'Sufit na mnie spadł'- mieszkańcy Kijowa mówią o jednym z najgorszych rosyjskich nalotów

Podpis wideo, Rosyjski atak na Kijów 31 lipca 2025 r.
    • Autor, Nataliia Patrikieieva
    • Stanowisko, BBC News Ukraina
    • Relacja z, Kijów
  • Czas czytania: 5 min

31 lipca był jednym z najtragiczniejszych rosyjskich nalotów na Kijów od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Potwierdzono śmierć co najmniej 31 osób, w tym pięcioro dzieci w wieku 3, 6 i 17 lat.

Natalia Patrikeeva z BBC News Ukraina rozmawiała z ocalałymi z bombardowania w dzielnicy Solomianskyj w Kijowie.

To typowe podwórko w centrum Kijowa, otoczone wysokimi budynkami.

Wiele z nich jest poważnie uszkodzonych, brakuje szyb, mają zawalone ściany. Jeden budynek stracił całą część.

„Czekamy tu od 6 rano. Kolega mojego syna i jego rodzina mieszkają tam," mówi Wiktoria, wskazując na zniszczoną część. Jest tu z dziećmi. Jej własne mieszkanie również zostało uszkodzone.

Zniszczone podwórko, na którym stoi para ludzi, kobieta trzyma kota, dookoła leży gruz.

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Atak dronów trwał całą noc. Po odwołaniu alarmu ludzie wrócili do domów. Około 6 rano znów rozległ się alarm, a potem kolejne uderzenia rakiet.

Podwórko jest pełne gruzu, część terenu jest odgrodzona taśmą biało-czerwoną. Ratownicy szukają ludzi pod gruzami. Spalone i zdeformowane samochody usuwane są specjalnym sprzętem.

Na miejscu zgromadziło się kilkadziesiąt osób, wielu czeka na wiadomości o swoich bliskich. Na ich twarzach widać łzy i rozpacz. Dwóch starszych mężczyzn, których krewni byli w zawalonym budynku, w milczeniu obserwuje ratowników.

„Najpierw lekarze muszą potwierdzić zgon. Prawdopodobnie tam nie przetrwały żadne dokumenty...," mówi jeden z nich.

Ludzie podchodzą do policjantów stacjonujących na miejscu, pytając o swoich bliskich lub znajomych.

Młoda matka z małym dzieckiem sprawdzająca telefon

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Prezydent Kijowa poinformował, że rannych zostało ponad 150 osób, w tym 12 dzieci

Po ataku dronów ludzie wrócili do domów

Oksana, pracownica socjalna, przyszła tu, by sprawdzić, co stało się z niepełnosprawnym mężczyzną, o którego się troszczy.

„Dzwonimy do wszystkich od samego rana. To nasz obowiązek – sprawdzić, kto jest cały, a kto nie. U niektórych naszych podopiecznych wybite były szyby i uszkodzone balkony. Wiedziałam, że coś się stało. Pobiegłam i zobaczyłam to, czego się najbardziej bałam," mówi.

Mężczyzna, którego szuka, nadal jest zaginiony, podobnie jak jego siostra. Policjant zapisuje jej numer telefonu i mówi, że może być potrzebne wskazanie zwłok, jeśli nie zostaną znalezieni inni krewni.

W nocy z 30 na 31 lipca w Kijowie było ponad 20 miejsc trafionych (uderzeniami).

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, W nocy z 30 na 31 lipca w Kijowie było ponad 20 miejsc trafionych (uderzeniami w nalotach).

„Myśleliśmy, że to już koniec"

Atak dronów trwał całą noc. Po odwołaniu alarmu ludzie wrócili do domów. Około 6 rano znów rozległ się alarm, a potem kolejne uderzenia rakiet.

„Podczas ataku ukrywaliśmy się w korytarzu, potem poszliśmy spać," mówi Tetiana, która mieszka obok częściowo zniszczonego budynku.

„Myślałam, że to już koniec. Miałam wrażenie, że sufit się zawala."

Wskazuje na swój balkon z wybitymi szybami.

Inna kobieta, sąsiadka Tetiany, podchodzi do nas i mówi, że nie pamięta numeru swojego mieszkania – musi wypełnić formularz o odszkodowanie. Ze stresu zapomniała, gdzie mieszka.

Ponad 150 rannych w Kijowie

Prezydent Kijowa poinformował, że rannych zostało ponad 150 osób, w tym 12 dzieci. Na podwórku unosi się zapach spalenizny i wilgotnej, zdeptanej trawy.

Ludzie ustawiają się w kolejce po folię i deski do zabezpieczenia okien. Pod nogami chrupią szkło. Właściciele psów niosą zwierzęta, by ich nie zranić.

Rosyjski atak zniszczył całe wejście do bloku mieszkalnego.

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Rosyjski atak zniszczył całe wejście do bloku mieszkalnego.

„Później będziemy płakać"

W południe, dzień po ataku, podwórko zapełniło się namiotami: wolontariuszy, policji i ratowników. Rozstawiano tymczasowe toalety i rozdawano wodę pitną.

Wesna, psycholożka z Ukraińskiego Związku Samarytan, częstuje herbatą kobietę przy spalonym samochodzie.

„Jest ciężko, ale wiemy, że robimy coś ważnego. Stres przepracuję później," mówi.

Radzi, by najpierw zadbać o bezpieczeństwo, a potem „uziemić się", wymieniając pięć rzeczy, które się widzi, cztery, które się słyszy, trzy, które się czuje zapachem, i jedną, którą się smakuje.

Pomaga też rozluźnienie mięśni – zaciskanie pięści, skakanie, potrząsanie ciałem.

„Potem znajdź coś do zrobienia – pomóż komuś, posprzątaj, napraw okna. Dopiero wtedy myśl o żałobie," mówi Wesna.

Ratownicy od rana szukają ludzi pod gruzami.

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Ratownicy od rana szukają ludzi pod gruzami.

„Wykopałem się sam"

Hysky pies Olega
Podpis zdjęcia, Pies Olega przeżył po ataku rakietowym.

Bezpośrednio trafiony i zniszczony został także czteropiętrowy budynek mieszkalny w innej dzielnicy centralnego Kijowa.

60-letni Oleh, mieszkający w pobliżu, był w domu. Jego dom nie jest całkowicie zniszczony, ale już nie nadaje się do zamieszkania. Oleh mówi, że ma szczęście, że żyje.

„Sufit na mnie spadł. Wykopałem się sam. Ale mój pies Miki miał gorzej," mówi.

Husky Olega, Miki, przeżył, ale jego buda została wyrzucona przez falę wybuchu.

To nie pierwszy raz, gdy okolice Olega były celem ataku. Kilka tygodni temu fragment pocisku spadł na podwórko.

„Z tego można by obudować całą rakietę," żartuje.

Nie wie jeszcze, gdzie będzie mieszkał, ale ma nadzieję naprawić dom, póki jest jeszcze ciepło.

„To cud, że przeżyliśmy"

W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia zniszczeniu uległy setki mieszkań w różnych dzielnicach stolicy.

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia zniszczeniu uległy setki mieszkań w różnych dzielnicach stolicy.

Jego sąsiadka Natalia także była w domu z rodziną podczas ataku.

„Mieliśmy szczęście. Nikt nie ucierpiał. Gdybyśmy mieszkali 10 metrów bliżej… Dzięki Bogu nikt nie był w domu, który został trafiony bezpośrednio," mówi.

Rodzina schroniła się w piwnicy podczas nalotu.

„Dziś miałam jechać do Charkowa do pracy. Ale teraz mój samochód jest zniszczony. I nie mamy już gdzie mieszkać," dodaje Natalia.

To, co pozostało po domu jednorodzinnym, w który trafiła rakieta.
Podpis zdjęcia, To, co pozostało po domu jednorodzinnym, w który trafiła rakieta.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska