Rosnące ceny energii mogą być kołem ratunkowym dla rosyjskiej gospodarki

Źródło zdjęcia, EPA
- Autor, Henry Ridgwell
- Stanowisko, BBC News Polska
- Czas czytania: 7 min
Wzrost cen ropy wywołany wojną USA i Izraela z Iranem może rzucić Rosji gospodarcze koło ratunkowe. Podczas gdy napięcia na Bliskim Wschodzie rosną, Moskwa przygotowuje się do zwiększenia dostaw ropy do Chin i Indii.
Od soboty - gdy rozpoczęły się bombardowania Iranu, a Teheran odpowiedział atakiem na sąsiednie kraje arabskie - ropa podrożała o około 15%. Na rynkach europejskich i azjatyckich ceny gazu ziemnego wzrosły jeszcze gwałowniej, niż ropy.
„Patrząc strategicznie, Rosja będzie w tej sytuacji wielkim zwycięzcą," mówi Simone Tagliapietra, starszy pracownik naukowy brukselskiego think tanku Bruegel.
„Wyższe ceny ropy oznaczają dla Rosji znacznie wyższe dochody państwowe. To dokładnie to, czego potrzebuje, by nadal finansować wojnę w Ukrainie," powiedział Tagliapietra w rozmowie z agencją Reuters.

Źródło zdjęcia, EPA
Rosyjski wicepremier Aleksandr Nowak poinformował w środę, że Moskwa jest gotowa zwiększyć eksport ropy do Chin i Indii, jak podaje rosyjska agencja informacyjna Interfax.
Zeszłoroczne sankcje nałożone przez USA - dążące do zmuszenia Kremla do negocjacji zawieszenia broni w Ukrainie - de facto położyły kres dostawom rosyjskiej ropy do Indii, jednego z głównych partnerów handlowych Moskwy. Jednak indyjskie władze mogą uznać pewne dostawy surowca za ważniejsze niż jakiekolwiek porozumienie z Waszyngtonem.
Ceny energii gwałtownie wzrosły po weekendowych atakach na statki w pobliżu Cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku dla światowej żeglugi. Iran uderzył też w zakłady produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Katarze, powodując ich częściowe zamknięcie. Katar to największy eksporter LNG na świecie.
Ograniczenia eksportu

Źródło zdjęcia, EPA
Jak mówią branżowe źródła cytowane przez agencję Reuters, Rosja nie była jednak w stanie wykorzystać niedawnego wzrostu cen energii, gdyż ataki ukraińskich dronów i burze śnieżne znacznie ograniczyły jej możliwości eksportu ropy.
Europejskie władze przejęły też niedawno kilka statków należących do rosyjskiej „floty cieni", wykorzystywanej przez Kreml do transportu ropy i omijania zachodnich sankcji.
Według analityków to, czy Moskwa zdoła czerpać zyski ze wzrostu cen, będzie zależeć od czasu trwania konfliktu z Iranem oraz od tego, jak duże długoterminowe szkody poniosą obiekty naftowe i gazowe na Bliskim Wschodzie.
Przychody z ropy i gazu stanowią prawie jedną czwartą dochodów państwa rosyjskiego. Kraje zachodnie nałożyły na eksportowaną rosyjską ropę limity cenowe; od czasu pełnoskalowej inwazji Moskwy na Ukrainę dążą też do ograniczenia importu rosyjskiej energii.
Jak mówi BBC News Polska Aleksandr Koliandr z Centrum Analiz Polityki Europejskiej, doprowadziło to do spadku dochodów i wzrostu rosyjskiego deficytu budżetowego.
„W 2025 r. deficyt budżetowy wyniósł 2,6%. Oczywiście nie jest aż tak duży, jeśli porównać go z deficytem np. Francji lub Wielkiej Brytanii. Jest stosunkowo znośny. Problem polega na tym, że z powodu sankcji Rosja może pożyczać pieniądze tylko od krajowych banków, co napędza spiralę inflacyjną," tłumaczy Koliandr.
Rosyjska gospodarka w 'strefie śmierci'
Oficjalna stopa inflacji w Rosji wyniosła w ubiegłym roku 5,6%. Wzrost gospodarczy gwałtownie spadł w tym samym roku do zaledwie 1%, w porównaniu z 4,6% w roku poprzednim.
Jednak dane nie ujawniają fundamentalnych problemy rosyjskiej gospodarki, mówi BBC News Polska Aleksandra Prokopienko, dawniej ekonomistka w rosyjskim banku centralnym.
Według Prokopienko rosyjska gospodarka wkroczyła w „strefę śmierci". To termin używany przez wspinaczy: oznacza tereny leżące powyżej 8000 metrów nad poziomem morza, gdzie ilość tlenu nie wystarcza już do podtrzymania życia. Niedotleniony organizm wyniszcza się szybciej, niż jest w stanie się odbudowywać.
„Alpinista może nadal stać, może nadal oddychać, ale każda godzina powoduje nieodwracalne szkody. Tak samo jest z rosyjską gospodarką," mówi Prokopienko, obecnie pracownica naukowa w Carnegie Russia Eurasia Center.
„Nie kurczy się. Nie rośnie. Pożera własną przyszłość."
Spowolnienie wzrostu
Ponura prognoza nie musi jednak oznaczać błyskawicznego gospodarczego upadku. W ciągu czterech lat od inwazji na Ukrainę Kreml starał się chronić zwykłych Rosjan przed jej finansowymi konsekwencjami.
Gospodarkę podtrzymywały wysokie rządowe wydatki wojskowe. Wzrost gospodarczy umożliwiał firmom utrzymanie się na powierzchni. Płace dotrzymywały kroku rosnącym cenom.
Ten motor napędowy traci jednak na sile. W sytuacji, gdy rosyjska gospodarka balansuje między stagnacją a spadkiem, zwykli Rosjanie zaczynają odczuwać koszty rozpętanej przez Kreml wojny. Płace nie nadążają już za inflacją. Najbardziej cierpią na tym najbiedniejsi.
Rosnące ceny żywności

Źródło zdjęcia, Reuters
„Ogórki stały się w Rosji swego rodzaju luksusem. Nie na poziomie kawioru, ale są drogie," mówi Koliandr.
„Częściowo wynika to z sezonowości, ale częściowo jest to skutek ogólnej inflacji w kraju. Inflacja w Rosji jest wyższa niż w Europie, zwłaszcza jeśli chodzi o inflację cen żywności. Dlatego najbiedniejsza część społeczeństwa odczuwa ją bardziej niż jego zamożniejsze warstwy".
Od 2019 r. - co drugi styczeń - pracownicy BBC kupują w Moskwie ten sam zestaw 59 podstawowych produktów w supermarketach sieci Piatieroczka. Koszyk zawiera warzywa i owoce, produkty mleczne i mięsne, konserwy, makaron błyskawiczny, słodycze i napoje, w tym piwo.
W 2024 r. kosztował 7358 rubli (około 310 złotych). W zeszłym miesiącu zapłaciliśmy 8724 rubli, czyli około 408 złotych - o 18,6% więcej.
To zgodne z oficjalnymi rosyjskimi danymi, według których łączna inflacja cen żywności od stycznia 2024 r. do końca stycznia 2026 r. wyniosła 18,1%. W całej Unii Europejskiej łączna inflacja cen żywności wyniosła w tym samym okresie około 8–9%.
1 stycznia Rosja podniosła stawkę VAT z 20% do 22%. Podwyżka podatku od sprzedaży jest bezpośrednio związana z wojną w Ukrainie - rosyjskie ministerstwo finansów stwierdziło, że jest niezbędna do sfinansowania „obrony i bezpieczeństwa" kraju.
Korzyści dla zbrojeniówki

Źródło zdjęcia, Reuters
Nie wszyscy cierpią. Rosyjska gospodarka wojenna kreuje zarówno zwycięzców, jak i przegranych. Osobom powiązanym z wojskiem i wspierającym je ogromnym kompleksem przemysłowym nietrudno znaleźć możliwości.
„Gospodarka Rosji została podzielona na dwa różne systemy metaboliczne," mówi Prokopienko, była ekspertka banku centralnego.
„Jeden z nich to traktowane priorytetowo gałęzie przemysłu wojskowego i pokrewne, które mają pierwszeństwo dostępu do zasobów finansowych i kapitału politycznego. Dlatego ich lobbyści mogą łatwo dotrzeć do rządu ze swoimi żądaniami".
Drugi system „to reszta gospodarki, czyli prywatne firmy, przemysł konsumencki, małe przedsiębiorstwa. Wszystkie one są odcinane jak palce u rąk i nóg na mrozie," tłumaczy Prokopienko, przypominając porównanie z umierającym himalaistą.
Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem wydatki wojskowe Rosji wyniosły w 2025 r. około 15,5 biliona rubli (w przybliżeniu 736,5 miliarda złotych).
„Problem w tym, co produkuje ten priorytetowy sektor," mówi Prokopienko.
„To pociski i czołgi, które wybuchają i płoną podczas wojny w Ukrainie. To odszkodowania dla rodzin osób, które podpisały umowy z Ministerstwem Obrony. To bardzo kosztowne dla gospodarki".
„Żadne z tych dóbr - takich jak czołgi, drony czy pociski - nie tworzy trwałej wartości. Pieniądze po prostu znikają. Oczywiście ma to wpływ na statystyki PKB – dlatego obserwujemy dodatnie wyniki. Ale nie jest to wzrost, który przynosi korzyści społeczeństwu," wyjaśnia analityczka.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska














