'Zwierzęta też są straumatyzowane': ukraińscy ratownicy czworonogów pod ostrzałem

Źródło zdjęcia, Zaporizhzhia city council
- Autor, Witalij Szewczenko
- Stanowisko, Główny analityk, BBC Monitoring
- Czas czytania: 5 min
Był lutowy poranek. Pracownicy schroniska w Zaporożu - ukraińskim mieście w pobliżu linii frontu - przebierali się przed zmianą, gdy w kompleks budynków uderzył rosyjski dron.
Stalowe drzwi wejściowe prawdopodobnie uratowały im życie. Kilkanaście zwierząt mieszkających w schronisku „Daj łapę, przyjacielu" nie miało tyle szczęścia.
„Delikatnie mówiąc, to było przerażające," mówi kierowniczka schroniska Iryna Didur.
Miejscowi rzucili się na pomoc w usuwaniu gruzu i łapaniu uciekających w panice zwierząt. Lokalne przedsiębiorstwo energetyczne – samo będące celem ciągłych rosyjskich ataków – zainstalowało nowe metalowe drzwi.

Źródło zdjęcia, Libkos/Getty Images
„W Zaporożu mamy naprawdę wspaniałych ludzi. Wielu z nich przychodzi do nas, by pomóc. W ciągu trzech dni usunęliśmy prawie cały gruz," powiedziała Didur w rozmowie z BBC.
Didur kieruje jedną z wielu ukraińskich organizacji, które zapewniają dotkniętym wojną zwierzętom schronienie, pożywienie i opiekę weterynaryjną. Niektóre pomagają też w ewakuacji czworonogów na bezpieczniejsze obszary.
Inne grupy zajmują się również sterylizacją bezpańskich psów i kotów.
Niezliczone ukraińskie zwierzęta domowe zostały porzucone, gdy ich właściciele uciekali z ostrzeliwanych przez Rosję terenów przyfrontowych. Inne walczą o przetrwanie po śmierci opiekunów.

Źródło zdjęcia, Lala Tarapakina/12 Guardians
Widok porzuconych i bezdomnych psów skłonił Lalę Tarapakinę do zaangażowania się w ewakuacje zwierząt.
„Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z katastrofy, jaka dotknęła zwierzęta," mówi szefowa organizacji 12 Guardians (ang. dwanaścioro stróży).
„Szły drogą i było jasne, że wcześniej miały domy i właścicieli. To było straszne.''
Jej organizacja uratowała od tamtej pory ponad 40 tys. zwierząt. Wiele przebywało na skrajnie niebezpiecznych terenach.
„Wiele osób musiało uciekać przed ostrzałem, tracąc po drodze przyjaciół, bliskich i kończyny. Na miejscu zostało mnóstwo zwierząt, które ewakuowaliśmy w ogniu artylerii," mówi Tarapakina.
Ewakuowane czworonogi trafiają do schronisk, rodzin adopcyjnych lub wracają do właścicieli.
Tarapakina i inni wolontariusze pomagają też opiekunom, którzy nie chcą lub nie są w stanie opuścić zagrożonych terenów bez swoich zwierząt.
Ałła jako ostatnia opuściła swoją wieś w obwodzie donieckim. Nie chciała wyjeżdżać, ponieważ opiekowała się kotami i psami.
„Kocham je wszystkie! Jak mogłabym je porzucić? Pewnie bym tego nie przeżyła... pękłoby mi serce," powiedziała w ukraińskiej telewizji.

Źródło zdjęcia, Materiały policji (obwód sumski, Ukraina)
Nie tylko właściciele zwierząt domowych mają trudności z ewakuacją.
W obwodzie sumskim, na północy Ukrainy, specjalna jednostka policji pomogła uciec z ostrzeliwanych terenów rolnikowi i jego 11 kozom.
Wielu Ukraińców decyduje się pozostać na obszarach przyfrontowych, gdyż podróże ze zwierzętami są znacznie bardziej skomplikowane i kosztowne.
Trudne bywa też znalezienie w bezpieczniejszych częściach kraju mieszkania do wynajęcia, w którym można zatrzymać się ze czworonogiem.
Podróże za granicę bywają jeszcze trudniejsze. Od opiekunów zwierząt wymaga się szeregu dokumentów - np. poświadczających, że zaszczepiono je przeciw wściekliźnie.
„Pomoc zwierzętom podczas wojny jest niezwykle ryzykowna,'' mówi Nate Mook z fundacji Hachiko, która prowadzi 150 punktów dokarmiania bezdomnych zwierząt wzdłuż linii frontu. Udziela też pomocy weterynaryjnej.
„Musieliśmy wyposażyć nasze zespoły w wykrywacze dronów. Jeździmy autostradami z siatkami przeciwdronowymi," tłumaczy Mook.
„Musieliśmy opuścić niektóre obszary, ponieważ stały się zbyt niebezpieczne. Niestety niektóre z miejsc, w których rozpoczęliśmy pracę w 2022 roku, są dziś całkowicie niedostępne".

Źródło zdjęcia, Hachiko Foundation
Bezpańskie zwierzęta to na froncie powszechny widok. Ukraińscy żołnierze żartują, że koty i psy są na ich standardowym wyposażeniu.
Kierowcy jednostki dronów pod Kupiańskiem od ponad dwóch lat towarzyszy pies rasy maltipoo.
831. brygada lotnictwa taktycznego w Myrhorodzie przygarnęła rudego kota, który asystuje im podczas nalotów.
„Siedzi przy dziale artylerii przeciwlotniczej, cichy i nieruchomy... jakby też pełnił służbę," mówią żołnierze.

Źródło zdjęcia, 12 Guardians
Dlaczego wolontariusze decydują się pomagać zwierzętom w czasie, gdy cierpi tak wielu ludzi - nawet z narażeniem własnego życia?
„Uratowanie jednego zwierzęcia jest jak uratowanie kilku osób, bo daje ludziom nadzieję," mówi Lala Tarapakina.
„Ratując jednego psa, uszczęśliwiamy średnio około dziesięciu osób. To niezły rachunek, czy nie?"
Zanim Nate Mook zaangażował się w pomoc zwierzętom, kierował organizacją World Central Kitchen, która zapewnia posiłki osobom dotkniętym światowymi kryzysami.
„Psy i koty nie mają wpływu na to, co dzieje się wokół nich - są naprawdę bezsilne. Są równie straumatyzowane i wstrząśnięte, jak ludzie," mówi.
Przekonuje, że nie trzeba wybierać między pomocą ludziom i zwierzętom. Poza tym - jak mówi - zwierzęta nie wywołują wojen.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska














