Stosy toksycznych niewybuchów z czasów II wojny światowej rozkładają się w Bałtyku
- Autor, Henry Ridgwell
- Stanowisko, BBC News
- Czas czytania: 4 min
Nurek Dirk Schoenen ostrożnie porusza się wokół 900-tonowego stosu niewybuchów z czasów II wojny światowej, znajdującego się 22 metry pod powierzchnią Morza Bałtyckiego.
"Nie wolno lekceważyć ostrożności i nie należy przypadkowo uderzać ani rzucać tymi rzeczami. To nie ma sensu," mówi Schoenen. "Musisz być trochę uważny na to, jak wydatkujesz swoją energię".
Schoenen jest członkiem niemieckiego zespołu inżynierów, którego zadaniem jest znalezienie sposobu na usunięcie amunicji z dna morskiego, zanim ulegnie ona rozkładowi i uwolni do oceanu toksyczne związki, takie jak trotyl.
"Koncentracja rośnie," powiedział Volker Hesse, inżynier morski w niemieckim Ministerstwie Środowiska. "Nie jest jeszcze niebezpieczna dla łańcucha pokarmowego człowieka. Jednak w rybach i małżach można już zauważyć wzrost stężenia [tego związku], a presja na podjęcie działań po prostu rośnie," powiedział agencji Associated Press.

Źródło zdjęcia, Associated Press
Porzucona amunicja
Niemiecki stos amunicji znajdujący się tuż przy Boltenhagen na wybrzeżu Bałtyku to jedynie niewielka część niewybuchów z okresu wojny.
Według Hessego, został on porzucony przez siły alianckie, ponieważ obawiano się, że naziści mogą wznowić działania wojenne i odzyskać arsenał. Inne stosy porzuconej amunicji pochodzą z czasów I wojny światowej.
"Szacuje się, że a Morzu Bałtyckim znajduje się 300,000 ton amunicji, a na Morzu Północnym około 1,3 mln ton. A materiał stopniowo koroduje i jest w złym stanie," dodał Hesse.
Niemiecki rząd przeznaczył na ten cel 100 mln euro (427 mln zł).
"Jest to zdecydowanie problem ogólnoświatowy. Wystarczy pamiętać o kryzysach w Wietnamie czy Kambodży, ale także tu, lokalnie, w krajach sąsiadujących z Morzem Bałtyckim - Danii, Polsce," powiedział Hesse.

Źródło zdjęcia, Associated Press
Misja NATO
NATO również prowadzi odrębną trzymiesięczną misję mającą na celu pomoc w usuwaniu amunicji z dna Morza Bałtyckiego. Bierze w niej udział kilkunastu członków sojuszu.
Thibault Vanthournout, dowódca belgijskiego statku do rozminowywania "Primula", powiedział, że amunicja stanowi rosnące zagrożenie.
"Wciąż pozostają materiały wybuchowe z pierwszej i drugiej wojny światowej, które potencjalnie leżą na bardzo ruchliwych szlakach morskich, co stanowi potencjalne zagrożenie dla rybaków lub statków zmierzających gdzieś zakotwiczyć."
Operacja odbywa się w czasie gwałtownie rosnących napięć w regionie Morza Bałtyckiego między NATO a Rosją. Vanthournout mówi, że jego załoga jest przygotowana.
"Wiedzą, że ten region jest nieco bardziej złożony niż kiedyś. Ale mimo to statek jest przygotowany i wyszkolony do operowania w tym miejscu. Jesteśmy wyposażeni w stałą instalację antydronową, więc w razie potrzeby możemy w porę zareagować również na [drony]. Działamy we flocie, więc mamy wspólny obraz przestrzeni powietrznej wokół statku," powiedział Vanthournout.

Źródło zdjęcia, Associated Press
Ostoja dla przyrody
Pomimo obecności toksyn, zatopiona amunicja stanowi niecodzienną przystań dla dzikich zwierząt. Korzystając z łodzi podwodnych, naukowcy sfilmowali ukwiały, rozgwiazdy i inne podwodne stworzenia kwitnące na stosach amunicji.
"To trochę ironiczne, powiedziałbym, może nawet na swój sposób piękne, że rzeczy, które zostały stworzone i miały zabijać ludzi - i zabiły wielu ludzi - teraz przyciągają faunę ze wszystkich stron. Wygląda to jak podwodna rafa koralowa," powiedział Andrey Vedenin z niemieckiego Instytutu Badawczego Senckenberg.
Naukowcy twierdzą, że stosy amunicji mogą stanowić twardą powierzchnię dla rozwoju życia morskiego, ponieważ dno morskie Bałtyku składa się głównie z piasku i błota.

Źródło zdjęcia, Associated Press
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Magdalena Mis









