Kasia Madera wspomina tragiczny dzień zamachów bombowych w Londynie

Podpis wideo, Kasia Madera wspomina dzień zamachów bombowych w Londynie 7 lipca 2005 r.
  • Czas czytania: 1 min

Po 20 latach wciąż bardzo wyraźnie pamiętam 7 lipca.Na początku panował ogromny chaos, trudno było się zorientować, co tak naprawdę się dzieje.

Pierwsze doniesienia mówiły o „przepięciach prądu”. Bardzo szybko jednak zaczęły napływać do nas informacje o przerażających zamachach samobójczych.

Jak wielu innych, nie mogłam skontaktować się z rodziną i przyjaciółmi. Mieszkałam wtedy we wschodnim Londynie. Mój partner codziennie dojeżdżał linią Piccadilly z dworca King's Cross, stacji, z której wyruszyło trzech z czterech zamachowców, i nie odbierał telefonu.

Przez czysty przypadek tego dnia zmienił trasę i nie trafił w niebezpieczny rejon, ale nie miałam od niego żadnego sygnału aż do późniejszej godziny.

Moja mama, która pracowała w zachodnim Londynie, zadzwoniła do mnie rano z pracy – czego nigdy wcześniej nie robiła. Wtedy dotarło do mnie, jak ogromna jest skala tego zdarzenia. Pamiętam, jak gorączkowo sprawdzałam, czy moi znajomi są bezpieczni.

Zawsze będę myślami z tymi, których telefony pozostały bez odpowiedzi, którzy stracili bliskich lub zostali ranni.

Miałam wtedy dzień wolny, ale oczywiście zadzwoniłam do pracy, żeby zapytać, czy mogę jakoś pomóc. Mój redaktor poprosił, żebym przyszła do redakcji, więc ruszyłam ze wschodniego Londynu na zachód – tam, gdzie mieściło się wtedy BBC News. Metro nie działało, więc w szoku przejechałam samochodem przez sparaliżowane miasto.

Kiedy dotarłam do pracy, skala ataków była już jasna. Spędziliśmy następne godziny, a potem dni i tygodnie, relacjonując najtragiczniejszy atak terrorystyczny w historii Londynu, w którym zginęły 52 osoby, a ponad 770 zostało rannych.

To, co szczególnie mnie uderzyło, to fakt, że zaledwie dzień wcześniej Londyn świętował zdobycie prawa do organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku.

Radość, którą wszyscy wtedy odczuwaliśmy, została całkowicie zniwelowana przez tragedię, jaka miała miejsce 7 lipca.