Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Co kształtuje relacje w końcówce polskiej prezydencji w Radzie UE
Od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej (UE) w 2004 r., Polska stała się państwem bogatszym i bardziej wpływowym zarówno w regionie, jak i na świecie.
Oto pięć kluczowych czynników, które kształtują relacje Warszawy z resztą kontynentu pod koniec jej sześciomiesięcznej prezydencji w Radzie UE.
Gospodarka
Wstępując do UE w 2004 r. Polska zyskała dostęp do funduszy unijnych oraz wspólnego rynku.
Według danych Banku Światowego, produkt krajowy brutto (PKB) Polski wzrósł niemal czterokrotnie od 2003 r.
Jak podaje Europejski Urząd Statystyczny Eurostat, w 2004 r. PKB na osobę wynosił 51% średniej unijnej.
W 2023 r. było to już 80%.
Polska gospodarka i tak by się rozwijała, jednak badanie przeprowadzone przez Polski Instytut Ekonomiczny wykazało, że bez członkostwa w Unii, PKB na osobę wynosiłby zaledwie 60% średniej unijnej.
Negocjacje w sprawie bezpieczeństwa
Premier Donald Tusk twierdzi, że Polska znów zasiada przy głównym stole w Europie.
Według niego, głos Polski jest uznawany w sprawach europejskich i globalnych, co zwiększa bezpieczeństwo kraju. Przykładem ma być niedawno podpisany dwustronny traktat z Francją, która jest państwem nuklearnym, dotyczący obrony Polski w razie ataku.
Donald Tusk zapowiedział, że podobna umowa zostanie wkrótce zawarta z Wielką Brytanią, a relacje ze Stanami Zjednoczonymi są obecnie – w jego ocenie – najlepsze w historii.
Zagrożenie ze strony Rosji
Płynące z Polski ostrzeżenia przed rosyjską agresją w Gruzji w 2008 r. oraz na Krymie w 2014 r., zostały w dużej mierze zignorowane przez partnerów z Europy Zachodniej.
Niemcy i inne kraje dążyły do utrzymania bliskich więzi gospodarczych z Moskwą, żeby mieć dostęp do tańszej rosyjskiej energii.
Zmiana nastąpiła po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r., gdy Polska zdecydowała się przyjąć milion uchodźców z Ukrainy i stała się międzynarodowym centrum logistycznym dla dostaw wojskowych i humanitarnych dla Kijowa.
Głos Polski zaczął być traktowany poważniej, a Niemcy przyznały się do błędu.
„Myślę, że podniosło to pozycję Polski, nie tylko w wymiarze gospodarczym. Obecnie, biorąc pod uwagę inwestycje w wojsko i przemysł obronny, Polska stała się jedną z potęg w UE,” powiedziała BBC dr hab. Monika Sus, politolożka z Polskiej Akademii Nauk.
Sus dodała, że nie jest przekonana do narracji o przesunięciu środka ciężkości w Europie na wschód, ponieważ prounijne nastroje w Polsce są – jej zdaniem – „dość powierzchowne,” a w kraju brakuje „trwałego wewnętrznego konsensusu” w kluczowych sprawach, jak np. potencjalne członkostwo Ukrainy w EU.
Priorytet: wydatki obronne w całej UE
Gdy w styczniu Polska obejmowała sześciomiesięczną prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, jej priorytety wyznaczało hasło „Bezpieczeństwo, Europo!”.
Kilka tygodni później Donald Trump został zaprzysiężony na prezydenta. Trump kontynuuje amerykański zwrot w kierunku bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku.
To skłoniło Polskę i całą Europę do pilnej dyskusji, jak dozbrajać się i nadal wspierać obronę Ukrainy.
Za jeden z sukcesów polskiej prezydencji uznaje się szybkie zakończenie negocjacji w sprawie uruchomienia instrumentu pożyczkowego o wartości 150 mld euro, który ma wspierać inwestycje obronne państw członkowskich UE.
Jednak dążenie Polski do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Ukrainą zostało zablokowane przez Węgry.
„Powiedziałbym, że polska prezydencja w Radzie UE nie przejdzie do historii jako moment definiujący przyszłość Europy, mimo że miała ku temu potencjał, biorąc pod uwagę okoliczności geopolityczne,” powiedział BBC Alberto Alemanno, profesor prawa i polityki Unii Europejskiej w instytucie HEC w Paryżu.
„Była to zmarnowana okazja dla rządu, by pozostawić trwały ślad w UE w momencie, gdy Polska była postrzegana jako nowy lider obok Niemiec i Francji,” dodał.
Wybory prezydenckie
Zarówno Alemanno, jak i Sus wskazują, że polski rząd był rozproszony kampanią przed wyborami prezydenckimi, które niewielką przewagą wygrał Karol Nawrocki, konserwatywny szef Instytutu Pamięci Narodowej.
Nawrocki w zeszłym tygodniu nazwał Tuska „najgorszym premierem III RP,” ale zadeklarował gotowość do rozmów „o sprawach najważniejszych dla Polaków”.
Prezydent-elekt sprzeciwia się pogłębianiu integracji politycznej w UE i opowiada się za wspólnotą silnych, niezależnych i suwerennych państw.
Nawrocki zadeklarował, że Polska nadal będzie wspierać wojskowo Ukrainę i nazwał Władimira Putina zbrodniarzem wojennym.
Jednocześnie sprzeciwia się przyspieszeniu negocjacji akcesyjnych Kijowa, wskazując na nierozwiązane spory dwustronne.
Nawrocki powiedział, że decyzja Brukseli o przyznaniu Ukrainie tymczasowego dostępu do unijnego rynku zaszkodziła małym gospodarstwom rolnym w Polsce.
Postuluje też, by Kijów zezwolił na ponowne pochówki ofiar rzezi wołyńskiej z czasów II wojny światowej, w której ukraińscy nacjonaliści zamordowali dziesiątki tysięcy Polaków.
Różnice stanowisk są wyraźne, ale polski prezydent ma ograniczony wpływ na politykę zagraniczną, za którą odpowiada rząd.
Tusk jest jednak świadomy, że musi brać pod uwagę opinie 10,6 mln wyborców, którzy dali Nawrockiemu 50,9% poparcia w wyborach.
Relacje Tusk-Nawrocki
Wielu komentatorów przewiduje, że relacje rządu z Karolem Nawrockim będą trudniejsze niż z ustępującym prezydentem Andrzejem Dudą, co wpłynie na sposób, w jaki Donald Tusk będzie prowadził sprawy unijne.
„Jeśli rząd Tuska nie będzie w stanie w przyszłości odgrywać decydującej roli z powodu wyniku wyborów prezydenckich, to jest to zdecydowanie zła wiadomość,” powiedział BBC Janis Emmanouilidis, wicedyrektor pozarządowej organizacji European Policy Centre.
„Potrzebujemy Warszawy silnej, konstruktywnej, która broni swoich interesów, ale też nadaje ton debacie na poziomie europejskim. Wynik wyborów rodzi tu wiele znaków zapytania,” dodał.
Edycja: Magdalena Mis