Rumunia wciąż bez odpowiedzi po unieważnionych wyborach

Prezydent Rumunii Nicuşor Dan przybył na posiedzenie Rady Europejskiej w Brukseli, gdzie liderzy 27 państw UE omawiali m.in. Ukrainę, obronność, sytuację na Bliskim Wschodzie oraz kwestie gospodarcze i migracyjne (23 października 2025).

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

    • Autor, Ruxandra Iordache
    • Stanowisko, BBC World Service
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 4 min

Rok po wyborze obecnego prezydenta Rumuni wciąż czekają na wyjaśnienia władz, dlaczego wybory pod koniec 2024 roku zostały uznane za nieważne.

W listopadzie 2024 roku skrajnie prawicowy, niezależny kandydat Călin Georgescu niespodziewanie wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich. Później Trybunał Konstytucyjny unieważnił głosowanie z powodu podejrzeń o rosyjską ingerencję, a Georgescu został wykluczony z powtórki wyborów w maju 2025 roku. Zarówno on, jak i Moskwa zaprzeczają jakimkolwiek nieprawidłowościom.

Nicușor Dan, wybrany w maju ubiegłego roku, zapowiedział publikację szczegółowego raportu na temat unieważnienia wyborów w 2024 roku, jednak dokument wciąż nie został opublikowany.

W ubiegłym miesiącu Dan ponownie oskarżył Georgescu o powiązania z Kremlem, zapowiadając przedstawienie jasnych dowodów „w sposób systematyczny" jeszcze w tym roku.

Prezydent Rumunii Nicusor Dan przybył na 8. szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EPC) do Erywania 4 maja 2026 r. Na zdjęciu ma na sobie ciemnoniebieski kostium, niebieską koszulę i krawat, patrzy w prawo.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Prezydent Rumunii Nicusor Dan, który wygrał powtórne wybory w maju 2025 r., utrzymuje, że w listopadowych wyborach prezydenckich w 2024 r. doszło do ingerencji Rosji.

Opóźnienia wywołały obawy o wiarygodność rządu.

W ubiegłym miesiącu Simina Tănăsescu, szefowa rumuńskiego Trybunału Konstytucyjnego, ujawniła, że wybory z 2024 roku zostały unieważnione z powodu naruszeń praw wyborców i kandydatów oraz zasad finansowania kampanii.

"Uzasadnienie Trybunału nie przekonało nawet tych wyborców, którzy głosowali proeuropejsko i są zdecydowanie przeciwni panu Georgescu," mówi Marius Ghincea, politolog z ETH w Zurychu. Dodaje, że wyborcy Georgescu czują się pomijani, a szersza opinia publiczna jest „zwodzona" brakiem jasnych dowodów.

W październiku, podczas spotkania EU, Dan przedstawił 25-stronicowy raport, z którego wynika, że w 2024 roku Moskwa przeprowadziła 85 tys. cyberataków na rumuńską infrastrukturę wyborczą, a także działania mające na celu destabilizację regionu, sabotaż i szerzenie dezinformacji.

Rumuńskie władze nie udzieliły dodatkowego komentarza w odpowiedzi na pytania BBC.

Prezydenci Rumunii i Polski – Nicuşor Dan i Karol Nawrocki – spotkali się i uścisnęli dłonie na szczycie państw Bukareszteńskiej Dziewiątki w Bukareszcie.

Źródło zdjęcia, Bloomberg via Getty Images

Podpis zdjęcia, Prezydenci Rumunii i Polski – Nicuşor Dan i Karol Nawrocki – spotkali się i uścisnęli dłonie na szczycie państw Bukareszteńskiej Dziewiątki w Bukareszcie

TikTokowe wybory

Kampania Georgescu zyskała popularność na TikToku, z którego korzysta 8,5 mln Rumunów. Po wyborach w 2024 roku platforma poinformowała, że usunęła ponad 27 tys. nieautentycznych kont powiązanych z promowaniem Georgescu oraz sprzyjających mu ugrupowań politycznych.

Francuska agencja państwowa udokumentowała, że influencerzy i algorytmy TikToka były wykorzystywane w celu wspierania Georgescu, podczas gdy Stany Zjednoczone oskarżyły Unię Europejską o „agresywne działania cenzorskie" w trakcie wyborów w 2024 roku.

Były kandydat na prezydenta Călin Georgescu w niebieskim garniturze i białej koszuli, przed wydaniem oświadczenia 4 maja 2025 roku w Mogoșoaia w Rumunii. Stoi przed szeroką złotą kurtyną i patrzy w prawo.

Źródło zdjęcia, Getty Images Europe

Podpis zdjęcia, Kampania kandydatury niezależnego kandydata skrajnie prawicowego Călina Georgescu zyskała popularność za pośrednictwem niezwykle popularnej w Rumunii sieci społecznościowej TikTok.

„Zagraniczna ingerencja nie wygląda jak w filmach," ostrzega Elena Calistru, prezeska organizacji pozarządowej Funky Citizens, podkreślając, że nie należy oczekiwać szczegółowego, krok po kroku wyjaśnienia ze strony rządu.

Związek Radziecki okupował Rumunię w latach 1944–1958, utrzymując w kraju znaczną obecność wojskową, co w komunistycznej historiografii określano jako „wyzwolenie". Elena Calistru uważa, że historyczna niechęć związana z tym okresem powinna zniechęcać Rumunów do jakichkolwiek prorosyjskich sympatii.

Dodaje jednak, że Moskwa może wykorzystywać uśpione napięcia, aby podsycać „głębokie niezadowolenie wobec instytucji europejskich, liberalnej demokracji czy obecności NATO i członkostwa Rumunii w sojuszu".

Historyczna nieufność

Dziesięciolecia rządów komunistycznych ukształtowały w Rumunii nieufność wobec instytucji państwa, postrzeganych jako represyjne i propagandowe. Najnowsze sondaże pokazują, że jedynie 11,9% Rumunów ufa parlamentowi, a 18,4% rządowi – podczas gdy 63,9% deklaruje zaufanie do Kościoła.

Częste konflikty polityczne, chroniczna korupcja i głębokie nierówności gospodarcze dodatkowo podkopywały zaufanie do państwa na przestrzeni lat.

Zdaniem Laurențiu Pleșki z German Marshall Fund, polaryzacja polityczna, poczucie wyobcowania wśród diaspory oraz rosnące podziały ekonomiczne „zasiały to poczucie rozczarowania i chęć odwetu" wśród wyborców, co sprzyjało kampanii Georgescu.

Rosyjskie interesy

Rumunia jest dla Moskwy krajem o znaczeniu strategicznym – zarówno jako państwo NATO graniczące z Ukrainą, jak i członek UE, który mógłby potencjalnie blokować rosyjskie sankcje w Brukseli.

"Rumunia rządzona przez prezydenta bliższego rosyjskim wartościom, bardziej eurosceptyczna i bardziej nacjonalistyczna, byłaby dla Rosji korzystna," mówi Pleșca. Dodaje, że Kreml prawdopodobnie nie dążył bezpośrednio do wyniesienia prorosyjskiego prezydenta, lecz raczej do skomplikowania sytuacji politycznej w kraju.

Tymczasem polityczny chaos w Rumunii utrzymuje się. W tym miesiącu upadł krótkotrwały rząd koalicyjny premiera Ilii Bolojana po głosowaniu nad wotum nieufności.

Analitycy porównują sytuację do sąsiedniej Mołdawii, która również informowała o rosyjskiej ingerencji w wybory.

Jak mówi Ghincea, Mołdawianie „potrafili skuteczniej zidentyfikować, zapobiegać i reagować na wyzwania wynikające z wojny hybrydowej", podczas gdy „w przypadku Rumunii do tej pory nie wiadomo dokładnie, jakie działania podjęły – lub czy w ogóle podjęły – instytucje państwowe".

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska