Jak niebezpieczna jest epidemia Eboli w Demokratycznej Republice Konga?

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, James Gallagher
- Stanowisko, Korespondent ds. zdrowia i nauki
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała epidemię wirusa Ebola w Demokratycznej Republice Konga za zagrożenie zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym.
Według WHO ognisko epidemii we wschodniej prowincji Ituri w DR Konga - gdzie odnotowano około 246 podejrzanych przypadków zakażenia i 80 zgonów - nie spełnia kryteriów stanu zagrożenia pandemicznego.
Jednak organizacja ostrzega, że możemy mieć do czynienia z epidemią o „znacznie większym" zasięgu niż ten obserwowany obecnie. Istnieje też poważne ryzyko, że wirus rozprzestrzeni się na skalę regionalną.
Obecną epidemię Eboli wywołał szczep wirusa znany Bundibugyo. Jak informuje WHO, nie istnieją dla niego zatwierdzone leki ani szczepienia.
Do wczesnych objawów zakażenia należy gorączka, bóle mięśni, zmęczenie, ból głowy i ból gardła. Następnie mogą pojawić się wymioty, biegunka, wysypka i krwawienie.
WHO: nie ma mowy o powtórce z Covid-19
Wybuch kolejnej epidemii Eboli budzi niepokój.
Od tygodni wirus niezauważenie rozprzestrzeniał się w regionie, gdzie opanowanie go utrudnia wojna domowa. Występujący obecnie wirus Bundibugyo zabija około jednej trzeciej zakażonych. Ponieważ jest rzadki, dysponujemy mniejszymi środkami, które pomagałyby go powstrzymać.
To krytyczny moment w przebiegu epidemii: nie mamy pewności, jak szeroko rozprzestrzenił się wirus, ale wiemy, że odnotowano już prawie 250 podejrzanych przypadków i 80 zgonów.
Większość ognisk Eboli ma niewielki zasięg, ale specjaliści pamiętają największą w historii epidemię z lat 2014–2016. W Afryce Zachodniej zostało wtedy zakażonych 28 600 osób.
Ogłoszenie WHO nie oznacza, że znajdujemy się we wczesnej fazie pandemii porównywalnej z Covid-19.
Ryzyko, jakie stanowi Ebola dla innych części świata, pozostaje znikome. Nawet podczas epidemii w latach 2014–2016 w Polsce nie odnotowano żadnego przypadku zakażenia. Wszystkie z trzech przypadków stwierdzonych w Wielkiej Brytanii dotyczyły pracowników służby zdrowia, którzy zgłosili się do pomocy jako ochotnicy.
„Świadczy to jednak o tym, że sytuacja jest na tyle złożona, że wymaga międzynarodowej koordynacji," mówi dr Amanda Rojek z Instytutu Nauk o Pandemiach na University of Oxford.
Nadal istnieje poważne zagrożenie dla sąsiednich krajów, jak Uganda, Sudan Południowy i Rwanda. Wszystkie uznano za kraje wysokiego ryzyka ze względu na bliskie powiązania handlowe i turystyczne z DR Konga.
W Ugandzie potwierdzono już dwa przypadki zakażenia wirusem. Jedna z zarażonych osób zmarła.

Źródło zdjęcia, Reuters
Choć Ebola występuje rzadko, jest ciężką chorobą i może prowadzić do śmierci. Wirusy Ebola przenoszą głównie zwierzęta, zwłaszcza nietoperze owocożerne. Ludzie mogą zarazić się w wyniku bliskiego kontaktu z nimi.
Wirus Bundibugyo to jeden z trzech znanych szczepów Eboli powodujących epidemie.
Wiemy o nim stosunkowo niewiele: wywołał dotychczas jedynie dwie epidemie, w 2007 i 2012 roku. Około 30% zarażonych wtedy osób zmarło.
Wirus Bundibugyo stwarza szereg wyzwań. W przeciwieństwie do innych gatunków Eboli, nie ma zatwierdzonych szczepionek ani leków przeciw niemu - choć istnieją eksperymentalne środki lecznicze.
Testy na wykrycie Bundibugyo również nie wydają się skuteczne. Wstępne badania prowadzone podczas obecnej epidemii nie stwierdziły u zakażonych jego występowania. By potwierdzić przyczynę epidemii, konieczne było zastosowanie bardziej zaawansowanych narzędzi laboratoryjnych.
„Walka z wirusem Bundibugyo stanowi jedno z największych wyzwań" związanych z epidemią, mówi BBC prof. Trudie Lang z University of Oxford.
Według dotychczasowych badań objawy pojawiają się od dwóch do 21 dni od zakażenia.
Początkowo przypominają objawy grypy. U zakażonych występuje gorączka, ból głowy i zmęczenie. Jednak w miarę postępu choroby dochodzi do wymiotów, biegunki i niewydolności narządów. U niektórych pacjentów może pojawić się krwawienie wewnętrzne i zewnętrzne.
Ponieważ nie ma zatwierdzonych leków skierowanych przeciwko wirusowi Bundibugyo, leczenie opiera się na „zoptymalizowanej opiece wspomagającej". Obejmuje ona łagodzenie bólu, zwalczanie innych infekcji oraz zapewnienie pacjentom odpowiedniego nawodnienia i diety. Wczesna interwencja medyczna zwiększa szanse na przeżycie.

Ebola szerzy się poprzez zakażone płyny ustrojowe, takie jak krew i wymioty. Wirusa przenoszą zazwyczaj osoby, u których wystąpiły już objawy.
Pierwszą znaną zakażoną była pielęgniarka, u której objawy pojawiły się 24 kwietnia. Epidemię potwierdzono dopiero trzy tygodnie później.
„Wirus przenosi się nieprzerwanie od kilku tygodni, a ognisko epidemii wykryto bardzo późno. To budzi niepokój," mówi dr Anne Cori z Imperial College London.
Według WHO opóźnienie w wykryciu wirusa wskazuje na istnienie „epidemii potencjalnie znacznie większą niż ta wykrywana i zgłaszana obecnie".
Kluczowa w zwalczaniu choroby będzie szybka identyfikacja zakażonych oraz osób, które zetknęły się z wirusem.
Konieczne jest też zapobieganie rozprzestrzenianiu się wirusa Ebola w szpitalach i innych placówkach medycznych, które będą przyjmować pacjentów w okresie największej zakaźności. Należy również zadbać o bezpieczny pochówek każdego zmarłego, którego ciało wciąż przenosi wirusa.
Ze względu na liczbę zakażonych będzie to duże wyzwanie. Sytuację pogarsza fakt, że epidemia wystąpiła w ogarniętym konfliktem regionie DR Konga, gdzie wysiedlonych zostało ponad 250 tys. osób.
„Wiele z dotkniętych obszarów to miasta górnicze o bardzo mobilnej populacji. Ta mobilność zwiększa ryzyko: ludzie przemieszczają się między społecznościami i przekraczają granice państw," mówi Lang.
Jednak DR Konga ma bogate doświadczenie w radzeniu sobie z epidemiami Eboli. Reakcja władz „jest dziś znacznie sprawniejsza niż dziesięć lat temu," mówi dr Daniela Manno z London School of Hygiene and Tropical Medicine.
Od obecnych działań zależy, czy obecną epidemię uda się szybko opanować, czy też doprowadzi ona do powtórki wydarzeń sprzed nieco ponad dekady.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska








