowanie to jedzenie. To nasze rodzinne motto, które często decyduje o kierunku wypraw. Boże Narodzenie dawało wyjątkowo smakowitą okazję. Spisaliśmy listy regionalnych potraw, które chcieliśmy spróbować w każdym mieście i nigdy nie mieliśmy dość podążania ich śladem.

Każdy jarmark serwował pyszne sezonowe przekąski. Pałaszowaliśmy kartoffelpuffer (placki ziemniaczane) w Moguncji, zajadaliśmy się klobásą (czeską kiełbasą) z musztardą i chlebem w Pradze, a w Budapeszcie pokochaliśmy langos (smażony placek). Nasze dzieci nie mogły się nasycić owocami w czekoladzie na patyku. To nie był czas na liczenie kalorii.

Oczywiście, do tych wszystkich smakołyków trzeba było czegoś do popicia, a grzane wino było oczywistym wyborem. Odkryliśmy niezliczone wariacje – wiśniowe, jabłkowe, jagodowe – ale to wersja z Norymbergi skradła nasze serca: feuerzangenbowle.

Feuerzangenbowle ma w sobie historię – i rum. Płonące kostki cukru nasączone alkoholem spoczywały nad 9-tysięcznolitorową miską ponczu, powoli skraplając słodką, karmelizowaną dobroć do wina. Picie wydawało się społecznie akceptowalne o każdej porze dnia, więc sumiennie dostosowaliśmy się do tego zwyczaju, znajdując częste wymówki, by zatrzymać się przy nadbrzeżnym stoisku na kolejną szkalnkę.

Poza napełnianiem brzuchów, zachwycały nas widoki i dźwięki, jakich nie ma w domu. Kolędnicy przyciągnęli nas w stronę tysiącletniej katedry w Moguncji, gdzie odkryliśmy szopkę z ręcznie rzeźbionymi, naturalnej wielkości figurami.

Choć czuliśmy się zbyt dojrzale, żeby brać udział w zabawie, wciąż docenialiśmy dźwięki pozytywek z ozdobnych karuzel, mijając dziecięcy jarmark w Norymberdze.

W Budapeszcie i Bratysławie nie brakowało pięknych rękodzieł, a my żałowaliśmy, że nie mamy więcej miejsca w bagażu na delikatne akwarele, biżuterię i ceramikę dumnie prezentowaną przez artystów. Zrobiliśmy jednak pewne ustępstwa i stopniowo budowaliśmy kolekcję ozdób świątecznych, dodając jedną w każdym mieście – pamiątkę, która na zawsze będzie przypominać nam tę przygodę, gdy zawisną na naszej choince w domu.

Choć jarmarki były magiczne, niektóre okazywały się bardziej zatłoczone niż radosne, a stare powiedzenie „nie ma róży bez kolców" przychodziło nam na myśl nie raz.

Jarmark bożonarodzeniowy na Trafalgar Square w Londynie.

Źródło zdjęcia, Future Publishing

Podpis zdjęcia, Jarmark bożonarodzeniowy na Trafalgar Square w Londynie.

W Londynie porzuciliśmy plany zjedzenia kolacji na świątecznych jarmarkach na Leicester Square i w Covent Garden. Ludzie stali ramię w ramię, a wejścia blokował wylewający się tłum.

Przetrwaliśmy już duże tłumy podczas trasy Eras, gdy Taylor Swift występowała na Melbourne Cricket Ground, ale to wcale nie przygotowało nas na londyńskie jarmarki bożonarodzeniowe w sobotni wieczór.

Jet lag nie pomagał w zachowaniu cierpliwości, więc szybko wycofaliśmy się na spokojniejsze ulice.

Podobnie było w Pradze, gdzie na Rynku Staromiejskim zgromadziły się gromady ludzi. Podwójna atrakcja – zegar astronomiczny i ogromny jarmark bożonarodzeniowy – okazała się zbyt przytłaczająca. Ścisk sprawił, że poczuliśmy się klaustrofobicznie, więc uciekliśmy w stronę nieco mniej chaotycznych stoisk w pobliżu Mostu Karola.

Szybko nauczyliśmy się przychodzić wcześniej, wiedząc, jak bardzo jarmarki zapełniają się w miarę upływu wieczoru. Realnie jednak – kto chce jeść kolację o 17:00 podczas wakacji w Europie? Na pewno nie my.

Stosowaliśmy więc taktykę „dziel i rządź" – rozdzielaliśmy się na dwie grupy, by zebrać różne dania z zatłoczonych stoisk. Gdy znów się spotykaliśmy, często trudno było nam znaleźć stolik, więc wiele posiłków spędzaliśmy, balansując talerze i kubki na koszach na śmieci albo stojąc w ulicznych kątach, by uniknąć tłumów.

Zmęczeni walką z tłokiem, marzyliśmy o jarmarkach, gdzie jesteśmy sami.

Europejska perełka – niedoceniona, a wyjątkowa świąteczna stolica

Jarmark bożonarodzeniowy na centralnej ulicy Luksemburga.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Jarmark bożonarodzeniowy na centralnej ulicy Luksemburga.

Skusiła nas ciekawość (i intrygujący pasztet wieprzowy z dodatkiem rieslinga), gdy kilka miesięcy przed wyjazdem dodaliśmy Luksemburg do naszej trasy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. W czasach, gdy nadmierna turystyka trapi większość Europy, ten mały klejnot, wciśnięty między Francję, Belgię i Niemcy, wydawał się najlepiej strzeżonym sekretem.

Wychodząc z głównego dworca kolejowego, od razu zauważyliśmy wolniejsze tempo i brak tłumów. Nasz pokój w City Hotel, zaledwie kilka metrów od stacji, wydawał się wręcz pałacowy w porównaniu z poprzednimi noclegami.

Maleńka stolica wpisana na listę UNESCO odsłaniała przed nami swoje uroki, gdy zwiedzaliśmy ją pieszo.

Przejażdżka darmową panoramiczną windą o wysokości 71 metrów była idealnym sposobem na przemieszczanie się między dwoma poziomami miasta, a szczęki nam opadły, gdy zobaczyliśmy widok głębokich dolin, stromych klifów i wijących się rzek.

Gdy zapadł zmrok, wyruszyliśmy na festiwal Winterlights – zimową krainę czarów rozciągającą się po całym mieście, dokładnie taką, jakiej pragnęliśmy w Europie na Boże Narodzenie.

Ulice tonęły w światłach. Drzewa migoczące lampkami prowadziły nas z hotelu przy Avenue de la Liberté wzdłuż głównej arterii. Przemieszczaliśmy się od jednej podświetlonej rzeźby do kolejnej, aż dotarliśmy do najbliższego jarmarku.

Tam czekały na nas uroczo udekorowane drewniane stoiska: bałwany wyrzeźbione z lokalnych drzew, ozdobione ręcznie robionymi czapkami i szalikami, stały na ladach, a z okapów zwisały gigantyczne pudełka prezentowe. Sprzedawcy uśmiechali się i zapraszali nas bliżej, chętni, by podzielić się swoimi wyrobami i porozmawiać o tym, jak daleko przyjechaliśmy.

Robiliśmy zdjęcia w saniach Świętego Mikołaja, kiwaliśmy głowami w rytm mechanicznego Rudolfa z czerwonym nosem i zadzieraliśmy głowy, by podziwiać niekończące się girlandy świateł nad nami.

Przemieszczaliśmy się między pięcioma lokalizacjami Winterlights darmową siecią tramwajową. Kolejki były krótkie lub nie istniały, a my bez trudu zbieraliśmy smakołyki do podjadania. Było mnóstwo miejsc, gdzie można było przysiąść z lokalnymi specjałami, a choć wciąż pilnowaliśmy swoich rzeczy, nie czuliśmy tej samej ostrożności, co w innych miastach.

Prawdziwa radość? Doświadczyć tego wszystkiego bez przepychania się przez tłumy.

Widok z góry na jarmark bożonarodzeniowy w Bolzano

Źródło zdjęcia, Getty Images Europe

Podpis zdjęcia, Widok z góry na jarmark bożonarodzeniowy w Bolzano

Podziwialiśmy ogromną choinkę miasta, delektując się talerzami kniddelen (luksemburskich klusek z boczkiem i śmietaną), które były bardziej rozpustne niż jakiekolwiek mac and cheese, oraz zajadając się gromperekichelcher (tradycyjnym luksemburskim daniem świątecznym – plackami ziemniaczanymi podawanymi z musem jabłkowym).

Crémant de Luxembourg (lokalne wino musujące) idealnie komponowało się z radosną muzyką i piskiem dzieci na karuzeli z krzesełkami. Pieczone nad otwartym ogniem ogromne pianki i rozmowy ze sprzedawcami dopełniały atmosfery.

Spacerując po jarmarkach, z radością robiliśmy zdjęcia, uświadamiając sobie, że ani razu w kadrze nie znalazł się przypadkowy przechodzień. To było takie proste.

I po raz pierwszy podczas całej podróży naprawdę się zrelaksowaliśmy.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska