Francja i Niemcy liderami unijnej krytyki umowy handlowej z USA

    • Autor, Emily Atkinson & Laura Gozzi
    • Stanowisko, BBC News
  • Czas czytania: 3 min

Przywódcy dwóch największych gospodarek Europy przewodzą chórowi ponurych reakcji na porozumienie handlowe zawarte między szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen a prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział, że umowa "znacząco zaszkodzi" finansom jego kraju, podczas gdy premier Francji François Bayrou stwierdził, że jest to równoznaczne z "poddaniem się".

Reakcje w całej Unii były pesymistyczne – choć kilka stolic przyznało, że podpisanie nierównej umowy było warte swojej ceny, jeśli oznaczało uniknięcie pełnowymiarowej wojny handlowej.

Na mocy porozumienia większość unijnych towarów eksportowanych do USA zostanie objęta 15% cłem – to połowa stawki, którą groził Trump – w zamian za zwiększenie przez Europę zakupu amerykańskiej energii oraz obniżenie ceł na niektóre importowane produkty.

Po prywatnych rozmowach na polu golfowym Trumpa Turnberry w Szkocji, von der Leyen określiła porozumienie jako "ogromną umowę", podczas gdy Trump powiedział, że zbliży ono USA i UE do siebie.

Umowa wymaga jednak zatwierdzenia przez wszystkie 27 państw członkowskich UE, z których każde ma inne interesy i inny poziom zależności od eksportu towarów do USA.

Chociaż żadne z państw członkowskich nie zasygnalizowało, że zamierza zablokować jego wejście w życie, wśród europejskich przywódców nie było zbyt wielu powodów do świętowania.

Merz ostrzegł, że gospodarki USA i Europy ucierpią na skutek tej umowy, ale dodał też, że zespół negocjacyjny z Brukseli „nie mógł oczekiwać więcej" w starciu z prezydentem USA zdeterminowanym, by zrównoważyć relacje z głównymi partnerami handlowymi.

Bayrou był jeszcze bardziej krytyczny , pisząc na platformie społecznościowej X: "To mroczny dzień, kiedy sojusz wolnych narodów, zebranych w celu potwierdzenia wspólnych wartości i obrony wspólnych interesów, poddaje się".

Premier Węgier Viktor Orban, bliski sojusznik Trumpa, powiedział, że prezydent USA "zjadł von der Leyen na śniadanie".

Hiszpański premier Pedro Sanchez powiedział, że poprze ją "bez żadnego entuzjazmu".

Do grona umiarkowanych optymistów wobec wynegocjowanej umowy należy także Donald Tusk, który na portalu X napisał: „Według wstępnej oceny Polska może stracić około osiem miliardów złotych, a groziło nam 15".

Premier Polski zaznaczył również, że skutki porozumienia będą odczuwalne po obu stronach Atlantyku.

W Europie dało się jednak odczuć pewną ulgę, że do porozumienia w ogóle doszło.

Premier Finlandii powiedział, że zapewni to "bardzo potrzebną przewidywalność", podczas gdy irlandzki minister handlu Simon Harris stwierdził, że przyniesie to pewność "niezbędną dla miejsc pracy, wzrostu i inwestycji".

Broniąc warunków umowy na konferencji prasowej w poniedziałek, komisarz UE ds. handlu Maroš Šefčovič powiedział, że była to "najlepsza umowa, jaką mogliśmy uzyskać w bardzo trudnych okolicznościach".

Wskazał również na znaczenie bezpieczeństwa wynikające z utrzymywania przyjaznych relacji handlowych z USA w kontekście wojny na Ukrainie.

Zapewnienie, że Europa i Stany Zjednoczone są "zgodne w dzisiejszych kwestiach geopolitycznych", jak powiedział, wiązało się z "dodatkową ceną".

W tygodniach poprzedzających ostateczne rozmowy UE-USA wśród niektórych europejskich przywódców narastał apetyt na zwiększenie presji na Trumpa poprzez zastosowanie tak zwanych środków przymusu, które zablokowałyby amerykańskim firmom dostęp do rynków europejskich.

Jednak w obliczu groźby 30% ceł, UE zawarła porozumienie w imieniu swoich członków umowę, która i tak przyniesie straty gospodarcze, ale mniejsze niż te, których obawiano się po pierwotnych zapowiedziach Trumpa o wprowadzeniu ceł importowych.

Von der Leyen próbowała przedstawić umowę jako sukces w niedzielę – ale już w poniedziałek nawet przewodniczący jej Europejskiej Partii Ludowej, Manfred Weber, określił ją jako „kontrolowanie szkód".

Choć ogólny zarys porozumienia został uzgodniony, szczegóły zostaną dopracowane po technicznych rozmowach.

Wstępne reakcje ze strony amerykańskiego biznesu również były dalekie od entuzjazmu. Narodowa Rada Handlu Zagranicznego z siedzibą w Waszyngtonie stwierdziła, że każde porozumienie, które pozwala uniknąć wojny handlowej, jest „krokiem naprzód".

Ostrzegła jednak, że wszelkie "krótkoterminowe zyski" z 15% cła mogą ostatecznie pozostawić USA "odizolowane od głównego sojusznika i osłabić zaufanie w dłuższej perspektywie".

Stwierdzono, że poprzedni system bezcłowy pozwolił przemysłom, w tym lotniczemu i farmaceutycznemu, rozwijać się "po obu stronach".

Wstępna wersja porozumienia „utrzymuje w mocy szereg niepokojących polityk UE" – zauważyła organizacja, w tym tzw. „dyskryminującą agendę cyfrową" oraz „niesprawiedliwe zasady refundacji leków".

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska