Prezydent Rumunii publicznie oskarża Rosję o ingerencję w wybory

Prezydent Rumunii Nicusor Dan przemawia na konferencji prasowej z kanclerzem Niemiec

Źródło zdjęcia, Getty Images

    • Autor, Mircea Barbu
    • Relacja z, Bukareszt, Rumunia
  • Czas czytania: 2 min

Prezydent Rumunii, Nicușor Dan, po raz pierwszy publicznie wskazał Rosję jako podejrzewane źródło obcej ingerencji w ostatnie wybory w kraju. Jest to znaczące odejście od dotychczasowego języka urzędowego, który unikał wskazywania konkretnych państw.

„Istnieje silne podejrzenie, że mamy do czynienia z ingerencją państwową, a to może być tylko Rosja, zwłaszcza że obserwujemy podobne schematy w innych częściach Europy," powiedział Dan w odpowiedzi na pytanie austriackich dziennikarzy.

Dotychczasowe oficjalne oświadczenia i raporty wywiadowcze odnosiły się jedynie do „zagranicznych" lub „państwowych" aktorów, nie wskazując bezpośrednio Rosji.

Wypowiedź Dana, wygłoszona podczas wizyty państwowej w Austrii, to pierwszy przypadek, gdy urzędujący wysoki rangą rumuński urzędnik publicznie przypisał ingerencję wyborczą Kremlowi.

Unieważnione wybory

W grudniu, 48 godzin przed drugą turą wyborów prezydenckich, cały proces został anulowany na mocy bezprecedensowego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

Decyzja sądu o unieważnieniu pierwszej tury zapadła po tym, jak dwa tygodnie wcześniej niezależny prawicowy kandydat, Călin Georgescu, niespodziewanie wygrał pierwszą turę, której towarzyszyły oskarżenia o rosyjską ingerencję.

Nie był to pierwszy przypadek, gdy państwo Europy Wschodniej musiało odpierać działania w ramach wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję. Trybunał Konstytucyjny uznał, że ujawnione przez służby informacje o rosyjskiej ingerencji były na tyle poważne, by zawiesić proces wyborczy.

'Skoordynowana sieć'

Podczas wizyty w Austrii prezydent Rumunii mówił o istnieniu skoordynowanej sieci internetowej, mającej na celu wpływanie na rumuńskich wyborców podczas wyborów w listopadzie 2024 i w maju 2025 roku.

Według Dana, sieć składała się ze stron internetowych poruszających szeroki zakres tematów – od zdrowia i sportu po ezoterykę i naturalne terapie – mających przyciągać szeroką publiczność.

Dan wskazał również na „agresywne, dobrze finansowane" kampanie dezinformacyjne w mediach społecznościowych, których celem - jak powiedział - było manipulowanie opinią publiczną i zakłócanie procesu demokratycznego.

Pochwalił rumuńskie społeczeństwo za przeciwdziałanie tym próbom, zwłaszcza podczas majowych wyborów prezydenckich.

Zapobieganie rozprzestrzenianiu się dezinformacji

Jednym z kluczowych przesłań prezydenta była potrzeba szybkiego reagowania na fałszywe narracje w sieci.

„Musimy być w stanie odpowiedzieć na fałszywą informację w ciągu 30 minut," powiedział, ostrzegając, że opóźnienia pozwalają dezinformacji dotrzeć do milionów ludzi, zanim sprostowania przyniosą jakikolwiek efekt.

Dan porównał sytuację do Mołdawii, gdzie w poprzednich wyborach udokumentowano przypadki kupowania głosów przez zagranicznych aktorów.

Kilka dni wcześniej, w publicznym oświadczeniu opublikowanym na Facebooku, Dan wezwał sceptyków do zapoznania się z ostatnimi oficjalnymi deklaracjami NATO, Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, które jednoznacznie potępiły Rosję za prowadzenie długotrwałych operacji hybrydowych, w tym cyberataków, dezinformacji i manipulacji wyborczych w całej Europie.

Wskazał również na dokument rządu brytyjskiego opisujący operacje w cyberprzestrzeni powiązane z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU jako przykład tego, jak trudne i czasochłonne jest nawet dla zaawansowanych służb wywiadowczych jednoznaczne udowodnienie zagranicznej ingerencji.

Moskwa: oskarżenia 'motywowane politycznie'

Rosyjscy urzędnicy wielokrotnie określali tego typu oskarżenia jako motywowane politycznie i pozbawione dowodów.

W odpowiedzi na zarzuty dotyczące ingerencji w wybory w Rumunii w 2024 r., Rosja stanowczo zaprzeczyła jakiemukolwiek zaangażowaniu, odrzucając te oskarżenia jako „bezpodstawne".

„Nie mamy w zwyczaju ingerować w wybory w innych krajach, szczególnie w Rumunii, i nie zamierzamy tego robić," powiedział wówczas rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis