'Sprawa życia i śmierci': Aktywiści walczą o dostęp do aborcji w Polsce

Źródło zdjęcia, Zdjęcie udostępnione przez rodzinę
- Autor, Fay Nurse i Cagil Kasapoglu
- Stanowisko, BBC World Service
- Czas czytania: 8 min
To dźwięk bicia serca dał Dorocie Lalik i jej mężowi Marcinowi nadzieję, że może wszystko będzie dobrze.
Dorota, 33-letnia farmaceutka, została przewieziona do szpitala w niedzielny poranek po tym, jak odeszły jej wody w zaledwie 20. tygodniu ciąży.
W takich okolicznościach ciąże są obarczone dużym ryzykiem i często nie są możliwe do utrzymania.
Bez ochrony płynu owodniowego płód jest narażony na infekcje, które mogą prowadzić do potencjalnie śmiertelnej sepsy u kobiety ciężarnej.
Marcin mówi, że on i Dorota, której podano antybiotyki i zalecono odpoczynek z uniesionymi nogami, wielokrotnie otrzymywali zapewnienia od personelu szpitala, że „wszystko wygląda dobrze i nikt nie jest w niebezpieczeństwie".
W poniedziałek pielęgniarki potwierdziły, że serce płodu nadal bije.
„Świadomość, że dziecko żyje, trochę nas uspokoiła," mówi Marcin.
Jednak następnego wieczoru stan zdrowia Doroty gwałtownie się pogorszył.
Po skargach na bóle głowy zaczęła wymiotować, a w środę nad ranem została przewieziona na operację, podczas której usunięto płód.
Prawnicy rodziny Doroty twierdzą, że lekarze zwlekali z decyzją o przeprowadzeniu zabiegu, przez co było już za późno.
Dorota zmarła tego samego dnia, 24 maja 2023 r., w wyniku sepsy która doprowadziła do niewydolności organów.
Lekarze ze szpitala zostali oskarżeni w tej sprawie i śledztwo jest w toku.
Sprawa wywołała ogólnonkrajowy gniew w związku z prawami reprodukcyjnymi w Polsce, gdzie aborcja została efektywnie zakazana od 2021 r.
'Czekali do ostatniego momentu'
Przez dekady komunizmu Polska miała jedne z najbardziej liberalnych przepisów aborcyjnych w Europie.
Jednak w 1993 r., cztery lata po upadku komunizmu, aborcja została w dużej mierze zakazana po naciskach Kościoła katolickiego na całkowity zakaz. Ówczesny papież, Jan Paweł II, był Polakiem.
W 2020 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjny ostatni znaczący wyjątek pozwalający na aborcję — wady płodu — który stanowił 98% legalnych terminacji w tamtym czasie.
Obecnie aborcja jest dozwolona tylko w przypadku gwałtu, kazirodztwa lub zagrożenia życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.
Malta, również głęboko katolicki kraj, jest jedynym innym członkiem UE, gdzie aborcja jest skutecznie zakazana. Jej przepisy są jeszcze bardziej restrykcyjne — dopuszczają terminację tylko w przypadku poważnego zagrożenia życia kobiety.
28 września obchodzony jest Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji, uznawany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i inne organizacje jako okazja do zwrócenia uwagi na globalne nierówności w dostępie do bezpiecznej i legalnej aborcji.
Rodzina Doroty, która oskarża szpital im. Jana Pawła II w Nowym Targu o błąd medyczny, twierdzi, że jej życie mogło zostać uratowane, gdyby aborcja została przeprowadzona wcześniej.
„Czekali do ostatniego momentu, by zdecydować się na przerwanie żywej ciąży, prawdopodobnie dlatego, że nie byli pewni, czy ten moment pozwalał na legalną aborcję," mówi prawniczka rodziny, Jolanta Budzowska.

Źródło zdjęcia, Getty Images
W 2023 r. Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził, że szpital powinien był poinformować Dorotę, iż przerwanie ciąży mogło uratować jej życie.
W kwietniu tego roku prokuratura postawiła zarzuty trzem lekarzom ze szpitala im. Jana Pawła II.
Dwóm zarzucono narażenie pacjentki na utratę życia lub zdrowia, a trzeci lekarz został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci. Żaden nie przyznał się do winy.
Szpital im. Jana Pawła II poinformował BBC, że nie może komentować sprawy Doroty ze względu na trwające śledztwo.
Placówka poinformowała, że po śmierci Doroty zreorganizowano oddział położniczo-ginekologiczny, wprowadzono zmiany kadrowe i zaktualizowano procedury opieki w nagłych przypadkach. Dodane zostały również środki zapobiegawcze mające na celu ograniczenie ryzyka w przyszłości.
'Efekt mrożący'
Śmierć Doroty to jedna z co najmniej sześciu podobnych spraw od 2021 r. — momentu, gdy prawo z 2020 r. zaczęło obowiązywać — według organizacji praw kobiet Federa.
Pierwszą szeroko nagłośnioną sprawą była śmierć 30-letniej Izabeli Sajbor, która zmarła w podobnych okolicznościach we wrześniu 2021 r.
Podobnie jak Dorota, Izabela zmarła na sepsę po tym, jak lekarze rzekomo opóźnili aborcję.
W lipcu 2025 r. lekarze zostali uznani za winnych narażenia jej życia.
Aktywiści twierdzą, że przypadki Doroty i Izabeli, choć rzadkie, pokazują trudności lekarzy w podejmowaniu decyzji, kiedy aborcja jest legalna.
„Istnieje tendencja do interpretowania zagrożenia życia jako natychmiastowego — czyli sytuacji, w której kobieta praktycznie umiera z powodu ciąży," mówi Budzowska.
„Panuje efekt mrożący — unikanie aborcji na wszelki wypadek, bo jeśli ją przeprowadzą, mogą zostać oskarżeni."
'Przestańcie nas zabijać'
Śmierć Izabeli i Doroty doprowadziła do ogólnopolskich protestów pod hasłami „Ani jednej więcej" i „Przestańcie nas zabijać".
Rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość, która odegrała kluczową rolę w zaostrzeniu przepisów, straciła większość w 2023 roku, a premierem został centrowy polityk Donald Tusk, którego partia obiecała zwiększyć dostęp do aborcji i dekryminalizować pomoc w jej przeprowadzaniu.
Jednak prawie dwa lata później próby zmiany prawa utknęły w martwym punkcie, ponieważ partia Tuska weszła w koalicję z konserwatystami przeciwnymi liberalizacji przepisów.
Nowy prezydent Polski również sprzeciwia się złagodzeniu prawa aborcyjnego i podobnie jak jego poprzednik ma prawo weta, co oznacza, że zmiany są mało prawdopodobne.
Temat pozostaje kontrowersyjny. Sondaż Ipsos z 2023 r. wykazał, że 56% Polaków popiera aborcję w większości lub we wszystkich przypadkach, a 34% jest przeciw.

Ponieważ obietnice Tuska nie są realizowane, proaborcyjni działacze postanowili wziąć sprawy w swoje ręce.
W 2023 r. organizacja praw kobiet Federa wygrała sprawę sądową, w której argumentowała, że definicja zagrożenia życia lub zdrowia kobiety ciężarnej powinna uwzględniać także jej zdrowie psychiczne.
Rok później organizacja otworzyła w Warszawie centrum, które doradza kobietom, jak uzyskać aborcję w polskich szpitalach — również z uwagi na zdrowie psychiczne — oraz wspiera w dostępie do usług przerywania ciąży za granicą.
„Aborcja to często kwestia życia i śmierci," mówi Antonina Lewandowska z organizacji. „Chodzi o dostęp do opieki zdrowotnej - nic prostszego."
W sierpniu ubiegłego roku Ministerstwo Zdrowia wydało zaktualizowane wytyczne dotyczące aborcji, w tym wyjaśnienie, że opinia jednego wykwalifikowanego specjalisty z odpowiedniej dziedziny wystarczy, by uzasadnić terminację.
W 2021 r., gdy wprowadzono nowe przepisy, liczba legalnych aborcji spadła do 107, z 1076 rok wcześniej.
Ale w ostatnich latach nastąpił wyraźny wzrost — 423 legalne terminacje w 2023 r. i 896 w 2024 r.
Kwas akumulatorowy i vuvuzele
Działacze proaborcyjni podkreślają, że choć aborcja może być procedurą ratującą życie, kobiety powinny mieć również prawo do zakończenia niechcianej ciąży.
W bezpośrednim sąsiedztwie polskiego parlamentu, w centrum Warszawy, 8 marca — w Międzynarodowy Dzień Kobiet — otwarto AboTak.
Założone przez grupę wolontariuszy, AboTak określa się jako centrum aborcyjne, które doradza kobietom w kwestii ich ograniczonych możliwości bezpiecznego i legalnego zakończenia niechcianej ciąży w Polsce.
Obejmuje to m.in. . informowanie, jak zdobyć licencjonowane medycznie tabletki poronne, które zazwyczaj stosuje się we wczesnych etapach ciąży.
Zgodnie z polskim prawem kobieta może przyjąć tabletki poronne na własny użytek. Jednak pomoc w ich zdobyciu lub użyciu przez inną osobę jest nielegalna.
Justyna Wydrzyńska, działaczka na rzecz praw kobiet i jedna z założycielek AboTak, mówi, że kobiety, którym centrum pomaga, często są „zdesperowane", by zakończyć ciążę, a bez odpowiedniego wsparcia mogą sięgnąć po niebezpieczne środki z czarnego rynku.
Centrum doradza, które tabletki są bezpieczne i jak je stosować.
„Jeśli nie czują się bezpiecznie w domu, mogą przyjść tutaj," mówi Justyna, wyjaśniając, że centrum nie wydaje ani nie podaje tabletek. W 2023 r., zanim AboTak powstało, Justyna została skazana na osiem miesięcy prac społecznych za nielegalne wysłanie kobiecie tabletek poronnych.
Na tyłach kliniki AboTak, za grubymi czerwonymi zasłonami, znajduje się mały pokój, w którym kobiety mogą przyjąć tabletki przy wsparciu personelu.
W środku są różowe lampki w kształcie serca, wysokie fotele z poduszkami, a na ścianie widnieją wiadomości wsparcia od kobiet, które wcześniej skorzystały z pomocy centrum.
Obecność AboTak spotyka się z ostrym sprzeciwem przeciwników aborcji, którzy regularnie protestują przed budynkiem, używając bębnów, gwizdków i wuwuzeli — częściej słyszanych na stadionach piłkarskich.
Nawet kwas akumulatorowy został wylany na ścieżkę przed wejściem.
„Używają ogromnego hałasu, wuwuzeli, nękają nas," mówi Justyna… „To potrafi być bardzo agresywne."

Pomimo surowych przepisów aborcyjnych w Polsce, AboTak twierdzi, że jego działalność jest całkowicie legalna.
„Wszystko, co robimy tutaj, jest zgodne z prawem, ponieważ nie pomagamy w organizowaniu tabletek poronnych. Kobiety mogą to zrobić samodzielnie — wspieranie ich w tym procesie jest całkowicie legalne," mówi Justyna.
Jednak konserwatywna katolicka organizacja prawnicza Ordo Iuris, która odegrała kluczową rolę w lobbowaniu za prawem z 2020 r., kwestionuje to.
Katarzyna Grzesiak z tej organizacji twierdzi, że każdy, kto pomaga kobiecie w przejściu przez proces aborcji, popełnia przestępstwo.
Zaprzecza, jakoby prawo było zbyt restrykcyjne, obwiniając zamiast tego lekarzy za przypadki, w których kobietom stała się krzywda.
„Lekarze mają obowiązek ratować życie kobiety jeśli w niektórych przypadkach dziecko umrze lub już nie żyje, polskie prawo dopuszcza takie sytuacje."
Organizacja argumentuje, że życie zaczyna się od poczęcia, a płód jest chroniony przez polskie prawo.
Zamiast aborcji, sugeruje, że kobiety mogą oddać niechciane dzieci do okien życia — bezpiecznych, monitorowanych miejsc, gdzie dziecko można zostawić anonimowo.
Siostry Matki Bożej Miłosierdzia z klasztoru w Radomiu otworzyły swoje okno życia w 2018 r.
„To okno ratuje życie wielu dzieci," mówi siostra Benjamina, wskazując na okno.
Wewnątrz znajduje się mały pokój z łóżeczkiem, pieluchami, mlekiem i pluszakami.
„Dla mnie każde życie ma wartość."
Siostra Benjamina mówi, że od czasu otwarcia okna życia pozostawiono tam sześcioro dzieci — czterech chłopców i dwie dziewczynki.
Jedno z nich, chłopiec, był przez krótki czas pod opieką sióstr, zanim przybyły odpowiednie służby.
Później został adoptowany w ramach formalnego procesu, a jego rodzice adopcyjni utrzymują kontakt.
„Mam wiele jego zdjęć w telefonie — ma już cztery lata," mówi.

Dorota i Marcin z niecierpliwością czekali na narodziny dziecka.
Planując nazwać syna Wojtuś, na cześć zmarłego ojca Doroty, budowali wspólnie dom rodzinny.
Marcin mówi, że ani on, ani Dorota nie popierali aborcji z powodu niechcianej ciąży.
Ale teraz uważa, że prawo powinno się zmienić, by dać lekarzom większą jasność, kiedy mogą przeprowadzić aborcję.
„Jeśli mogłoby to pomóc w takich przypadkach, gdzie nie ma wyjścia, przynajmniej by uratować życie matki, by zapobiec takiej stracie — to tak. Jeśli mogłoby pomóc, to uważam, że powinno się zmienić."
Przed szpitalem, w którym zmarła Dorota, znajduje się cmentarz z tablicą upamiętniającą ją i utracone dziecko, z wygrawerowanymi inicjałami.
Obok tablicy ustawiono szklane znicze — tradycja głęboko zakorzeniona w polskiej kulturze.
„To było jej marzenie," mówi Marcin.
„Chcieliśmy mieć dziecko, było planowane i ona byłaby bardzo dobrą matką".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Magdalena Mis




