Od byłego prezydenta do więźnia: wyrok skazujący Sarkozy'ego dzieli Francję

Były prezydent Francji Nicolas Sarkozy spogląda w lewo, poza kadr. Znajduje się po prawej stronie ujęcia

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Były przywódca Francji, Nicolas Sarkozy, został skazany na pięć lat więzienia
    • Autor, Hugh Schofield
    • Stanowisko, Paris correspondent
  • Czas czytania: 3 min

Nicolas Sarkozy wraca w swoje dawne miejsce - dominując w wiadomościach i dzieląc naród.

Trzynaście lat po opuszczeniu urzędu ma on zostać pierwszym byłym prezydentem Francji, który trafi do więzienia po otrzymaniu pięcioletniego wyroku za spisek przestępczy.

Okoliczności są pełne tego samego siarczystego sprzeciwu, który kiedyś charakteryzował każdy jego ruch.

Świeżo po ogłoszeniu wyroku w procesie dotyczącym „libijskich pieniędzy" w czwartek, mówił z płonącym gniewem o „bezgranicznej nienawiści", której jak stwierdził, wciąż jest ofiarą.

Od chwili, gdy pojawił się jako lider prawicy, Sarkozy był przekonany, że stał się celem lewicowego spisku we francuskim wymiarze sprawiedliwości i mediach.

A wraz z tym wyrokiem, uważa, że pojawił się kolejny niepodważalny na to dowód.

Dlaczego, pytają jego zwolennicy, sąd uniewinnił go z trzech z czterech zarzutów: nielegalnego finansowania partii, sprzeniewierzenia libijskich funduszy i korupcji?

Dlaczego skazano go tylko za ostatni zarzut – ten najbardziej „obszerny", czyli „udział w zorganizowanej grupie przestępczej", który często stosuje się wobec gangów narkotykowych, gdy śledczy nie mają innych podstaw?

I w końcu, dlaczego – skoro sąd uznał go winnym jedynie lżejszego zarzutu – wymierzył mu tak upokarzającą i drakońską karę? Skazano 70-letniego mężczyznę na pięć lat więzienia, i to aż 20 lat po samym przestępstwie.

Sąd zastrzegł również, że wyrok nie ma "charakteru odraczającego" – innymi słowy, orzekł, iż Sarkozy trafi do więzienia nawet w przypadku złożenia apelacji, mimo że zgodnie z francuskim prawem do czasu jej rozpatrzenia pozostaje on teoretycznie niewinny.

Kiedy wydawało się, że stare emocje– za i przeciw Sarkozy'emu – zaczynają już przygasać, nagle powróciły z całą mocą.

Wielu będzie odczuwało pewną sympatię wobec Sarkozy'ego – niekoniecznie dlatego, że jest całkowicie bez winy w sprawie poszukiwania libijskich pieniędzy na kampanię

Były prezydent Francji Nicolas Sarkozy idzie, otoczony przez dwóch mężczyzn – jednego przed sobą i drugiego za sobą.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Image

Dostrzegą jednak pewną prawdę w jego twierdzeniach o wiktymizacji: że w paryskim establishmencie "polityczno-medialno-sądowniczym" rzeczywiście są tacy, którzy nienawidzą byłego prezydenta i cieszą się z jego upadku.

Sarkozy to nie skrzywdzony były szef państwa, lecz egoistyczny i niezwykle wpływowy gracz polityczny, który konsekwentnie naginał prawo do granic możliwości, by osiągnąć swoje cele.

Bo jak inaczej wyjaśnić taką litanię procesów przeciwko niemu? I to, że ma już dwa inne wyroki za korupcję, jeden za próbę przekupienia sędziego, a drugi za nielegalne finansowanie kampanii?

A jeśli sąd zdecydował się teraz potraktować go z całą surowością w sprawie libijskiej, to być może dlatego, że zarzut zabiegania o fundusze wyborcze u zagranicznego dyktatora jest w istocie wyjątkowo poważny.

Wszystko to jest dziś istotne, ponieważ nawet jeśli Sarkozy nie jest już tak wpływową postacią, za jaką niektórzy go uważają, argumenty dotyczące tej sprawy odbijają się echem w ruinach francuskiej polityki.

Prawica i skrajna prawica stają w jego obronie, grzmiąc o lewicowym nadużyciu wymiaru sprawiedliwości. Marine Le Pen, sama odsunięta od kandydowania w wyborach prezydenckich z powodu „klauzuli o braku zawieszenia" w swoim własnym wyroku na początku tego roku, jako pierwsza potępiła tę „niesprawiedliwość"

Lewica postrzega to wszystko jako kolejny dowód na przywileje bogatych ludzi - potężni stają się coraz potężniejsi, beztrosko ignorując prawo.

Nicolas Sarkozy już dawno opuścił urząd i nie ma szans na jego powrót. Jest postacią z przeszłości. Ale jego sprawa obnaża podziały w bardzo podzielonym kraju.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska