Czy 'wojna z mediami' Trumpa może się powieść? Prasa jest podzielona.

Ówczesny republikański kandydat na prezydenta USA Donald Trump, przemawia do dziennikarzy po debacie z ówczesną kandydatką Demokratów Kamalą Harris, w Pennsylvania Convention Center

Źródło zdjęcia, Getty Images

    • Autor, Yana Lyushnevska
    • Stanowisko, BBC Monitoring
  • Czas czytania: 3 min

Według zachodnich mediów powrót Donalda Trumpa do Białego Domu na początku tego roku charakteryzował się bezprecedensowym atakiem na wolność prasy w Stanach Zjednoczonych.

Zawieszenie programu popularnego prezentera telewizyjnego Jimmy'ego Kimmela w stacji ABC po jego kontrowersyjnych komentarzach na temat zabójstwa prawicowego działacza politycznego Charliego Kirka zostało uznane za najnowszy przykład wysiłków administracji Trumpa mających na celu stłumienie sprzeciwu – obok pozwów przeciwko mediom i gróźb cofnięcia licencji niektórym nadawcom.

Jednak, jak podają gazety, ta kampania nacisków ma w rzeczywistości większy zasięg i jest skierowana nie tylko przeciwko prasie, ale także uniwersytetom, wydawcom, muzeom i bibliotekom.

Zastanawiając się, czy wysiłki te zakończą się sukcesem w kraju znanym od dziesięcioleci jako bastion wolności słowa, niektóre gazety stwierdziły, że choć z pewnością mogą one zaszkodzić demokracji w Stanach Zjednoczonych, Trump prawdopodobnie nie osiągnie takiego sukcesu, jakiego oczekuje.

Nawet 'częściowy' sukces niebezpieczny dla Ameryki

Brytyjski tygodnik The Economist przewiduje, że wysiłki Trumpa mające na celu uciszenie krytyków zakończą się niepowodzeniem, ale kraj „nadal może ponieść straty".

Twierdzi, że „wojna" prezydenta z mediami nie jest „miażdżącym sukcesem," ponieważ Jimmy Kimmel powrócił na antenę pomimo groźby odwetu ze strony władz, a wielomiliardowy pozew Trumpa przeciwko dziennikowi New York Times został niedawno oddalony.

Jednak nawet częściowy sukces w zastraszaniu mediów może prowadzić do poważnych konsekwencji dla Stanów Zjednoczonych, włączając korupcję, złe zarządzanie i brak zaangażowania wyborców, co miałoby znaczący wpływ na wyniki wyborów, ostrzega The Economist.

„Ale chcieć czegoś to nie to samo, co to osiągnąć. Jak pokazują Kimmel i inni, zdominowanie rozległych, nieposłusznych mediów i obywateli o silnych poglądach będzie trudne," podsumowuje tygodnik.

Wspominając skandal z Kimmelem, The New York Times sugeruje, że grożąc nadawcom, Trump poszedł w ślady „autokratów" z krajów takich jak Chiny, Indie, Iran, Rosja, Turcja i Wenezuela, przybliżając Stany Zjednoczone do „niepokojącego globalnego wzorca".

Gazeta przyznaje, że jest zbyt wcześnie, aby porównywać go z nimi, ale wyraża zaniepokojenie tym trendem, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone „historycznie były obrońcą wolności słowa".

„Taktyka przyjęta przez Trumpa – sugerująca, że tylko opinie zatwierdzone przez prezydenta są ważne i chronione – stawia Stany Zjednoczone w niezręcznym towarzystwie," pisze gazeta.

'Diabelski krąg'

Prezydent USA Donald Trump wskazuje na dziennikarza Jima Acostę (środek z lewej) z CNN podczas konferencji prasowej po wyborach w Sali Wschodniej Białego Domu w Waszyngtonie

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Polski dziennik Gazeta Wyborcza publikuje artykuł znanego amerykańskiego redaktora Martina Barona, który opisuje Stany Zjednoczone jako kraj, który nie jest już bastionem wolnej prasy ani wzorem w zakresie wolności słowa.

„W demokracji to naturalne, że nie zgadzamy się co do tego, która polityka jest najlepsza. Dzisiaj jednak nie możemy się zgodzić, co jest faktem. I jak ustalić, co nim jest," pisze.

Baron twierdzi, że brak porozumienia co do faktów stanowi zagrożenie dla demokracji. „A jeśli demokracja jest zagrożona, to wolna prasa też. Bo nie może przetrwać bez demokracji – a demokracja nie może przetrwać bez wolnej prasy. Diabelski krąg," pisze.

Trump tworzy niebezpieczny precedens?

Niemiecki magazyn Spiegel zauważa, że „polowanie na wrogów" Trumpa nie ogranicza się do mediów, ale obejmuje również uniwersytety, wydawnictwa, muzea i biblioteki.

„Innymi słowy, wszystkich, którzy czują się zobowiązani do szerokiego, nawet kontrowersyjnego, rozpowszechniania wiedzy i faktów," pisze magazyn. „Jest to atak na samą myśl".

Takie podejście jest całkowicie sprzeczne ze złożoną na inauguracji obietnicą Trumpa, że w kraju nie będzie miejsca na cenzurę, twierdzi Spiegel, argumentując, że zwolennicy prezydenta USA stworzyli „przebudzoną prawicę," angażując się w kulturę, za co wcześniej gorąco krytykowali swoich przeciwników.

Francuski dziennik Le Figaro twierdzi, że Federalna Komisja Łączności (FCC) została przekształcona w „narzędzie cenzury," które w pełni popiera pomysły Trumpa.

Jednak niektórzy – nawet wśród konserwatywnych głosów, takich jak podcaster Joe Rogan – ostrzegają, że może to zostać wykorzystane przeciwko republikanom przez następną administrację, tworząc „cykl represji".

Brytyjski dziennik The Guardian zauważa również, że „blitz cenzury" Trumpa nie spotkał się z dobrym przyjęciem wśród niektórych jego sojuszników z prawicy.

Chociaż nie ma zbyt wielu takich głosów, ich obecność „podkreśla, że Trump i jego armia MAGA nie zapewnili sobie jeszcze absolutnego monopolu na myślenie po prawej stronie sceny politycznej," twierdzi gazeta.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Marlena Zagórska i Magdalena Mis