Europejska prasa zaniepokojona 'mrocznym' marszem skrajnej prawicy w Londynie

Protestujący biorący udział w wiecu „Zjednoczmy Królestwo” zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy policji, niektórych poruszających się na koniach, w centrum Londynu.

Źródło zdjęcia, EPA

Podpis zdjęcia, Protestujący biorący udział w wiecu "Unite the Kingdom" (ang. zjednoczmy królestwo) zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy policji w centrum Londynu.
    • Autor, Yana Lyushnevska
    • Stanowisko, BBC Monitoring
  • Czas czytania: 4 min

Duża manifestacja antyimigracyjna w Londynie, zorganizowana w miniony weekend przez skrajnie prawicowego aktywistę Tommy'ego Robinsona, wywołała spore zaniepokojenie w europejskich mediach.

W samej Wielkiej Brytanii marsz, w którym wzięło udział dziesiątki tysięcy osób, został opisany jako „złowieszczy" i jako oznaka rosnącej popularności w kraju poglądów – na migrację i inne dzielące społeczeństwo tematy – podobnych do tych propagowanych przez MAGA.

Jednak komentatorzy z całej Europy przyznali również, że wielu protestujących miało uzasadnione obawy, które skłoniły ich do wyjścia na ulice, i nie należy ich lekceważyć jako zwolenników ekstremizmu.

'Trumpizm kwitnie'

Donald Trump

Źródło zdjęcia, EPA

Podpis zdjęcia, Magazyn The Economist pisze o wpływie Donalda Trumpa na brytyjską politykę

Dla brytyjskiego tygodnika The Economist demonstracja – podobnie jak rosnąca popularność apeli „Make England Great Again" (pol. uczyńmy Anglię znów wielką) – była oznaką, że „trumpizm kwitnie" w Wielkiej Brytanii, mimo że sam prezydent USA nie cieszy się popularnością w tym kraju.

Tygodnik napisał, że chociaż marsz przyciągnął „zwykły tłum chuliganów," wielu uczestników to „ludzie, których można spotkać na festiwalu muzycznym lub w supermarkecie". Ich frustracje były podobne do tych, które utorowały Trumpowi drogę do Białego Domu i obejmowały nieufność wobec rządu, obawy przed „cenzurą" w mediach społecznościowych, poparcie dla masowych deportacji, a nawet nastroje antyszczepionkowe – podał tygodnik.

„Jednak w Wielkiej Brytanii polaryzacja i myślenie konspiracyjne nadal pozostają w tyle za Ameryką, a sukces wyborczy wymaga dystansu od skrajności," zauważył The Economist.

Brytyjski dziennik Independent napisał w artykule wstępnym, że frekwencja na wiecu „Unite the Kingdom" (pol. zjednoczmy królestwo) była niższa niż twierdzili organizatorzy, ale marsz i tak był „znaczącym i złowieszczym wydarzeniem".

„Fakt, że pojawiło się na nim tak dużo osób, z których wiele nie uważa się za ekstremistów, powinien zmartwić wszystkich, którzy chcą zachować pokojowe i tolerancyjne, wielokulturowe społeczeństwo Wielkiej Brytanii oraz bronić jej wolnych i demokratycznych tradycji," napisano.

Gazeta argumentowała, że chociaż niektórzy uczestnicy byli za przekształceniem Wielkiej Brytanii w „państwo faszystowskie," wielu z nich nie było agresywnych, a do udziału w marszu skłoniły ich „porażki głównych partii politycznych".

'Twarz brytyjskiej skrajnej prawicy'

Tommy Robinson

Źródło zdjęcia, PA Media

Podpis zdjęcia, Aktywista skrajnej prawicy Tommy Robinson zorganizował masowe protesty w Londynie, podczas których rannych zostało 26 policjantów

Wiele gazet przedstawiło sylwetkę Tommy'ego Robinsona, brytyjskiego działacza skrajnej prawicy stojącego za demonstracją, a francuski dziennik Le Figaro zauważył, że ewoluował on od „marginalnej postaci" do „twarzy brytyjskiej skrajnej prawicy".

Jego awans na szczyt nastąpił po wielu problemach z prawem i oskarżeniach o „podsycanie ognia podczas zamieszek, które ogarnęły Wielką Brytanię latem 2024 roku," podała gazeta.

Według włoskiego dziennika Corriere della Sera Robinson, którego prawdziwe nazwisko to Stephen Yaxley-Lennon, stał się „faktycznym liderem brytyjskiej skrajnej prawicy", od którego nawet prawicowy populista Nigel Farage próbuje się zdystansować.

„Robinson jest postacią uwielbianą przez swoich zwolenników i pogardzaną przez przeciwników, ale od soboty nie będzie już ignorowany," napisał dziennik.

Gazeta Wyborcza zwróciła uwagę na udział w wiecu europosła Dominika Tarczyńskiego, jedynego uczestnika z Polski, który zabrał głos podczas wydarzenia.

„Stanął w szeregu z politykami europejskiej nacjonalistycznej prawicy, reprezentującej antyunijne, rasistowskie i homofobiczne poglądy, często inspirowane przez rosyjską propagandę i finansowane przez Rosję," napisał dziennik, odnosząc się w szczególności do samego Robinsona.

Według Gazety Wyborczej Robinson przedstawił europosła jako „Dominika – Zero – Tarczyńskiego," nawiązując do pomysłu tego ostatniego, aby ograniczyć migrację do Europy z krajów „obcych kulturze chrześcijańskiej".

Oprócz Tarczyńskiego w wydarzeniu wzięli udział inni Polacy, w tym Ryszard Wilk i Grzegorz Płaczek z Konfederacji, jak zauważył prawicowy magazyn Do Rzeczy, podkreślając „tłumy na ulicach Londynu".

Prawdziwe obawy stojące za marszem?

Wielkie tłumy na Whitehall w centrum Londynu. Wiele osób powiewa flagami, a w tle widać kremowe budynki Whitehall.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Około 150,000 osób zgromadziło się 14 września w centrum Londynu na marszu zorganizowanym przez aktywistę skrajnej prawicy Tommy'ego Robinsona

Media w całej Europie były zgodne co do tego, że wielu protestujących miało uzasadnione obawy, które skłoniły ich do udziału w demonstracji.

Litewski nadawca publiczny LRT stwierdził, że protest był częściowo wynikiem wyzwań ekonomicznych, z jakimi zmaga się część brytyjskiego społeczeństwa i trudno powiedzieć, czy świadczy o rosnących wpływach skrajnej prawicy w Zjednoczonym Królestwie.

„Brytyjska gospodarka nie ma się obecnie najlepiej, a wiele systemów albo stoi w miejscu, albo wymaga poważnych reform. Pytanie więc, czy te poglądy i partie naprawdę zyskują na popularności, czy też ludzie po prostu doświadczają większych trudności i obwiniają za to imigrację," zastanawiała się korespondentka LRT.

W Estonii badaczka ekstremizmu Heidi Maiberg stwierdziła, że nie wszyscy uczestnicy protestu w Londynie byli „ekstremistami".

Wiele osób było po prostu niezadowolonych z polityki migracyjnej Wielkiej Brytanii, co odzwierciedla szerszy trend w całej Europie i na świecie – powiedziała estońskiemu nadawcy publicznemu ETV.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Marlena Zagórska i Magdalena Mis