Kreml zagraża niepodległości Mołdawii, prezydent ostrzega przed głosowaniem

Porter Mai Sandu na szarym tle

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Prezydent Maia Sandu uważa, że Europa jest jedynym gwarantem bezpieczeństwa i suwerenności Mołdawii
    • Autor, Sarah Rainsford
    • Stanowisko, Southern and Eastern Europe correspondent
  • Czas czytania: 2 min

Prezydent Mołdawii Maia Sandu ostrzega, że niepodległość i przyszłość jej kraju w Unii Europejskiej są zagrożone po tym, jak policja aresztowała dziesiątki osób oskarżonych o udział w spisku mającym na celu wzniecenie gwałtownych zamieszek, rzekomo wspieranym przez Rosję.

Na kilka dni przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi mołdawska policja poinformowała, że skonfiskowała broń i materiały wybuchowe podczas nalotów w całym kraju.

Policja twierdzi, że niektórzy z 74 zatrzymanych udali się do Serbii na szkolenie prowadzone przez rosyjskich instruktorów, w tym z użyciem broni palnej.

Przemawiając do narodu, prezydent Sandu oskarżył Kreml o "przelanie setek milionów euro" do Mołdawii w celu wzniecenia przemocy, szerzenia dezinformacji i strachu.

"Kreml wierzy, że wszyscy jesteśmy na sprzedaż. Że jesteśmy zbyt mali, by stawić opór. Że nie jesteśmy krajem, a jedynie terytorium," oświadczyła prezydent, wskazując na rosyjskie zaangażowanie na najwyższym szczeblu.

"Ale Mołdawia jest naszym domem. A nasz dom nie jest na sprzedaż".

Prorosyjskie partie zarzuciły Sandu próbę zastraszenia ich oraz ingerencji w wynik głosowania.

Sandu wezwała również swoich zwolenników, aby przyszli i oddali swoje głosy w niedzielnych wyborach, w których prorosyjskie siły mają wstrząsnąć prounijnym status quo. Partia Akcji i Solidarności (PAS) Sandu stoi przed ryzykiem utraty większości.

Dla Sandu kluczowa jest wysoka frekwencja - zwłaszcza wśród diaspory.

Mołdawia ogłosiła niepodległość po rozpadzie ZSRR ponad 30 lat temu, ale ma znaczną populację rosyjskojęzyczną. W separatystycznym regionie Naddniestrza, wspieranym przez Moskwę, nadal stacjonuje kontyngent wojsk rosyjskich.

Przez lata wpływy Moskwy utrzymywały się w mołdawskiej polityce.

Jednak za prezydentury Sandu kraj rozpoczął rozmowy akcesyjne z UE, a w ubiegłym roku odbyło się referendum, w którym obywatele zdecydowali o wpisaniu celu członkostwa w Unii do konstytucji.

Głosowanie to było inicjatywą prezydentki, próbą wytyczenia drogi Mołdawii do UE.

Ostatecznie głosowanie na 'tak' zakończyło się jedynie niewielką przewagą – 50,4% do 49,5%. Referendum obciążone było licznymi dowodami rosyjskiej ingerencji, w tym przemytem gotówki do kraju w celu kupowania głosów.

Szacuje się, że przechwytywanych jest jedynie 10–15% przesyłanych środków, a w Mołdawii, ze względu na niewielką populację, każdy głos ma ogromne znaczenie.

"Z 200 tysiącami głosów można zmienić wszystko: wystarczy spojrzeć na październikowe referendum unijne, które zostało rozstrzygnięte tak niewielkim marginesem," podkreśla Sergiu Panainte, zastępca dyrektora German Marshall Fund w Bukareszcie.

"Grzywny za sprzedaż głosu są teraz naprawdę wysokie, ale wciąż są ludzie, którzy chcą to zrobić".

Rosyjskie ataki hybrydowe stanowią dużą część problemu PAS Sandu, ale nie jedyne.

Przeciwnicy oskarżają rząd o niewystarczającą walkę z korupcją, a w rosyjskojęzycznych regionach, takich jak Gagauzja, wyborcy uważają, że Mołdawia powinna współpracować z Moskwą, a nie "antagonizować" ją.

Prezydent Sandu i jej zwolennicy są zdecydowanie przeciwni.

W 2022 r., kiedy Rosja rozpoczęła inwazję na pełną skalę na sąsiadującą z Mołdawią Ukrainę, dokonała zdecydowanego zwrotu w kierunku Europy jako jedynego gwaranta bezpieczeństwa i suwerenności własnego kraju.

Ostatnie naloty policyjne sugerują, że Moskwa się nie poddała.

Tymczasem w poniedziałek agencja Bloomberg poinformowała, że zapoznała się z dokumentami przedstawiającymi szeroko zakrojone rosyjskie plany wywołania niepokojów [społecznych] i wypaczenia wyniku głosowania.

Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SVR) wydała teraz własne oświadczenie, celowo kopiujące słowa władz Mołdawii. Twierdzi w nim, że to państwa europejskie planują 'rażące sfałszowanie' niedzielnych wyników, aby sprowokować protesty

"Rosja otwarcie planuje plan B", ostrzega Sergiu Panainte. "Jeśli PAS zdobędzie większość, oznacza to, że [Rosja] ucieknie się do przemocy i zainscenizowanych ataków. To jest opcja, na którą się przygotowują".

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska