Plan Trumpa dotyczący Gazy to ważny krok, ale napotyka na fundamentalne przeszkody

    • Autor, Tom Bateman
    • Stanowisko, State department correspondent at the White House
  • Czas czytania: 5 min

Prezydent USA Donald Trump powiedział, że jego plan zakończenia wojny w Strefie Gazy jest potencjalnie jednym z najwspanialszych dni w historii cywilizacji i może przynieść "wieczny pokój na Bliskim Wschodzie".

Hiperbola była charakterystyczna. Jednak jego 20-punktowa propozycja, ogłoszona w Białym Domu w poniedziałek, gdy Trump spotkał się z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, jest nadal znaczącym krokiem dyplomatycznym - jeśli nie całkiem pasującym do jego egzotycznej przesady.

Plan ten oznacza zmianę stanowiska administracji Trumpa w sprawie powojennej przyszłości Strefy Gazy i zwiększa presję, jaką Waszyngton wywierał w tym roku na Netanjahu, aby zaakceptował porozumienie.

To, czy stanie się to rzeczywistością w nadchodzących tygodniach, będzie w dużej mierze zależeć od tych samych kwestii, które zawsze były fundamentalne: czy zarówno Netanjahu, jak i przywódcy Hamasu widzą teraz większe korzyści z zakończenia wojny niż z jej kontynuowania.

Odpowiedź Hamasu na tę propozycję nie jest jeszcze jasna. Pesymistyczna ocena pochodzi od jednego z przedstawicieli Hamasu, który wcześniej zasugerował BBC, że warunki w dużej mierze nie zabezpieczają palestyńskich interesów, a grupa nie zaakceptuje żadnego planu, który nie gwarantuje wycofania się Izraela ze Strefy Gazy.

Netanjahu, stojąc obok prezydenta USA, powiedział, że Izrael akceptuje 20 punktów Trumpa, mimo że lider skrajnie prawicowej koalicji odrzucił już niektóre z nich.

Sama akceptacja zasad Trumpa nie jest jednak równoznaczna z faktycznym zakończeniem wojny. Choć Netanjahu odrzuca te oskarżenia, jego krajowi przeciwnicy twierdzą, że jest gotów zmienić kształt umowy, jeśli zagrozi ona jego politycznemu przetrwaniu w kraju.

W tym sensie propozycja może nie wystarczyć do osiągnięcia przełomu, którego wyraźnie chce Trump. Nadal zawiera ona znaczące przeszkody dla politycznych okręgów wyborczych zarówno Izraela, jak i Hamasu, które mogą uniemożliwić im ostateczne osiągnięcie porozumienia.

Plan jest też na tyle niejednoznaczny, że każda ze stron może pozornie go zaakceptować, wykorzystując przebieg dalszych negocjacji do sabotowania go, obwiniając drugą stronę za jego niepowodzenie.

Taki schemat utrzymywał się przez wiele miesięcy negocjacji. A jeśli tak się stanie, jasne jest, gdzie stanie administracja Trumpa - po stronie Izraela.

Trump dał to jasno do zrozumienia Netanjahu, mówiąc mu w poniedziałek, że jeśli Hamas nie zgodzi się na propozycję, będzie miał "pełne poparcie Ameryki, aby zrobić to, co będzie musiał zrobić".

Chociaż Trump przedstawił to jako porozumienie, w rzeczywistości są to ramy do dalszych negocjacji - lub, jak to ujął w pewnym momencie, seria "zasad". Jest to dalekie od szczegółowego planu, który musiałby zostać uzgodniony, aby zakończyć wojnę.

Jest to bardziej podobne do "ram", które jego poprzednik Joe Biden ogłosił w maju 2024 r., próbując uzyskać stopniowe zawieszenie broni i porozumienie w sprawie zakończenia wojny. W tamtym przypadku minęło kolejne osiem miesięcy, zanim Izrael i Hamas wdrożyły rozejm oraz wymianę zakładników i więźniów.

Trump chce kompleksowego porozumienia pokojowego, ale wymaga to znacznego nakładu pracy, aby szczegółowo określić linie wycofania wojsk izraelskich, szczegóły dotyczące uwolnienia zakładników, tożsamość palestyńskich więźniów, którzy mają zostać uwolnieni, oraz szczegółowe warunki powojennych rządów, a także wielu innych kwestii.

Żadna z tych kwestii z nich nie została wyszczególniona w jego 20-punktowym planie, a wszystkie mają potencjał wykolejenia porozumienia pokojowego.

Ramy te zapożyczono z wcześniejszych propozycji, w tym planu saudyjsko-francuskiego z lipca, a także niedawnych prac byłego premiera Wielkiej Brytanii, Tony'ego Blaira, który zasiadałby w kierowanej przez Trumpa "Radzie Pokoju", która tymczasowo nadzorowałaby zarządzanie Strefą Gazy w ramach tego planu.

Został on opracowany przez wysłannika Trumpa Steve'a Witkoffa i zięcia Trumpa Jareda Kushnera po konsultacjach z Izraelem, krajami europejskimi i arabskimi, w tym mediatorami Katarem i Egiptem. Wezwano w nim do zaprzestania walk, ograniczonego wycofania sił izraelskich i uwolnienia przez Hamas wszystkich pozostałych zakładników, a następnie uwolnienia setek palestyńskich więźniów przetrzymywanych przez Izrael.

Następnie przewiduje ustanowienie lokalnej, technokratycznej administracji w Strefie Gazy w celu zarządzania codziennymi usługami, nadzorowanej przez "Radę Pokoju", która miałaby siedzibę w Egipcie.

Pozostali członkowie Hamasu, którzy "zobowiążą się do pokojowego współistnienia" i wycofania broni, zostaną objęci amnestią, a inni zostaną wygnani. Międzynarodowe siły "stabilizacyjne" utworzone przez USA i kraje arabskie przejęłyby bezpieczeństwo w Strefie Gazy, zapewniając demilitaryzację palestyńskich frakcji zbrojnych.

Wspomniano o palestyńskiej państwowości, ale tylko w najbardziej mglistych słowach. Plan sugeruje, że jeśli Autonomia Palestyńska z siedzibą w Ramallah zostanie zreformowana, "mogą wreszcie zaistnieć warunki dla wiarygodnej drogi do palestyńskiego samostanowienia i państwowości".

Kraje arabskie postrzegają propozycje Trumpa jako znaczący przełom. Po części dlatego, że pozbyły się jego lutowego planu "Riviera" dla Strefy Gazy, który wiązałby się z przymusowym wysiedleniem Palestyńczyków.

Zawierają również wzmiankę o palestyńskiej państwowości, nawet jeśli nie ma do niej zobowiązania.

Amerykański plan mówi, że "Izrael nie będzie okupował ani anektował Strefy Gazy" - choć nie zawiera podobnego zobowiązania w odniesieniu do okupowanego Zachodniego Brzegu. Jest to ważna klauzula dla krajów arabskich, nawet jeśli jest sprzeczna z innym punktem planu, który mówi, że Izrael nadal będzie utrzymywał swoje siły w "strefie bezpieczeństwa" Gazy.

Ze strony izraelskiej Netanjahu twierdzi, że ramy są zgodne z jego celami dotyczącymi zakończenia wojny. Chodzi o rozbrojenie Hamasu, demilitaryzację Strefy Gazy i nieutworzenie przyszłego państwa palestyńskiego.

Nadal jednak nie jest jasne, czy klauzule dotyczące rozbrojenia i państwowości palestyńskiej zostaną zaakceptowane przez część jego rządu, czy też może wykorzysta on tę presję, aby dodać lub "udoskonalić" klauzule.

Wiele zależy teraz od reakcji Hamasu.

Jak napisał wcześniej mój kolega Rushdi Abu Alouf, może to być kolejny moment "tak, ale", w którym Hamas wydaje się akceptować propozycje, jednocześnie domagając się wyjaśnień. Tak więc dla Białego Domu pojawia się to samo ryzyko zawodowe, co dla autorów poprzednich "ram" i "zasad" zakończenia wojny.

W innym ważnym momencie, na chwilę przed ich wspólnym oświadczeniem, Trump skłonił Netanjahu do przeproszenia Kataru.

Domagali się oni przeprosin za izraelski nalot na zespół przywódców Hamasu w Doha na początku tego miesiąca. Oznacza to, że Katar powinien być teraz w stanie powrócić do roli mediatora między Izraelem a Hamasem.

W godzinach poprzedzających spotkanie Trumpa i Netanjahu nasiliły się izraelskie ostrzały i naloty w Strefie Gazy, gdzie IDF rozmieściły trzecią dywizję pancerną. Rozszerzający się atak Izraela był częścią samozwańczego planu próby wywarcia presji na Hamas, ale przyniósł dalsze zniszczenia ludności cywilnej.

Znaczna część reszty świata potępiła działania Izraela. Tymczasem dowódca Hamasu w Strefie Gazy, Ez ad-Din al-Haddad, przygotowuje się do tego, co jeden z dowódców polowych Hamasu określił dla BBC jako „ostateczną, decydującą bitwę" z udziałem około 5000 bojowników.

Kraje europejskie i arabskie, na czele z Francją i Arabią Saudyjską, spędziły lato próbując wskrzesić ścieżkę dyplomatyczną, zbulwersowane postępowaniem Izraela w terenie. To tylko zwiększyło poczucie izolacji Izraela na arenie międzynarodowej, a Netanjahu nadal podlega międzynarodowemu nakazowi aresztowania wydanemu przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) za domniemane zbrodnie wojenne w Strefie Gazy.

Europejczycy dostrzegli, że konflikt wymyka się spod kontroli, a skrajne poglądy po obu stronach zyskują na znaczeniu, i uwierzyli, że mogą przekonać umiarkowanych działaczy do rozwiązania dwupaństwowego – pożądanej przez nich wspólnej, długoterminowej przyszłości Izraelczyków i Palestyńczyków.

I chociaż nie jest to wyraźnie zawarte w tym planie, uznali oni, że kluczem do sukcesu jest przekonanie Trumpa do umiarkowanej propozycji dla Strefy Gazy.

Amerykańskie ramy mają przywrócić impet negocjacjom. Prawdopodobnie będzie to jednak wymagało wielu tygodni lub dłużej żmudnej pracy, aby przekształcić je w coś zbliżonego do tego, co Trump twierdzi, że może zapewnić: pełne zakończenie wojny.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis