Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Oznaki ożywienia dla Manchester United czy kolejna złudna nadzieja?
- Autor, Simon Stone
- Stanowisko, Chief football news reporter in Atlanta
- Czas czytania: 4 min
Manchester United przez ostatnią dekadę był rozczarowujący i nieprzewidywalny. Obiecywano wiele, ale nie szły za tym konkretne wyniki. Z tego powodu warto przyjrzeć się, czy rzeczywiście widać jakiekolwiek oznaki poprawy, zanim wydamy osąd.
Ruben Amorim doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Wie, że jego uczciwa analiza United i otwartość w przedstawianiu tego, jak stara się poprawić sytuację, nie będą miały żadnego znaczenia, jeśli jego drużyna przegra z Arsenalem na Old Trafford w inauguracyjnym meczu Premier League zaplanowanym na 17 sierpnia.
Wie również, że United ma tendencję do wywoływania skrajnych reakcji - powiedział to wprost po remisie 2:2 z Evertonem w Atlancie na początku sierpnia, który zacementował zwycięstwo jego drużyny w czterozespołowym letnim cyklu Premier League (Premier League Summer Series).
"To normalne w naszym klubie," powiedział.
"Jeśli grasz dobrze, powiedzą, że gramy naprawdę dobrze, jeśli jest odwrotnie, powiedzą dokładnie odwrotnie."
Po czterech minutach rozmowy z mediami, czyli mniej niż jednej szóstej czasu, jaki spędził z brytyjskimi dziennikarzami w Chicago, Amorim zniknął, wybierając zamiast tego obserwowanie, jak niegrający członkowie jego drużyny - Joshua Zirkzee, Noussair Mazraoui, Andre Onana i Lisandro Martinez - odbywają pełną sesję treningową na boisku Mercedes-Benz Stadium.
Niech ma się na baczności ten, kto nie spełnia standardów Amorima.
Dużą częścią jego strategii trenerskiej jest traktowanie swoich zawodników jak dorosłych. Wydaje się to rozsądne, chociaż wciąż mówimy o piłce nożnej i nawet w czasach Alexa Fergusona jeden z zawodników - który nadal jest blisko klubu - wyruszył w podróż po Europie ze wszystkimi kluczami do domu, zamykając drzwi z resztą rodziny wciąż w środku, i musiał nieśmiało poprosić innego pracownika, aby wrócił i ich wypuścił.
Widok zawodników United przechadzających się po Chicago po treningu - wpadających na kawę, przekąskę czy przeglądających bardzo drogie sklepy przy słynnej "Magnificent Mile" bez obstawy ochroniarzy - sugerował zdrową dawkę normalności, która, jak Amorim jasno daje do zrozumienia, wiąże się z odpowiedzialnością.
Piłkarze chętnie pozowali do licznych selfie - mnóstwo fanów o nie prosiło i nikt nie odmówił - kiedy przechadzali się w okolicach klubowego hotelu. Pozwalanie, by szatnia sama sobą zarządzała, sprawdziło się u Fergusona.
To podejście stworzyło swobodniejszą atmosferę - kontrastując z rygorystycznym stylem Erika ten Haga, który karał za spóźnienia na spotkania.
Nie oznacza to, że w świecie Amorima nie ma kar.
Porażka w małych grach na koniec treningu oznacza konieczność pakowania sprzętu treningowego. W swojej piątkowej rozmowie Amorim powiedział, że zamiast cichej rozmowy z winowajcą na osobności, słabe wyniki na treningu są identyfikowane i pokazywane całej grupie.
Są też inne subtelności. Trening pierwszego dnia odbył się o 8:00 rano, aby ułatwić adaptację do sześciogodzinnej zmiany strefy czasowej. Amorim wiedział, że w środę drużyna znów będzie razem w Carrington przed sobotnim meczem towarzyskim z Fiorentiną - dzięki temu zakłócenia spowodowane zmianą stref czasowych powinny być łatwiejsze.
Oznacza to, że Amorim musiał wstać jeszcze wcześniej, aby wykonać poranne ćwiczenia - bieg i ciężary - przed przybyciem zawodników.
Sam trening składał się z bardziej intensywnej pracy na siłowni, trwającej do godziny, oraz przechodzenia przez scenariusze gier - których Amorim i klubowe media nie mogą filmować.
Informacje są przekazywane skrótowo, aby nie ryzykować przytłoczenia wiadomościami kiedy nic już nie dociera. Są to ogólne ramy, które Amorim stara się stworzyć. Uważa on, że zawodnicy powinni być na tyle inteligentni, by samodzielnie podejmować decyzje w kluczowych momentach.
Oznacza to, że nie wszystkie istotne działania odbywają się na boiskach. Asystent Amorima, Carlos Fernandes, zajmuje się ustawianiem piłki i ćwiczeniami. Wcześniejsza tradycja podwójnych sesji w celu budowania kondycji została porzucona.
Dodatkowo aktywności związane z bieganiem, wymagane od zawodników, zostały zakamuflowane. Na treningu utworzono dwie stacje strzeleckie, ale odstępy między nimi zostały zwiększone, aby zawodnicy zużywali więcej energii na przemieszczanie się między nimi.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pozytywnie. Według relacji z wewnątrz klubu, zespół naukowy był zachwycony wynikami uzyskanymi podczas pierwszych treningów po powrocie zawodników Amorima na początku wczesnego sezonu 7 lipca.
Sugeruje to, ich zdaniem, że piłkarze sumiennie trzymali się dość szczegółowego i rygorystycznego programu treningowego podczas urlopu.
Zadaniem Amorima jest poprawa wyników na boisku i w tym aspekcie United wygląda dużo lepiej niż w poprzednim sezonie.
Wyraźnie widać, jak funkcjonuje często omawiana potrójna obrona - kiedy drużyna ma piłkę, boczni stoperzy działają jak klasyczni środkowi obrońcy, a zawodnik ze środka - wszystko wskazuje na Matthijsa de Ligta - wchodzi do środka pola i wspiera jednego z dwóch głębiej ustawionych pomocników.
Matheus Cunha wnosi zdecydowanie więcej kreatywności do ofensywy Amorima, a Amad Diallo, jeśli zostanie wybrany, stanowi ogromne zagrożenie w ataku jako prawy wahadłowy, nawet jeśli pojawiają się pytania dotyczące obrony.
Jasne jest, iż Amorim wydaje się przekonany, że może znaleźć lepsze rozwiązanie niż Rasmus Hojlund - nawet jeśli wiele osób uważa, że United powinno inwestować środki w kogoś, kto wniesie więcej energii do środka pola.
Obserwowanie poczynań Alexa Scotta z Bournemouth uwidacznia, że jest to istotna słabość drużyny Amorima.
Mimo to, jak na wyjazd, było dość spokojnie. Ogólnie rzecz biorąc, zawodnicy Amorima sprawiają wrażenie zadowolonych, a pozytywna atmosfera, kluczowa dla sukcesu każdego zespołu, jest wyczuwalna.
Rzeczywistość współczesnego futbolu jest jednak taka, że wszystko ocenia się przez pryzmat wyników.
Utrata zwycięskiego gola dla Tottenhamu w finale Ligi Europy po strzale Brennana Johnsona - który odbił piłkę z bliskiej odległości od Luke'a Shawa, a następnie wcisnął się w róg pomimo desperackiej próby powstrzymania go przez Onanę - nie ma nic wspólnego z treningiem, lecz jest przykładem drobnych detali, o których mówią wszyscy menedżerowie w lidze.
United wydaje się być lepszym zespołem, a Amorim realizuje swoje pomysły.
Ale to nadchodząca wizyta Arsenalu na Old Trafford oraz pozostałe 37 meczów Premier League zadecydują o tym, czy postęp ten jest rzeczywisty, czy też okres przygotowawczy w 2025 r. był kolejną złudną nadzieją.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Marcin Rychcik i Magdalena Mis