Holenderskie systemy Patriot będą w Polsce, podczas gdy Warszawa krytykuje Rosję po wybuchu drona

    • Autor,
    • Stanowisko, BBC News Warsaw correspondent
  • Czas czytania: 3 min

Holandia zdecydowała się na rozmieszczenie dwóch systemów obrony powietrznej Patriot oraz towarzyszących im oddziałów w Polsce jeszcze w tym roku, poinformował minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Kosiniak-Kamysz powiedział dziennikarzom, że dwie z trzech baterii Patriot należących do Holandii oraz 300 holenderskich żołnierzy zostaną rozmieszczone w Polsce w grudniu, aby pomóc w zabezpieczeniu polskiej przestrzeni powietrznej.

Amerykańska i europejska obrona powietrzna jest wykorzystywana do ochrony Jasionki, kluczowego węzła NATO zapewniającego wsparcie wojskowe Ukrainie, położonego niedaleko Rzeszowa.

Kosiniak-Kamysz wyjaśnił, że holenderskie baterie i oddziały wsparcia zastąpią niemiecki kontyngent stacjonujący obecnie w Jasionce.

Wcześniej polskie władze ogłosiły, że wyślą oficjalny protest do Rosji po potwierdzeniu, że obiekt, który spadł na pole kukurydzy na terytorium Polski, był rosyjskim dronem wojskowym.

Eksplozja, która miała miejsce w godzinach porannych 20 sierpnia w pobliżu wsi Osiny, była słyszalna z kilku kilometrów, relacjonowali mieszkańcy na miejscu zdarzenia.

Nikt nie został ranny, ale w kilku pobliskich budynkach wybite zostały szyby – podała Polska Agencja Prasowa (PAP).

Osiny znajdują się daleko od granicy Polski z Ukrainą i Białorusią, około 110 km na południowy wschód od Warszawy.

Kosiniak-Kamysz oskarżył Moskwę o akt prowokacji w trakcie trwających rozmów pokojowych dotyczących wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

PAP, powołując się na anonimowe źródło w Ministerstwie Obrony, podała, że dron był nieuzbrojony i prawdopodobnie był wabikiem. Dziennik Rzeczpospolita poinformował, że był to prawdopodobnie irański dron Shahed wykorzystywany przez Rosję.

Rosyjskie drony w polskiej przestrzeni powietrznej

To nie pierwszy raz, gdy pociski i drony naruszają polską przestrzeń powietrzną, co ponownie rodzi pytania, jak mogą wlatywać do Polski niezauważone.

Dowództwo operacyjne Sił Zbrojnych RP poinformowało, że nie zaobserwowano żadnych naruszeń przestrzeni powietrznej kraju w nocy.

Rzecznik rządu Adam Szłapka powiedział, że systemy obrony powietrznej nigdy nie są w 100% skuteczne w wykrywaniu naruszeń przestrzeni powietrznej.

„Ten konkretny przypadek to jest wabik. Znaczy, jego celem jest […] żeby wlecieć w przestrzeń powietrzną i sprawdzić, jaka jest odporność. Drony bojowe namierza się inaczej. I nawet przy bardzo rozbudowanych systemach dronowych i ochrony przeciw tylko dronowej w czasie wojny, gdy jakieś państwo prowadzi, to też zdarzają się przypadki, że dany dron wlatuje głęboko w przestrzeń powietrzną danego kraju, np. dron ukraiński, który się rozbił nad Kremlem," Szłapka powiedział w TOK FM 21 sierpnia.

Od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. doszło do kilku naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej.

W listopadzie 2022 r. w wyniku uderzenia pocisku w miejscowości Przewodów przy granicy z Ukrainą zginęło dwóch Polaków. Polska utrzymuje, że pocisk został wystrzelony przez ukraińskie siły obronne w celu odparcia rosyjskiego ataku rakietowego.

Miesiąc później pocisk, uznany za nieuzbrojony rosyjski pocisk manewrujący Kh-55, przeleciał 500 km przez terytorium Polski i spadł w lesie niedaleko Bydgoszczy. Został odnaleziony dopiero cztery miesiące później, w kwietniu 2023 r., przez przypadkowego przechodnia.

W grudniu 2023 r. Siły Zbrojne RP poinformowały, że podejrzany rosyjski pocisk wszedł w polską przestrzeń powietrzną na prawie trzy minuty, pokonując około 40 km, po czym zawrócił do przestrzeni powietrznej Ukrainy podczas rosyjskich ataków na zachodnią Ukrainę.

Czy Polska może zapobiec podobnym incydentom i potencjalnym atakom?

Analityk ds. obrony z warszawskiego think-tanku Polityka Insight, Marek Świerczyński, powiedział, że nie jest zaskoczony, iż rosyjski dron nie został wykryty. W rozmowie z BBC News Polska stwierdził, że jego zdaniem dron mógł wylądować na polskim terytorium przez pomyłkę, ale równie dobrze może to być przypadek „testowania Polski i NATO" przez Rosję.

Wykrywanie obiektów takich jak nisko latające drony jest szczególnie trudne, dodał.

„Wykrywanie celów nisko i wolno lecących, jakimi są drony, jest – paradoksalnie – trudniejsze niż celów lecących wysoko i szybko. Przyczyny są natury technicznej – drony są z reguły małe, plastikowe i poruszają się poniżej poziomu wykrywania radarów, a także środowiskowe – niżej jest więcej naturalnego 'szumu' tła, a drona można pomylić z ptakiem czy awionetką. Dlatego systemy radarowe musiałyby być rozmieszczone bardzo gęsto i być niezwykle czułe – a to kosztowna inwestycja," powiedział.

Świerczyński dodał, że specjalne czujniki to kolejna metoda wykrywania dronów, ale ta technologia może być kosztowna, jeśli miałaby chronić całą wschodnią granicę Polski.

Świerczyński powiedział, że obecna i poprzednie administracje nie podjęły konkretnych działań, aby zapobiec powtórzeniu się wcześniejszych naruszeń przestrzeni powietrznej, ale realizują ambitny plan obrony powietrznej.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis