'Szedłem przez półtorej godziny, niosąc ciało mojej żony' — BBC rozmawia z bliskimi zabitych w protestach w Iranie

Irańczycy gromadzą się, blokując ulicę podczas protestu w Teheranie, 9 stycznia 2026 roku

Źródło zdjęcia, MAHSA / Middle East Images / AFP via Getty Images

    • Autor, Sarah Namjoo i Roja Assadi
    • Stanowisko, BBC Persian
  • Czas czytania: 5 min

Ostrzeżenie: W tym artykule znajdują się drastyczne opisy śmierci i obrażeń

Wracając do domu po udziale w proteście w Teheranie 8 stycznia, Reza objął ramionami swoją żonę Maryam, by ją ochronić.

„Nagle poczułem, że moja ręka stała się lekka – w dłoniach miałem już tylko jej kurtkę," powiedział członkowi rodziny, który później rozmawiał z BBC Persian.

Maryam została śmiertelnie postrzelona – Reza nie miał pojęcia, skąd padł strzał.

Mężczyzna niósł ciało Maryam przez półtorej godziny.

Wyczerpany, usiadł w zaułku.

Po krótkim czasie otworzyły się drzwi pobliskiego domu.

Mieszkający tam ludzie zabrali go do swojego garażu, przynieśli białe prześcieradło i owinięto w nie ciało Maryam.

Kilka dni przed wyjściem na protesty Maryam powiedziała swoim dzieciom, które są w wieku siedmiu i 14 lat, o tym, co dzieje się w ich kraju.

„Czasem rodzice idą na protesty i nie wracają," tłumaczyła.

„Moja krew i wasza nie jest cenniejsza niż czyjakolwiek inna".

Imiona Rezy i Maryam zostały zmienione ze względów bezpieczeństwa.

Spalony autobus leży nocą na drodze na tym zrzucie ekranu z nagrania irańskich mediów państwowych. Centralne drzwi nie są już przymocowane do pojazdu. Wewnątrz znajdują się zwęglone resztki siedzeń.

Źródło zdjęcia, Islamic Republic of Iran Broadcasting via WANA via Reuters

Podpis zdjęcia, Irańska telewizja państwowa pokazała ten spalony autobus, twierdząc, że został nakręcony w Teheranie 10 stycznia

Maryam jest jedną z tysięcy protestujących, którzy powinni byli wrócić do domu, lecz nigdy tego nie zrobili, gdy władze odpowiedziały na szybko rozprzestrzeniające się protesty w całym Iranie śmiertelną pacyfikacją.

Amerykańska organizacja Iranian Human Rights Activists News Agency (HRANA) twierdzi, że udało jej się potwierdzić śmierć co najmniej 2400 protestujących, w tym 12 dzieci, w ciągu ostatnich trzech tygodni.

Niezwykle trudno jest ustalić liczbę ofiar śmiertelnych, która najprawdopodobniej wzrośnie w nadchodzących dniach, ponieważ kraj pozostaje objęty niemal całkowitą blokadą internetu, nałożoną przez irańskie władze w czwartek wieczorem.

Organizacje praw człowieka nie mają bezpośredniego dostępu do kraju i – podobnie jak inne międzynarodowe redakcje informacyjne – BBC nie jest w stanie relacjonować wydarzeń na miejscu.

Władze Iranu nie podały liczby ofiar śmiertelnych, lecz lokalne media informowały o śmierci 100 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa oraz o tym, że protestujący, których przedstawiano jako „chuliganów i terrorystów", podpalili dziesiątki meczetów i banków w różnych miastach.

Duża grupa ludzi zebrała się nocą na ulicy. Większość nosi maski i kaptury. Światło wpada do środka, oświetlając drzewo, z jasnymi światłami w tle.

Źródło zdjęcia, User generated content

Podpis zdjęcia, Kashani, Teheran, 8 stycznia

Demonstracje rozpoczęły się w stolicy, Teheranie, 28 grudnia, po gwałtownym spadku wartości irańskiej waluty wobec dolara.

Gdy protesty dotarły do dziesiątek innych miast i miasteczek, zwróciły się przeciwko duchownym władcom Iranu.

Siły bezpieczeństwa wkrótce rozpoczęły brutalną pacyfikację, a do 7 stycznia, jedenastego dnia protestów, zgłoszono co najmniej 34 zabitych protestujących.

Wydaje się jednak, że najkrwawsza pacyfikacja miała miejsce w ostatni czwartek i piątek, kiedy tysiące ludzi wyszły na ulice w całym kraju, domagając się zakończenia rządów Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego.

BBC Persian otrzymało dziesiątki relacji z wnętrza Iranu.

Świadkowie, nieugięci mimo możliwych konsekwencji, mówili, że chcą, aby reszta świata dowiedziała się o przemocy wobec protestujących.

Tłumy gromadzą się, odwracając się od kamery i zwracając się w stronę osoby stojącej na podium w oddali. Jest noc, a okolicę oświetlają latarnie uliczne i światło z budynków. Na billboardzie niezwiązanym z protestami widać klepsydrę z przesypującym się przez nią piaskiem.

Źródło zdjęcia, User generated content

Podpis zdjęcia, Demonstracja przed instytucją religijną Hoze Elmiye w Nadżafie Abada, 8 stycznia

„Nasza dzielnica pachnie krwią – zabili tak wiele osób," powiedział jeden z rozmówców BBC Persian.

Inny wspominał, że siły bezpieczeństwa „strzelały głównie w głowy i twarze".

Protesty rozprzestrzeniły się na wszystkie 31 prowincji.

Napływające informacje wyraźnie pokazują, że skala zabójstw w mniejszych miastach i miasteczkach jest równie poważna jak w dużych aglomeracjach.

Mapa Iranu zawiera 68 czerwonych kropek wskazujących miejsca protestów w całym kraju, pochodzących z nagrań wideo analizowanych przez BBC od 28 grudnia 2025 r. do 13 stycznia 2026 r. Stolica Teheran jest oznaczona. Co najmniej jedna kropka znajduje się w 28 z 31 irańskich prowincji.

W Tonekabon, mieście liczącym 50 tys. mieszkańców na północy kraju, w piątek zginął Sorena Golgun.

Według członka rodziny 18-letni student uniwersytetu został „postrzelony w serce" podczas ucieczki przed zasadzką sił bezpieczeństwa.

Młody mężczyzna stoi na zewnątrz, obok metalowej balustrady. Ma na sobie ciemne okulary przeciwsłoneczne z jasnymi oprawkami, elegancką ciemnoniebieską koszulę z krótkim rękawem zapinaną na guziki, czarne dżinsy, zegarek na lewym nadgarstku oraz łańcuszek na szyi. Nosi krótko przystrzyżoną czarną brodę, sięgającą od uszu do podbródka. W tle widać trawiasty teren z rozproszonymi zielonymi, liściastymi drzewami oraz częściowo widoczny wysoki, nowoczesny, biały budynek wielopiętrowy. Niebo jest pochmurne, z mieszanką niebieskich i szarych chmur.

Źródło zdjęcia, Rodzina Soreny Golgun

Podpis zdjęcia, Rodzina Soreny Golgun twierdzi, że 18-letni student uniwersytetu został postrzelony w serce podczas ucieczki przed siłami bezpieczeństwa w Tonekabon

Podobnie jak Sorena, wielu innych zabitych protestujących było młodych i pełnych marzeń.

Robina Aminian, 23-letnia studentka projektowania mody, która marzyła o studiach w Mediolanie, została zastrzelona w Teheranie w czwartek.

Jej matka spędziła około sześciu godzin w podróży z ich domu w zachodnim mieście Kermanszah, aby odebrać ciało Robiny z Teheranu.

W drodze powrotnej trzymała ukochaną córkę w ramionach.

Jednak po przybyciu na miejsce siły bezpieczeństwa zmusiły ją do pochowania ciała na odległym cmentarzu za miastem – bez obecności innych członków rodziny czy przyjaciół.

Wykres pokazuje, że poziom życia w Iranie gwałtownie spadł od czasu kryzysu w 2008 r.

Nie wszyscy zabici byli protestującymi. Navid Salehi, 24-letni pielęgniarz z Kermanszah, został wielokrotnie postrzelony w czwartek, gdy wychodził z pracy.

Ciała wielu protestujących przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej Kahrizak w Teheranie.

Widok na miejscu były tak wstrząsający, że Sahanand, który nie chciał podać swojego prawdziwego imienia, zdecydował się przejechać niemal 1000 km do obszaru przygranicznego, aby móc wysłać nagrania wideo, korzystając z sieci danych mobilnych sąsiednich krajów.

W sobotę Sahanand widział, jak twierdzi, ponad 2000 ciał leżących na ziemi.

BBC ponownie zaznacza, że nie ma możliwości potwierdzenia tych informacji.

Jednak w dwóch nowo ujawnionych nagraniach wideo z Kahrizak BBC Verify i BBC Persian naliczyły co najmniej 186 ciał na jednym nagraniu oraz co najmniej 178 na drugim.

Oba nagrania prawdopodobnie przedstawiają część tych samych ciał, dlatego nie da się jednoznacznie ustalić liczby ofiar; faktyczna liczba jest jednak najpewniej znacznie wyższa.

Ludzie maszerujący nocą ulicą Teheranu, widziani od tyłu, 8 stycznia 2026 r. Po prawej stronie demonstrantów widać sznur samochodów, po lewej kilka pasów samochodów, w oddali widać jasne światła.

Źródło zdjęcia, User generated content

Podpis zdjęcia, Kashani, Teheran, 8 stycznia

Jedna młoda kobieta, która rozmawiała z BBC Persian pod warunkiem zachowania anonimowości, opisała wydarzenia z ubiegłego tygodnia jako „wojnę".

Protestujący pozostali „bardziej zjednoczeni niż kiedykolwiek wcześniej", lecz dla niej było to zbyt wiele i w tym tygodniu uciekła z kraju – podobnie jak wielu innych, sparaliżowanych strachem, że władze rozpoczną nową falę egzekucji i represji.

„Bardzo boję się tego, co może spotkać tych, którzy nadal są w Iranie," dodała.

Dodatkowy reportaż: Farzad Seifikaran i Hasan Solhjou

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska