Czy dzieła Malewicza warte miliony naprawdę znaleziono pod łóżkiem emerytki?

- Autor, Grigor Atanesian
- Stanowisko, BBC News Russian
- Autor, Mircea Barbu
- Stanowisko, In Bucharest
- Czas czytania: 4 min
Trzy nieznane wcześniej obrazy olejne przypisywane awangardowemu artyście Kazimierzowi Malewiczowi zostały zaprezentowane w publicznym muzeum w Bukareszcie.
Jeśli ich autentyczność zostanie potwierdzona, mogą być warte ponad 492 mln złotych, jednak czołowy badacz twierdzi, że historia ich pochodzenia jest problematyczna.
Muzeum, które je wystawia, odmawia odpowiedzi na pytanie, czy dzieła są autentyczne.
Urodzony na Ukrainie Kazimierz Malewicz jest uważany za jednego z najbardziej wpływowych artystów XX wieku. Na rynku sztuki jego obrazy są warte więcej niż jakikolwiek inny ukraiński lub rosyjski artysta, a jedna praca została sprzedana za rekordową kwotę 85 mln dolarów ( około 310 mln złotych) w 2018 r.
Jednak podczas przeprowadzki w 2023 r. trzy nieznane obrazy Malewicza zostały odkryte pod materacem izraelskiej emerytki Evy Levando, według Yaniva Cohena, izraelskiego biznesmena z Bukaresztu i właściciela dzieł.
Emerytka jest babcią żony biznesmena i to ona przekazała mu prace.
Obrazy noszą tytuły "Kompozycja suprematystyczna z zielonym i czarnym prostokątem" (1918), "Kompozycja kubofuturystyczna" (1912-13) oraz "Kompozycja suprematystyczna z czerwonym kwadratem i zielonym trójkątem" (1915-16) i są wystawiane w Narodowym Muzeum Sztuki Współczesnej w Rumunii do końca sierpnia. Wystawa jest sponsorowana przez klinikę dentystyczną Cohena.
Świat sztuki pozostaje jednak sceptyczny.
Konstantin Akinsha, ukraińsko-amerykański badacz, powiedział BBC, że dokumenty potwierdzające ich historię i łączące je z pracownią Malewicza są niekompletne.
"Trzy prace wystawiane obecnie w Bukareszcie nie zostały udokumentowane, sfotografowane ani pokazane za życia artysty," powiedział historyk sztuki i kurator, współautor przewodnika Amerykańskiego Stowarzyszenia Muzeów dotyczącego badań proweniencji.
Czy winny jest Stalin?

Eva Levando odziedziczyła obrazy po swoim ojcu, księgowym z Odessy w sowieckiej Ukrainie. Miał on rzekomo kupić jeden z nich, a dwa pozostałe otrzymać w ramach zapłaty za swoje usługi. Cohen powiedział BBC, że brak dokumentów potwierdzających tę historię można wytłumaczyć represjami wobec sztuki modernistycznej w czasach stalinowskich.
Według Cohena, Eva Levando wyemigrowała do Izraela w 1990 r., zabierając dzieła ze sobą.
"Nie ma dowodów na to, że prace Malewicza krążyły na rosyjskim lub ukraińskim rynku sztuki pod koniec lat dwudziestych i na początku lat trzydziestych. Własne zapiski Malewicza nie wspominają o żadnej prywatnej sprzedaży po 1917 r," stwierdził Konstantin Akinsha.
Aby wzmocnić swoje twierdzenie, Yaniv Cohen przedstawił certyfikaty kijowskiego historyka sztuki Dmytra Horbaczowa, który opisał te prace jako „pierwszorzędne przykłady" stylu Malewicza. Do takiego wniosku doszedł, analizując styl i technikę obrazów.
Jednak Dmytro Horbaczow wcześniej uwierzytelnił również dzieła budzące spory, w tym obraz, który – według doniesień – został usunięty z wiedeńskiego muzeum Albertina po pojawieniu się wątpliwości co do jego autentyczności.
Historyk sztuki twierdzi, że jest konsultantem Sotheby's i Christie's. Ale "nie pracuje i nigdy nie pracował dla Sotheby's jako konsultant," powiedział BBC rzecznik domu aukcyjnego. Christie's również zaprzecza jakimkolwiek formalnym powiązaniom.
Dmytro Horbachov nie odpowiedział na prośbę o wywiad.

Yaniv Cohen twierdzi, że analiza techniczna potwierdza jego twierdzenie.
BBC przeanalizowało raporty dotyczące wszystkich trzech prac, sporządzone przez Institut d'Art Conservation et Couleur w Paryżu oraz niemieckie laboratorium Elisabeth Jägers i Erharda Jägersa.
Datując pigmenty i inne elementy na okres życia Malewicza, raporty powstrzymują się od twierdzenia, że prace zostały namalowane przez artystę.
Wcześniej raporty z tych dwóch laboratoriów towarzyszyły dwóm obrazom, które w dokumencie BBC "The Zaks Affair: Anatomy of a Fake Collection" (przyp. tłum. Afera Zaksa: Anatomia fałszywej kolekcji) okazały się falsyfikatami.
Kiedy przedstawiono mu nasze ustalenia, Erhard Jägers powiedział BBC, że analiza techniczna nie może dowieść autentyczności obrazu.
Francuskie laboratorium oświadczyło, że sporządzane przez nie raporty „nie stanowią dowodu autentyczności" oraz że nigdy nie wydało certyfikatu autentyczności dla dzieł Malewicza.
"Wierzchołek góry lodowej"
Yaniv Cohen twierdzi, że nie jest zainteresowany sprzedażą obrazów, mimo że Dmytro Horbachov, który uważa, że obrazy są autentyczne, szacuje, że mogą być warte 160-190 mln dolarów (581–689 mln złotych).
Jednak e-maile, do których dotarło BBC, wskazują, że zostały one zaoferowane jako zabezpieczenie pożyczki. Biznesmen zaprzeczył związkom z tą ofertą, twierdząc, że nie miał zamiaru spieniężać obrazów i że jest finansowo zabezpieczony dzięki inwestycjom w kryptowaluty.
Cohen, niezadowolony z pytań BBC, zagroził, że „sprawi, iż [dziennikarze BBC] znikną", i twierdził, że jest w stanie zhakować ich komunikację.

Po tym, jak Konstantin Akinsha zakwestionował pochodzenie obrazów, rumuńskie Narodowe Muzeum Sztuki Współczesnej (MNAC) zdystansowało się od nich.
W oświadczeniu MNAC nazwał wystawę "eksperymentem kuratorskim" i dodał, że nie posiada "specjalistycznej wiedzy w zakresie uwierzytelniania tych konkretnych dzieł".
Muzeum stwierdziło, że polegało na dokumentach dostarczonych przez Cohena i że włączenie jego obrazów do wystawy "nie powinno być interpretowane jako instytucjonalne potwierdzenie ich autorstwa lub autentyczności".
Konstantin Akinsha powiedział, że publicznie znane przypadki spornych dzieł Malewicza i innych artystów tego okresu to tylko "wierzchołek góry lodowej", dodając, że "tysiące wątpliwych dzieł krąży do dziś".
Rynek rosyjskiej i ukraińskiej sztuki modernistycznej był pełen dzieł, które "są oczywiście problematyczne", powiedział BBC Reto Barmettler, konsultant ds. rosyjskiego malarstwa w Sotheby's.
"Dobre awangardowe obrazy nie biorą się znikąd - są oczywistej jakości, mają udokumentowane pochodzenie i, najlepiej, historię wystaw," wyjaśnił.
Nie skomentował trzech prac należących do Yaniva Cohena.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska








