Kryzys migracyjny: Europa zamyka swoje granice

Od otwartych granic do polityki izolacji: Europa w obliczu nowego paradygmatu migracyjnego
    • Autor, Fergal Keane
    • Stanowisko, Special correspondent
  • Czas czytania: 8 min

W dniu, w którym się pojawili, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Łódka za łódka płynące od strony Turcji. "Mam tak wiele wspomnień, które teraz do mnie wracają," mówi Paris Laoumis, 50-letni hotelarz na greckiej wyspie Lesbos. "Byli tam ludzie z Syrii, z Afganistanu - wielu krajów".

Był sierpień 2015 r., a Europa była świadkiem największego przemieszczenia ludności od czasu zakończenia II wojny światowej. Ponad milion osób miało przybyć do Unii Europejskiej w ciągu najbliższych kilku miesięcy w związku z przemocą w Syrii, Afganistanie, Iraku i innych krajach.

Byłem świadkiem ich przybycia na Lesbos, gdzie poznałem Parisa Laoumisa, który był zajęty pomaganiem wyczerpanym osobom ubiegającym się o azyl w pobliżu jego hotelu. "Jestem dumny z tego, co wtedy zrobiliśmy," powiedział mi. Wraz z międzynarodowymi wolontariuszami dostarczał przybyszom żywność i odzież.

Dziś plaża jest spokojna. Nie ma osób ubiegających się o azyl. Ale Paris się martwi. Uważa, że możliwy jest kolejny kryzys. Wraz ze wzrostem liczby przybyszów w miesiącach letnich, minister ds. migracji w jego kraju ostrzegał przed ryzykiem "inwazji", z tysiącami przybywającymi z krajów takich jak Sudan, Egipt, Bangladesz i Jemen.

"Oczywiście, że się martwię. Widzę cierpienie ludzi. Nie ma ich tutaj, ale widzimy to na Krecie (największej greckiej wyspie), gdzie przybyli. Jest więc możliwe, że wraz z wojnami przyjedzie tu więcej ludzi."

W 2015 r. śledziłem, jak osoby ubiegające się o azyl wsiadały na promy, brnęły w upale wzdłuż linii kolejowych, przez pola kukurydzy, wiejskimi drogami i autostradami, przedostając się przez Bałkany i dalej do Niemiec i Skandynawii.

Liczba osób przybywających do Niemiec wzrosła z 76,000 w lipcu do 170,000 w kolejnym miesiącu. Ostatniego dnia sierpnia kanclerz Angela Merkel zadeklarowała "wir schaffen das" - możemy to zrobić - przez wielu interpretowane jako wyciągnięcie otwartych ramion do osób ubiegających się o azyl.

"Niemcy to silny kraj", powiedziała. "Motywem, z jakim podchodzimy do tych spraw, musi być: osiągnęliśmy tak wiele - możemy to zrobić! Możemy to zrobić, a tam, gdzie coś stoi nam na drodze, trzeba to przezwyciężyć, trzeba nad tym pracować."

Ale emocje tamtego lata, kiedy tłumy witały osoby ubiegające się o azyl na drogach Północy, wydają się należeć do zupełnie innej epoki.

Ta optymistyczna zapowiedź szybko stała się politycznym obciążeniem dla Merkel. Przeciwnicy polityczni i niektórzy przywódcy europejscy uważali, że słowa te działały jak magnes na osoby ubiegające się o azyl w UE. W ciągu dwóch tygodni kanclerz została zmuszona do wprowadzenia kontroli na granicach Niemiec z powodu napływu osób ubiegających się o azyl.

Dziesięć lat później obawy związane z migracją stały się główną kwestią polityczną w wielu krajach europejskich. Przyczyny są złożone i różnią się w zależności od kraju, ale obawy o bezpieczeństwo, gospodarki borykające się z problemami i rozczarowanie partiami rządzącymi odegrały ważną rolę w kształtowaniu postaw wobec tych, którzy przybywają, uciekając przed wojną, głodem i desperacją ekonomiczną.

Podsyciło to wzrost partii skrajnie prawicowych i sprawiło, że partie centrowe, a nawet lewicowe, starają się narzucić kontrolę migracji, obawiając się przegranej na korzyść populistycznych prawicowców. Dane Atlas Institute of International Affairs pokazują, że poparcie dla skrajnie prawicowych partii w Europie niemal podwoiło się w ciągu dwóch cykli wyborczych do 27,6%.

Od 2015 roku, kiedy według UNHCR, agencji ONZ do spraw uchodźców, ponad milion osób wjechało do Europy przez szlaki azylowe, nastąpił dramatyczny spadek liczby przyjazdów. Jednak od 2016 r. średnia liczba osób przybywających do Europy nadal wynosi około 200 tys. osób rocznie. Jak dotąd w tym roku odnotowano łącznie 96,200 osób ubiegających się o azyl.

Czy zatem nowe, surowe kontrole rzeczywiście mogą jeszcze bardziej ograniczyć liczbę osób próbujących przybyć do Europy? A może globalny konflikt i desperacja ekonomiczna sprawiają, że ich stały napływ jest nieunikniony, z przypływami i odpływami w liczbach?

Twarde stanowisko Węgier

Na Węgrzech skrajnie prawicowy rząd premiera Viktora Orbana przyjął jedno z najostrzejszych podejść do kwestii migracji. We wrześniu 2015 r. byłem obecny przy wznoszeniu pierwszego węgierskiego ogrodzenia wzdłuż granicy z Serbią i byłem świadkiem, jak setki ludzi próbowały przedostać się do UE, zanim zostali odcięci.

Węgierski minister ds. UE, János Bóka, powiedział mi, że podejście Węgier znalazło potwierdzenie w restrykcyjnych środkach wprowadzanych obecnie w Wielkiej Brytanii - gdzie rząd planuje utrudnić uchodźcom sprowadzanie członków rodzin do Wielkiej Brytanii - a także w krajach takich jak Irlandia, Dania i Szwecja.

"Czujemy się usprawiedliwieni nie tylko z powodu tego, co dzieje się w innych krajach w Europie. Jest to oczywiście również znak, że 10 lat temu obraliśmy właściwą drogę, a teraz widzimy, że większość krajów robi to, co my robiliśmy przez ostatnie 10 lat."

Węgry natychmiast zawracają osoby, które przybyły na granicę, nie pozwalając im na wjazd. Mogą oni ubiegać się o azyl jedynie w stolicy Serbii, Belgradzie, lub w Kijowie w ogarniętej wojną Ukrainie.

W rezultacie Węgry zostały ukarane grzywną w wysokości miliona euro dziennie za naruszenie swoich obowiązków wobec osób ubiegających się o azyl zgodnie z prawem UE. Minister UE Bóka powiedział, że kraj nie zamierza zmieniać swojej polityki. "Jeśli jest to cena, którą płacimy za ochronę naszych granic oraz utrzymanie pokoju i stabilności na Węgrzech, to jest to cena, którą warto zapłacić."

Jednak nawet tak restrykcyjne środki nie zdołały całkowicie powstrzymać napływu osób ubiegających się o azyl.

Austriacka policja powiedziała BBC, że każdego dnia wykrywanych jest od 20 do 50 osób próbujących nielegalnie przedostać się do ich kraju z Węgier. To tylko liczba wykrytych osób.

Lato 2015 roku było nie tylko latem powitań. Spowodowało ono natychmiastowe zmiany w podejściu kilku państw europejskich. Nie tylko wzniesienie ogrodzenia na Węgrzech, ale na przykład rozmieszczenie policji w Chorwacji i zatrzymanie migrantów w Słowenii.

Do marca 2016 r. - sześć miesięcy po oświadczeniu Merkel - UE osiągnęła porozumienie z Turcją w sprawie powstrzymania migrantów przed przedostawaniem się do Grecji i Bułgarii.

Od tego czasu UE zawarła umowy z krajami takimi jak Maroko, Tunezja, Libia i Egipt, aby zapobiec wykorzystywaniu ich krajów jako punktów startowych do Europy.

Obecnie istnieje wiele dobrze udokumentowanych przypadków zawracania osób ubiegających się o azyl przez granice UE przez policję i straż przybrzeżną. W styczniu ubiegłego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał Grecję winną nielegalnego i "systematycznego" zawracania osób ubiegających się o azyl do Turcji.

Polska zamyka granice

Na początku lipca Polska wprowadziła tymczasowe kontrole wzdłuż swoich granic z Niemcami i Litwą celem powstrzymania nielegalnej migracji.

Według Warszawy, zaostrzenie podejścia do migracji Niemiec, które kontrolują granicę z Polską od 2023 roku, postawiło przed Polską niesprawiedliwie wysokie wymagania.

W tym roku Niemcy zaostrzyły podejście, odrzucając nieudokumentowanych migrantów, a także odsyłając ich do Polski zgodnie z przepisami UE i umową dwustronną.

Polska twierdzi też, że migranci z Białorusi próbują przedostać się do UE przez Łotwę i Litwę, ponieważ ochrona granic w tych krajach jest stosunkowo słabsza.

Zmieniająca się Szwecja

Utrzymujące się obawy opinii publicznej spowodowały wzrost poparcia dla skrajnie prawicowych partii w całej UE, nawet w miejscach takich jak Szwecja, która w przeszłości szczyciła się mianem kraju przyjaznego dla osób uciekających przed prześladowaniami.

Skrajnie prawicowi Szwedzcy Demokraci zdobyli 20,5 procent głosów w wyborach powszechnych w 2022 roku, co czyni ich drugą co do wielkości partią w kraju. W zamian za wspieranie mniejszościowego rządu koalicyjnego, większość ich platformy antyimigracyjnej kształtowała politykę rządu.

Łączenie rodzin migrantów stało się trudniejsze, podobnie jak warunki stałego pobytu, a kwoty azylowe zostały znacznie zmniejszone.

Dlaczego szwedzka opinia publiczna przesunęła się na prawo w kwestii migracji? Jednym z najczęściej wymienianych powodów w lokalnych mediach i przez polityków jest przestępczość, a konkretnie wzrost przestępczości zorganizowanej, z młodymi sprawcami wykorzystywanymi do popełniania skrajnej przemocy. Od 2013 roku wskaźnik przestępstw z użyciem broni palnej w kraju wzrósł ponad dwukrotnie.

Osoby urodzone za granicą i ich dzieci urodzone w Szwecji są nadreprezentowane w statystykach przestępczości. Szwedzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzega jednak przed uproszczoną analizą danych liczbowych. Twierdzi, że niski poziom edukacji, bezrobocie, segregacja społeczna i trauma wojenna uchodźców są przyczynami - a nie faktem bycia migrantem.

Maria Moberg Stephenson, starszy wykładowca pracy socjalnej na Uniwersytecie Karlstad, twierdzi, że media społecznościowe pozwoliły skrajnej prawicy rozkwitnąć i znaleźć nowe wsparcie wśród tych, którzy czują się wykluczeni ze społeczeństwa.

"Szwedzcy Demokraci są bardzo otwarci - nie chcą żadnych osób ubiegających się o azyl. Chcą, by ludzie opuścili Szwecję. A cały rząd w pewnym sensie wyznacza agendę bycia wrogim krajem. Teraz bardziej akceptowalny jest brak gościnności".

Jak dotąd w tym roku liczba wykrytych osób ubiegających się o azyl próbujących dotrzeć do Europy spadła o 20 procent. Liczby mogą rosnąć i spadać, ale globalne kryzysy, które napędzają migrację, nie znikną. To podstawowe wyzwanie dla polityków, niezależnie od tego, która partia jest u władzy.

Groby z napisem 'Nieznany'

Na Lesbos odwiedziłem miejsce, które poznałem relacjonując przez wiele lat kwestie migracyjne. Około 30 minut jazdy od lotniska w Mytilene, pośród gajów oliwnych, znajdują się groby osób ubiegających się o azyl, które zginęły próbując się tu dostać lub w obozach dla uchodźców utworzonych po 2015 r. Wiele z nich oznaczono jedynie jako „Nieznany" — to ostatnie miejsce spoczynku tych, którzy wierzyli, że Europa zapewni im lepsze życie.

Podczas mojej wizyty były tam trzy świeże groby oraz czwarty, otwarty, czekający na pochówek. To trzeźwiące przypomnienie, że zdesperowani ludzie wciąż będą próbować dostać się do Europy, mimo ogromnego ryzyka.

Do tej pory w tym roku liczba osób ubiegających się o azyl, wykrytych podczas prób dotarcia do Europy, spadła o 20 procent. Statystyki mogą się zmieniać, ale globalne kryzysy napędzające migrację nie znikną. To zasadnicze wyzwanie dla polityków — niezależnie od tego, która partia sprawuje władzę.

Dodatkowy reportaż: Bruno Boelpaep, Nick Thorpe, Daphne Tolis i David McIlveen

Zdjęcie u góry: Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis