Podróż z mężczyzną, którego znałam zaledwie dwa dni, zmieniła moje życie

Źródło zdjęcia, Jacqui Furneaux
- Autor, Yasmin Rufo
- Stanowisko, BBC News
- Czas czytania: 5 min
Romans, bycie nękanym i nagły akt przemocy to bez wątpienia doświadczenia, które potrafią wywrócić życie do góry nogami.
Dla trzech osób nie tylko zmieniły jego bieg, lecz odmieniły je całkowicie.
Każda z nich z czasem odbudowała pewność siebie i poczucie tożsamości. O tym, jak im się to udało, opowiadają dr Sian Williams w audycji ,,Life Changing" w BBC Radio 4.
Nauczyłam się być szczęśliwa ze sobą

Źródło zdjęcia, Jacqui Furneaux
W wieku 49 lat Jacqui Furneaux, pielęgniarka i matka dwóch córek z Bristolu, wyjechała z Wielkiej Brytanii.
Jej małżeństwo rozpadło się po jej romansie. Wyjeżdżając, czuła się smutna, winna i zdezorientowana biegiem wypadków.
Jednak decyzja, by objechać świat na motocyklu, na zawsze zmieniła jej życie.
Choć Jacqui zamieszkała z mężczyzną, dla którego zostawiła męża, związek ,,nie udał się," a ona czuła, że ,,zniszczyła całkowicie szczęśliwą rodzinę."
Przytłoczona poczuciem winy, szukała nowego startu i ucieczki od własnego nieszczęścia. Kupiła bilet w jedną stronę do Bangkoku. Tak rozpoczęła się jej siedmioletnia podróż dookoła świata — z Tajlandii do Laosu, przez Pakistan aż do Indii — która ostatecznie pomogła jej pogodzić się z życiem i własnymi wyborami.
Najważniejszą decyzją w jej życiu okazał się związek z Holendrem, młodszym od niej o 17 lat, którego poznała w Indiach. Mężczyzna podróżował po kraju motocyklem i zaproponował, by dołączyła do niego jako pasażerka.
„Byłam w Indiach już wystarczająco długo, by wiedzieć, że to, co dziwne, jest tu normalne," mówi Jacqui. „Pomyślałam: jak często życie da mi taką szansę?"
,,Razem zwiedziliśmy dużą część Indii. Podróżowaliśmy bez luksusów," wspomina Jacqui. ,,Wystarczały nam same podstawy - żadnych pięciogwiazdkowych hoteli."
,,To były hotele za 50 pensów (około 2,40 złotych) za noc... trochę ponure, ale dobrze się bawiliśmy."
W końcu kupiła jednak własny motocykl. Mówi, że decyzja o wejściu w długi związek z kimś, kogo znała zaledwie dwa dni, niewątpliwie wzbogaciła jej życie — mimo że para rozstała się po trzech latach.
Dopiero gdy Jacqui zachorowała, a jej córka spytała, jak długo jeszcze zamierza być poza domem, zrozumiała, że bliscy nadal ją kochają.
„Nie wybaczyłam sobie romansu i nie sądziłam, że ktokolwiek inny mi wybaczy. Myślałam, że to hańba na zawsze."
Kilkadziesiąt lat później mówi, że „mniej więcej" wybaczyła sama sobie, ale najważniejsze jest to, że „uczy się być szczęśliwa sama ze sobą".
,,Dziś mam dobre relacje z obiema córkami, a także byłym mężem," mówi.
Nie zachęca innych do podążania tą samą ścieżką, ale mówi, że podróże nauczyły ją wiele o niej samej.
„Każdy może trochę przesunąć swoje granice, żeby zbudować pewność siebie," mówi.
'Skupiam się na tym, co mogę'

Źródło zdjęcia, Angela Tilley
Jako nastolatka Angela Tilley była niezależna i nieustraszona. Jednak jej pewność siebie zniknęła, gdy w wieku 16 lat zaczęła być uporczywie nękana przez współpracownika.
Ponad rok była przedmiotem niechcianej uwagi, w tym gróźb, manipulacji emocjonalnej i innych niepokojących zachowań, których - jak mówi - nikt w pracy nie traktował poważnie.
Gdy mężczyznę w końcu przeniesiono, Angela poczuła ulgę - lecz wkrótce potem, w pociągu, dostała pierwszego ataku paniki.
„Nie wiedziałam, że ma to taką nazwę. Myślałam, że może wariuję," wspomina. Pamięta, że myślała: „Zemdleję? Dostanę zawału? Ośmieszę się zupełnie przed tymi wszystkimi ludźmi?"
Ataki zaczęły pojawiać się coraz częściej i stanowiły „przytłaczające doznanie fizyczne". Z czasem przerażała ją sama myśl o byciu ,,w pułapce," a zwykłe, codzienne sytuacje — dojazdy do pracy, zakupy, stanie w korku — stały się dla niej nie do zniesienia.
Po zdiagnozowaniu u niej agorafobii Angela zmuszała się, by mimo wszystko iść naprzód. Wyszyła za mąż, wychowała dzieci, próbowała terapii, czytała książki i powtarzała sobie mantrę: „Czuj strach i działaj mimo niego".
Przełom nastąpił w 2015 r., kiedy wraz z mężem kupili kampera.
Często pożyczali przyczepę kempingową jej rodziców. Oboje od dawna myśleli, że własny kamper mógłby być dobrym rozwiązaniem.
Możliwość „zabrania domu ze sobą" dała Angeli poczucie kontroli, którego nie miała nigdy wcześniej.
„To otworzyło moje życie. Im częściej mierzyłam się z dużymi wyzwaniami, tym łatwiejsze stawały się te mniejsze," wyjaśnia.
Podróże, które kiedyś wydawały się niemożliwe, stopniowo stawały się coraz dłuższe - 80-kilometrowe wyjazdy zmieniły się w wyprawy po całej Europie.
„Nie mogę robić wszystkiego, ale staram się skupiać na tym, co mogę, zamiast na tym, czego nie mogę," mówi Angela.
'Powiedziano mi, że już nigdy nie będę widzieć'

Źródło zdjęcia, Ed Stewart
W 1977 r. Ed Stewart był beztroskim 17‑latkiem. Niedługo wcześniej zaczął pracę jako technik, miał dziewczynę i motocykl.
Jednak pewnego razu, na imprezie, jego życie zmieniło się w mgnieniu oka. Gdy Ed zwrócił uwagę innemu nastolatkowi, który groził zgromadzonym, chłopak podniósł strzelbę i wystrzelił mu ,,prosto między oczy."
Choć w naboju nie było śrutu, wystrzał korka i prochu dotkliwie okaleczył mu twarz. „Po prostu rozerwało mi twarz na strzępy," wspomina. „Od razu oślepłem."
Leżąc na ziemi w potwornym bólu, myślał: „Boże, proszę, nie pozwól mi umrzeć. Nie chcę umierać."
Na oddziale intensywnej terapii ból był „nie do zniesienia." Choć Ed zdawał sobie sprawę, że jest „całkowicie niewidomy", starał się „nie rozmyślać o tym."
Ed - zarejestrowany jako osoba niewidoma - przyznaje, że robił „głupie, bardzo głupie rzeczy", próbując poczuć się normalnie. Raz stanął na krawędzi wielopoziomowego parkingu. ,,Myślę, że to było wołanie o pomoc," mówi dziś.
Rok po urazie przeniesiono go do ośrodka rehabilitacyjnego w Torquay, gdzie znalazł zarówno powody do złości, jak i nowe możliwości.
Ed mówi, że gdy powiedziano mu, że już nigdy nie będzie widzieć, „wpadł w furię." Jednak stojące w ośrodku pianino otworzyło przed nim niespodziewaną drogę.
„Przez większość wieczorów po prostu siadałem przy nim i brzdąkałem," wspomina. Ta ciekawość sprawiła, że wyszkolił się na stroiciela fortepianów.
Kilka lat później Ed zdecydował się na ryzykowną operację w londyńskim szpitalu Moorfields Eye Hospital, by usunąć z oka skrzep.
Ryzyko się opłaciło — w ciągu czterech miesięcy odzyskał wzrok w jednym oku. Chwilę tę opisuje jako „niesamowitą".
Nagle mógł zobaczyć własną twarz, a także po raz pierwszy obserwować reakcje innych ludzi. „Czujesz się wtedy niepewnie [z powodu własnego wyglądu]. To się już nie zmieni."
Zdarza się, że myśli: dlaczego ja? Ale te myśli szybko mijają.
„Mam szczęście, że w ogóle żyję," mówi.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Nicole Frydrych








