Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Dalajlama ogłasza jasny plan sukcesji
- Autor, Geeta Pandey
- Stanowisko, BBC News, Delhi
- Autor, Samira Hussain
- Stanowisko, BBC News, Dharamshala
- Czas czytania: 4 min
Przebywający na wygnaniu duchowy przywódca Tybetańczyków, Dalajlama, powiedział, że po swojej śmierci będzie miał następcę, kładąc kres wszelkim spekulacjom na temat tego, czy 600-letnia instytucja zakończy się wraz z nim.
"Potwierdzam, że instytucja będzie kontynuowana," powiedział w nagranym przesłaniu na rozpoczęciu spotkania liderów religijnych w himalajskim mieście Dharamsala.
Dodał, że przedstawiciele jego biura będą konsultować się z przywódcami różnych tradycji buddyzmu tybetańskiego i innych liderów religijnych, aby zgodnie z dawną tradycją odnaleźć i rozpoznać jego następcę.
W przesłaniu, które jest odczytywane jako skierowane do Chin, powtórzył, że "nikt inny nie ma takiej władzy, aby ingerować w tę sprawę".
Dalajlama uciekł przez granicę do Indii w 1959 roku po nieudanym powstaniu przeciwko chińskim rządom w Tybecie. Utworzył rząd na uchodźstwie w Dharamsali, który od tego czasu jest postrzegany jako alternatywne źródło władzy dla tych, którzy sprzeciwiają się ścisłej kontroli Pekinu nad Tybetem.
Ogłoszenie wystosowano w momencie, gdy Dalajlama obchodzi swoje 90. urodziny – przypadające według kalendarza tybetańskiego na poniedziałek.
W uroczystościach uczestniczy ponad 7,000 gości, w tym wielu indyjskich ministrów.
W obchodach weźmie również udział hollywoodzki aktor Richard Gere, wieloletni zwolennik.
Setki lat tradycji
W przeszłości duchowy przywódca, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, wahał się, czy kontynuować 600-letnią tradycję. Kilka lat temu mówił, że jego następcą może być dziewczyna, albo że może nie być go wcale.
Ale w ostatnich latach oznajmił też, że jeśli społeczność Tybetańczyków na uchodźstwie szeroko poprze ideę kontynuowania tej funkcji – a tak właśnie jest – to urząd Dalajlamy będzie kontynuowany, a jego następca zostanie wybrany przez jego biuro.
Dalajlama zawsze też podkreślał, że jego następca nie może narodzić się w Chinach, co spotkało się z ostrą reakcją Pekinu.
Chiny uznają Dalajlamę za separatystę, mimo że jego strategia „Drogi Środka” zakłada autonomię Tybetu w ramach Chińskiej Republiki Ludowej. Pekin twierdzi, że standard życia ludzi w Tybecie znacznie się poprawił pod rządami Chin.
Youdon Aukatsang, deputowana tybetańskiego parlamentu na uchodźstwie, powiedziała, że obecny Dalajlama jest „siłą jednoczącą ruch tybetański”.
Niektórzy Tybetańczycy uważają, że wybór następcy Dalajlamy powinien nastąpić niebawem, ponieważ obawiają się, że brak ciągłości może osłabić społeczność i ruch.
"Instytucja Dalajlamy jest bardzo ważna dla zmagań Tybetańczyków. To także symbol tybetańskiej tożsamości i duchowe schronienie. Będzie to kontynuowane. Myślę, że powstanie pewna pustka, ale musimy iść dalej, nie mamy wyboru," powiedziała Youdon Aukatsang.
Czy Chiny wyznaczą swojego następcę Dalajlamy?
Eksperci przewidują jednak, że Chiny również wyznaczą „własnego” Dalajlamę.
"Chiny będą argumentować, że tylko Komunistyczna Partia Chin z siedzibą w Pekinie ma uprawnienia do znalezienia reinkarnacji Dalajlamy," powiedział BBC Dibyesh Anand, profesor stosunków międzynarodowych na University of Westminster w Londynie.
"Po kilku miesiącach lub latach wskażą chłopca jako nowego Dalajlamę i spróbują narzucić go światu. Oczywiście większość Tybetańczyków to odrzuci, a reszta świata będzie się z tego śmiać. Ale trzeba pamiętać, że Chiny mają ogromne zasoby i będą próbować narzucić swoją wersję," dodał.
Aukatsang twierdzi, że "pomimo wielu lat prób kontrolowania serc i umysłów Tybetańczyków w Tybecie", Pekin "całkowicie zawiódł".
Dalajlama wybrany przez Chiny, jak mówi, "nie zostanie uznany, nie tylko przez Tybetańczyków, ale świat nie uzna go, ponieważ Chiny nie mają prawomocności do znalezienia przyszłego Dalajlamy".
"Jesteśmy zaniepokojeni, ale wiemy, że niezależnie od naszych obaw, Chiny przedstawią własnego Dalajlamę, którego nazwiemy uznanym przez Chiny Dalajlamą. Nie martwię się, że Dalajlama będzie miał jakąkolwiek wiarygodność w świecie tybetańskim lub buddyjskim".
Tybetańscy buddyści wierzą, że ich starsi mnisi są reinkarnowani. Dalajlama jest wybierany przez buddyjskich urzędników, jeśli są oni przekonani, że ten, którego nominują, zawiera duszę swojego poprzednika.
Obecny - czternasty - Dalajlama urodził się 6 lipca 1935 r. w małej tybetańskiej wiosce w rodzinie rolniczej i otrzymał imię Lhamo Dhondub. Kiedy miał dwa lata, grupa poszukiwawcza buddyjskich urzędników uznała go za reinkarnację 13 poprzednich Dalajlamów.
Zgodnie z jego oficjalną biografią, decydujący dowód pojawił się, gdy urzędnicy pokazali mu szereg rzeczy, które należały do jego poprzednika. Chłopiec prawidłowo zidentyfikował przedmioty należące do trzynastego Dalajlamy, mówiąc: "To moje. To moje".
Przyjęty na tron przed ukończeniem czwartego roku życia, kształcił się w tybetańskim klasztorze i uzyskał tytuł doktora filozofii buddyjskiej.
Ale w 1950 r., gdy miał 15 lat, wojska nowo ustanowionego komunistycznego rządu Mao Zedonga wkroczyły do Tybetu. Rok później Chiny sporządziły 17-punktowe porozumienie legitymizujące włączenie Tybetu do Chin.
W 1959 roku wybuchło i zostało stłumione powstanie tybetańskie przeciwko chińskim rządom. Zginęły wtedy tysiące protestujących.
Dalajlama uciekł pieszo do Indii wraz z dziesięcioma tysiącami zwolenników i osiedlił się w Dharamsali, skąd kierował rządem na uchodźstwie. W 2011 roku zrezygnował z roli politycznej, ale wciąż pozostaje duchowym przywódcą tybetańskiego buddyzmu.
Niektórzy z tych, którzy uciekli razem z nim, wciąż marzą o powrocie do Tybetu.
"Wierzę, że wrócę do Tybetu. Jeśli nie ja, to na pewno powrócą moje młodsze pokolenia," powiedziała 84-letnia Lobsang Choedon, która wzięła udział w poniedziałkowych uroczystościach.
Jej córka i wnuki urodziły się i całe życie spędziły w Indiach. Mimo to jej 15-letni wnuk, Ngawang Lhundup, czuje głęboką więź z ojczyzną swoich przodków.
Od dziecka słuchał opowieści o Tybecie i chciałby tam wrócić:
"Gdyby Tybet był wolny od chińskiej inwazji, byłbym niezmiernie szczęśliwy, mogąc tam wrócić".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Nicole Frydrych i Kamila Koronska.